Reguły gry

Reguły gry

Rozmowa z CRISTIANO PINZAUTIM, prezesem firmy informatycznej Getronics i przewodniczącym Forum Izb Gospodarczych Unii Europejskiej
Krzysztof Gołata: - Czy globalna gospodarka podzieliła ostatecznie świat na liderów i tych, którzy ciągle będą ich gonili?
Cristiano Pinzauti: - Podział ten nie jest ostateczny. Najlepszym przykładem są Włochy, które z kraju zacofanego stały się światowym potentatem. Po drugiej wojnie światowej, aby nadrobić stracony czas, musieliśmy się rozwijać o wiele szybciej niż Francja czy Niemcy. Nie mieliśmy własnego kapitału i byliśmy państwem niestabilnym politycznie. Wprawdzie już wówczas pojawiły się pierwsze koncepcje wspólnej Europy, ale europejskie rynki były dla nas zamknięte. Polska jest w korzystniejszej sytuacji. Jest dużym rynkiem zbytu, a wokół niej funkcjonuje wiele otwartych rynków, na których może sprzedawać swoje towary. Nie rozumiem, dlaczego polscy przedsiębiorcy boją się rywalizacji z unijnymi firmami. Zawsze powtarzam: "Jeżeli jesteś konkurencyjny we własnym kraju, to możesz walczyć na innych rynkach". Potencjał firm zagranicznych obecnych w Polsce jest kilkakrotnie większy niż krajowych przedsiębiorstw. "Mali" potrafią jednak współzawodniczyć ze światowymi potentatami.
- Czy kapitał zagraniczny dobrze czuje się w Polsce?
- Oczywiście, że tak. W przeciwnym razie nie byłoby go tutaj. Nie znaczy to, że nie można poprawiać warunków inwestowania. Pamiętajmy, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat Polska zrobiła tyle, ile inne społeczeństwa przez 25-30 lat. Członkowie Forum Izb Gospodarczych uważają, że wiele dziedzin waszego życia gospodarczego jest już porównywalnych z unijnymi. Dlatego jesteśmy tu obecni. Często pojawiają się zarzuty, że kapitał zagraniczny jest główną przyczyną deficytu w obrotach bieżących. Nie mogę się z tym zgodzić. Nie importujemy tylko dóbr konsumpcyjnych, lecz przede wszystkim inwestycyjne oraz surowce. Import ten służy w znacznej mierze produkcji i eksportowi, a nie tylko bieżącej konsumpcji. Wprawdzie połowę przywożonych towarów sprowadzają firmy zagraniczne, ale również połowa eksportowanych przez Polskę artykułów została wyprodukowana przez obce przedsiębiorstwa.
- Co powinien zrobić rząd, aby warunki dla inwestorów zagranicznych były jeszcze korzystniejsze?
- Myślę, że obcy kapitał nie wybiera Polski ze względu na niskie koszty pracy. Ostatnio rozmawiałem z włoskim przedsiębiorcą, który kupił wrocławski Polar. Powiedział, że do inwestowania tutaj skłonił go interesujący rynek, wysoko wykształcona kadra i stosunkowo dobra organizacja pracy. Wiadomo zaś, że Polska cierpi na brak kapitału. Gospodarka potrzebuje także know-how, aby produkowane w kraju towary mogły być eksportowane. Uważam, że rząd powinien nadal dążyć do obniżania podatków, ponieważ ten argument zawsze przyciąga kapitał. W krajach, gdzie je obniżono, spadło bezrobocie i wzrósł PKB.
- Tegoroczna próba zmiany systemu podatkowego wywołała polityczną burzę.
- Sytuacja polityczna w Polsce jest stabilna. W każdej demokracji obserwujemy grę polityczną. Jeżeli nie narusza ona podstawowych zasad ekonomii, nie jest szkodliwa dla gospodarki. Wróćmy jednak do inwestycji. Mają one istotne znaczenie dla zmniejszania bezrobocia. W Polsce to ważny problem, ale stanie się jeszcze poważniejszy, gdy rozpocznie się restrukturyzacja rolnictwa. Bez obcego kapitału nie będzie nowych miejsc pracy. Uważam, że nie tylko firmy zagraniczne interesują się waszym krajem. Polska jest bardzo dobrym miejscem dla ludzi mających doświadczenie i kilka pomysłów na działalność gospodarczą. Moim zdaniem, nie ma w Europie drugiego takiego państwa, w którym można zdobyć tyle doświadczeń w kierowaniu firmami i ludźmi.
- Dlatego wiele zagranicznych spółek przysyła do Polski ludzi bardzo młodych, którzy tutaj zdobywają doświadczenie?
- Wydaje mi się, że tak. Powtarzam: Polska jest bardzo dobrym miejscem dla ludzi, którzy wolą być przedsiębiorcami niż pracownikami najemnymi. Ideologia komunistyczna zakładała, że ludzie mieli być właścicielami środków produkcji. Zgodnie z tym najbardziej komunistycznym krajem są dzisiaj Stany Zjednoczone, gdzie ponad 100 mln osób ma udziały w różnych firmach. Pod tym względem Europa jest daleko w tyle. W USA coraz bardziej zacierają się różnice między właścicielem a pracownikiem. Bardzo często dana osoba jest współwłaścicielem przedsiębiorstwa, w którym pracuje. Przyjeżdżając do Polski, rozpoczynałem pracę w firmie Olivetti. Potem był Wang Global, a obecnie Getronics. Ciągle jednak zajmuję się tym samym, pracuję w tym samym miejscu, z tymi samymi osobami. Inny jest tylko właściciel spółki. Obecnie bardzo szybko zmienia się znaczenie terminu "gra ekonomiczna".

- Oczywiście. Kilka lat temu na przykład banki nie miały żadnej konkurencji. Dzięki rozwojowi technologii informatycznych i telekomunikacyjnych dzisiaj o pieniądze klientów zabiegają towarzystwa ubezpieczeniowe, fundusze emerytalne i inwestycyjne oraz wiele innych instytucji i firm. Dzisiaj wszyscy idą tam, gdzie jest klient, gdzie jest pieniądz.
Okładka tygodnika WPROST: 51/1999
Więcej możesz przeczytać w 51/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0