HOMO KISIEL

HOMO KISIEL

Nagrody Kisiela po raz dziesiąty
Jest ich już czterdziestu trzech. Są nietuzinkowi, czasami kontrowersyjni, zawsze pod wiatr, pionierzy działający niekonwencjonalnie i schodzący z utartych ścieżek. Byli i są przeciwieństwem sztandarowego produktu komunizmu - homo sovieticus. Osobiście, w siedzibie redakcji tygodnika "Wprost", Stefan Kisielewski namaścił dziewiętnastu z nich, pozostałych - po jego śmierci - wybrała kapituła Nagród Kisiela, tworzona przez laureatów tej nagrody. W tym roku przyznano je po raz dziesiąty. Są dorobkiem współpracy Stefana Kisielewskiego z "Wprost".

W tym roku tygodnik "Wprost" po raz pierwszy przygotował transmisję internetową z rozdania nagród, realizowaną przez firmę Internet Partners www.ipartners.pl. Relację z uroczystości oglądało ponad sto osób. Zapis tego wydarzenia zostanie udostępniony na stronie kisiel.wprost.pl, poświęconej Nagrodom Kisiela. Transmisję z kawiarni "Rozdroże" poprzedziło internetowe spotkanie z gościem Cafe Wprost - Janem Krzysztofem Bieleckim, przewodniczącym kapituły Nagród Kisiela. Rozmowę z nim można przeczytać w dodatku "Intermedia".

- Ta nagroda staje się numerem jeden. Im bardziej to sobie uświadamiam, tym bardziej jestem dumny z faktu, że współuczestniczę w jej tworzeniu - wyznał Jan Krzysztof Bielecki, były premier, przewodniczący kapituły Nagród Kisiela. W "Kisielu wprost", pamiątkowej książce wydanej przez tygodnik z okazji dziesiątej rocznicy nagród, Bielecki wspominał, że pewien znajomy prosił go o "załatwienie" tego wyróżnienia, bo "znają się tyle lat, a Kisiela jeszcze nie ma", choć dostał wiele nagród. Kto więc należy do rodziny Kisiela? "To ludzie nienormalni, czyli nie normowani - owe rajskie ptaki, jak ich nazywał Stefan Kisielewski, prowokatorzy wywołujący ferment społeczny, zaciekłe polemiki i dyskusje" - przypomina słowa Mistrza Marek Król, redaktor naczelny "Wprost". Stefan Kisielewski związał się z tygodnikiem pod koniec życia, przystając na propozycję złożoną przez Piotra Gabryela, zastępcę redaktora naczelnego. Pomysłodawca rozmawiał z Kisielem, a rozmowy te przez prawie dwa lata publikowano na łamach tygodnika. Jak wspomina Gabryel, Stefana Kisielewskiego długo nie można było namówić na wyróżnienie swoich faworytów, lecz w końcu wymienił szesnaście osób. W ten sposób w 1990 r. do grona laureatów weszli profesorowie, ekonomiści - Janusz Beksiak, Rafał Krawczyk, Stefan Kurowski i Wacław Wilczyński - prezentujący odmienne recepty na uzdrowienie polskiej gospodarki; Janusz Korwin-Mikke i Stefan Bratkowski, za "polemiczny ton, za drażnienie, za wnoszenie wciąż czegoś nowego do naszych polskich sporów"; publicyści - Józef Kuśmierek i Ernest Skalski, młodzi zdolni - dziennikarz "Wprost" Kazimierz Pytko i Wiesław Walendziak; "za pasję" - Jacek Maziarski i Piotr Wierzbicki; ludzie kultury - Jerzy Waldorff, Piotr Kuncewicz i Krzysztof Mętrak. Nagrodę otrzymał też Mieczysław Wilczek, minister przemysłu w rządzie Mieczysława F. Rakowskiego, za umiejętność twardego stawiania spraw wobec robotników.
Pierwsza edycja nagród odbyła się w poznańskiej siedzibie "Wprost". Laureaci odbierali z rąk Kisiela żółte kaski, plakietki i dyplomy. Po jego śmierci wręczano już odlewy wykonanej przez Andrzeja Renesa rzeźby głowy Stefana Kisielewskiego. Na pierwszej imprezie Kisiel wprowadził stały element menu - dobrze zmrożoną czystą wódkę. Był też, jak oceniano, w "irytująco najlepszej kondycji". Koktajl zakończył się późnym wieczorem odwiezieniem Mistrza na wyposażonym w kółka pufie do jego hotelowego apartamentu.
Druga edycja, w 1991 r., nie była już tak radosna. Jesienią zmarł Stefan Kisielewski. W szpitalu wytypował jeszcze laureatów, tym razem tylko trzech. Bogusława Bagsika wyróżnił za "stosowanie niekonwencjonalnych rozwiązań ekonomicznych", Jana Krzysztofa Bieleckiego za "pragmatyzm, umiejętność godzenia pryncypiów myśli liberalnej z wymaganiami, jakie niesie rzeczywistość", a Jerzego Grohmana, w tym czasie doradcę prezydenta Lecha Wałęsy ds. reprywatyzacji, za "upór w dochodzeniu praw byłych właścicieli". Ci trzej panowie spotkali się podczas jubileuszowej imprezy dopiero w tym roku. Bagsik w 1991 r. nie odebrał nagrody, bo unikając aresztowania, wyjechał do Izraela. W tym roku pojawił się w ulubionej przez Kisielewskiego warszawskiej kawiarni "Rozdroże" - gdzie od dziewięciu lat wręczane są Nagrody Kisiela - z ochroniarzem i przez długą część wieczoru przebywał tylko w jego towarzystwie, nawet gdy robiono pamiątkowe zdjęcie laureatom.
W 1992 r. postanowiono przyznawać nagrody w trzech kategoriach: przedsiębiorcy, publicysty i polityka. Do udziału w obradach kapituły zaproszono - i tak pozostało do dziś - syna Kisielewskiego, Jerzego, oraz Marka Króla i Piotra Gabryela, jednak bez prawa dokonywania wyboru. Kategorie przyznawania nagród, wbrew pozorom, nie są łatwe do zastosowania. Jerzy Giedroyc, redaktor naczelny paryskiej "Kultury", laureat z 1992 r. w kategorii polityk, wspomina, jak Kisiel powiedział mu: "Pan nie jest przecież politykiem, a tylko redaktorem pisma, co nie ma wielkiego znaczenia. Politykiem natomiast jestem ja, bo byłem przecież posłem na Sejm". W 1992 r. kapituła wyróżniła również prof. Jana Winieckiego, doradcę ekonomicznego "Solidarności", który "nigdy nie straszy, ale raczej oferuje nadzieję na społeczne zaakceptowanie liberalnego kapitalizmu", jak przekonywał do tej kandydatury prof. Beksiak, oraz Jana Kulczyka, przedsiębiorcę. "To miły i niezarozumiały człowiek, a do tego ma bardzo ładną żonę" - namawiał Mieczysław Wilczek.
W 1993 r. wśród laureatów znalazł się Aleksander Kwaśniewski. Piotr Kuncewicz, który razem z Mieczysławem Wilczkiem zgłosił tę kandydaturę, tłumaczył, że przywódca SLD miał odwagę bronić "partii poniżonych" i w dodatku "nie pchał się do żłobu", bo zrezygnował ze stanowiska premiera na rzecz Waldemara Pawlaka. Z perspektywy lat komu się to bardziej opłacało, jak myślisz, koteczku? - zapytałby zapewne Kisiel. Promieniejący radością Kwaśniewski, odbierając "głowę" z rąk Marka Króla, powiedział: "Jeżeli Kisiel spogląda z zaświatów, to chyba ma jakąś przewrotną satysfakcję, że nagrodę jego imienia dostał człowiek z obozu, który zawsze był dla niego przeciwnikiem". Razem z Kwaśniewskim nagrody odebrali Janusz Lewandowski, za żelazną konsekwencję w prywatyzowaniu polskiej gospodarki, i ks. prof. Józef Tischner, za "budowanie pomostu między Kościołem a światem współczesnym i za wszystko, co w związku z tym musi wycierpieć ze strony oszołomów".
Rok później kapituła uhonorowała za "wciąż widoczne efekty działania sprzed lat" Leszka Balcerowicza, o którym sam Kisiel mawiał tak: "to doskonały i nieprzewidziany wynalazek". Satyryk i aktor Jacek Fedorowicz otrzymał nagrodę nie za wyśmiewanie rzeczywistości, lecz za... "wspaniałą popularyzację wiedzy ekonomicznej", a Mieczysław Prószyński za "umiejętność łączenia działalności gospodarczej z wydawniczą". W 1994 r. w "Rozdrożu" nie pojawili się politycy PSL, być może w odruchu solidarności z ich premierem Waldemarem Pawlakiem, który solidaryzował się z kolei - jak doniósł tygodnik "Wprost" - z komputerową firmą Inter- Ams swojego kolegi. Od 1996 r. do ludowców dołączyli politycy z SLD, a nawet - pewnie również w odruchu solidarności - prezydent Aleksander Kwaśniewski. Wcześniej prasa rozpisywała się o tzw. sprawie Oleksego, a tygodnik "Wprost" stawiał pytania wprost.
W 1995 r. laureatami zostali Władysław Bartoszewski, niestrudzony szef polskiej dyplomacji, nie zważający na to, czy ma tekę, czy jej nie ma, Antoni Majewski, spadkobierca przedwojennej pruszkowskiej Fabryki Ołówków, który "przeprowadził prywatyzację drogą porozumienia byłych właścicieli z załogą i skarbem państwa", i pośmiertnie Andrzej Woyciechowski. Nagrodę dla tego znanego twórcy i założyciela Radia Zet odebrała jego żona Dorota. Również w 1996 r. na uroczystości zabrakło laurea- ta - Andrzeja Bączkowskiego, ministra pracy i polityki socjalnej, który zmarł we własnym gabinecie. Uhonorowano go za "przygotowanie pakietu reform socjalnych i za skuteczne działanie na rzecz spokoju społecznego - warunku realizacji tych reform". Ponadto wyróżniono publicystę Michała Zielińskiego i działalność Sobiesława Zasady, "pioniera polskiej przedsiębiorczości". Rok 1997 przyniósł zwycięstwo prawicy na scenie politycznej i zwycięstwo twórcy tej wygranej - Mariana Krzaklewskiego. Kapituła uhonorowała go za "sukces w skłonieniu do współdziałania różnorodnych sił politycznych". Wyróżniono też Tomasza Wołka, redaktora naczelnego "Życia", i Czesława Apiecionka, który w 1990 r. otworzył "Odeon", pierwszą prywatną księgarnię w Polsce. W ubiegłym roku wreszcie przełamano monopol mężczyzn. Do rodziny Kisiela weszły Henryka Bochniarz, obecnie prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, i Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezes NBP, a i sam Stanisław Tym, też laureat, przyznał: "Tak naprawdę jestem małą dziewczynką". Tym nie przyznał się natomiast, że marzył o Nagrodzie Kisiela, ale rok później uczynił to Wiesław Uchański, prezes wydawnictwa Iskry, wydawca Kisielewskiego. Pewnie nie on jeden marzył. "Każdy uważa - Dziś nie ja. To pech/ Ale na swoją kolej czekać się opłaci/ Bo laureatów wprawdzie tylko trzech/ Lecz cała reszta - potencjalni kandydaci" - skomentował Marek Majewski. W tym roku do "Rozdroża" - oprócz większości członków kapituły (w tym jej przewodniczącego Jana K. Bieleckiego, Leszka Balcerowicza, wicepremiera i ministra finansów, oraz Hanny Gronkiewicz-Waltz i Jerzego Kisielewskiego) - przybyli m.in. Alicja Grześkowiak, marszałek Senatu, Maciej Płażyński, marszałek Sejmu, Czesław Bielecki, przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, Hanna Suchocka, minister sprawiedliwości, Tadeusz Syryjczyk, minister transportu i gospodarki morskiej, Krzysztof Luft, rzecznik rządu, Marek Goliszewski, prezes BCC, a także przedstawiciele sponsorów: Monika Różycka, członek zarządu Nationale-Nederlanden Polska, i Renata Hayder z firmy Arthur Andersen. Jan Nowak-Jeziorański, odznaczony w tym roku "za to, że jest", otoczony fotoreporterami, dziennikarzami i łowcami autografów, ustąpił muzykom miejsca na podium jako ostatni. Patrząc z góry na tyle osobistości, powtórzył za Józefem Piłsudskim: "Polacy są wspaniali w przeciwnościach i fatalni w sukcesie". Obyśmy się tacy nie okazali - dodał. Paweł Piskorski, jeden z bardziej obiecujących młodych polityków, uhonorowany za "inicjatywę i stanowczość", na wieść o tym, że jest wymieniany jako kandydat na prezydenta, ale nie tylko Warszawy, odpowiedział z uśmiechem: - Muszę więc bardzo uważać. W polityce sytuacja zmienia się tak często, że czasami jest nieprzewidywalna.
Co może wspólnie zrobić grupa ludzi, z których każdy zasługuje na miano "homo Kisiel", elita III RP? Może, jak sugerował Piotr Kuncewicz, kapituła Nagród Kisiela poza wybieraniem kolejnych laureatów stanie się poważnym ośrodkiem opiniotwórczym? Jak zauważył jednak Kuncewicz: "całe to gremium rzadko kiedy ma jedno zdanie w jakiejkolwiek sprawie... A może tak właśnie być powinno?".


Okładka tygodnika WPROST: 51/1999
Więcej możesz przeczytać w 51/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0