Jakim prawem?

Jakim prawem?

Z całym szacunkiem dla osoby i dokonań Janusza Pałubickiego, ale z katońskim uporem będę przypominał sprawę Gromu
Minęły już trzy miesiące od czasu, kiedy próbowałem pomóc odwołanemu dowódcy Gromu, generałowi Petelickiemu, w próbie uzyskania choćby minimalnej satysfakcji od władz RP za krzywdę wyrządzoną dowództwu i żołnierzom w wyniku gwałtownej i naruszającej prawo akcji przeciwko ich jednostce. Czy wygłoszone wówczas przez ministra Pałubickiego dość zdawkowe i ograniczone przeprosiny wystarczają, aby całą sprawę ostatecznie zamknąć i przenieść do historii?

Nie można nie docenić honorowego gestu koordynatora służb specjalnych, ale dramatowi wyraźnie brakuje epilogu. Spektakl urwał się nagle, kurtyna opadła, a duża część widowni ciągle jeszcze czeka na właściwe zakończenie. Ci, którzy postanowili skrócić przedstawienie, spoglądają pewnie teraz dyskretnie na widownię, czekając, kiedy wreszcie ludzie rozejdą się do domów i zapomną o dziwnym widowisku.
Polska publiczność ma jednak czasami zadziwiająco dobrą pamięć, szczególnie wówczas, gdy jest przekonana, że władza postąpiła niesprawiedliwie. I nie chodzi wcale o to, że jako człowiek kojarzony ze sprawą doświadczyłem wielu dowodów wsparcia od znajomych i obcych. Przestraszyła mnie zrazu nie na żarty zaprzyjaźniona, znakomita dziennikarka "Rzeczpospolitej", specjalizująca się w problematyce prawnej, pytaniem, kiedy wreszcie sprawa znajdzie się w Naczelnym Sądzie Administracyjnym, bo "wszyscy czekają". Na moment wpadłem w panikę: czyżbym popełnił taki gruby błąd, przecież przeleciały już wszystkie terminy? A jednak nie! Wiedziałem przecież od początku, że żołnierzowi w takiej sprawie skarga do NSA nie przysługuje. Zadzwoniłem do życzliwej dziennikarki. Zawód, rozczarowanie. Niestety.
W prasie codziennej sprawa Gromu pojawia się od czasu do czasu, ale już jako zdarzenie historyczne, przytaczane obok innych w publikacjach o charakterze ogólnym. Janusz Lewandowski wspomina o "awanturze wokół jednostki Grom - wręcz ośmieszającej rząd" ("Gazeta Wyborcza" z 22-23 stycznia), a Aleksander Smolar wymienia "akcję ministra Janusza Pałubickiego przeciw dowódcy jednostki specjalnej Grom" ("GW" z 24 stycznia) jako jedno ze zdarzeń przywodzących na pamięć czasy rządów Jana Olszewskiego i Antoniego Macierewicza. Podobnie jest w opozycyjnej "Trybunie" (29-30 stycznia), tylko słowa ostrzejsze o tym, jak to "zwierzchnik służb specjalnych Janusz Pałubicki rozpętał prywatną wojnę przeciw dowódcy jednostki Grom".
Nie wszyscy jednak godzą się z "historycznym" podejściem do sprawy, reprezentowanym w prasie codziennej. Można bowiem znaleźć dowody na istnienie nurtu "rewindykacyjnego", ukrytego, niestety, w dość egzotycznych tytułach i rubrykach o niezbyt dużym zasięgu. Może łatwiej w takich miejscach otwarcie głosić swoje poglądy - jak na jakimś bankiecie po paru drinkach i w dymie cygar. A oto nieoceniony Jerzy Iwaszkiewicz ("Sukces", luty 2000 r.): "Wszystkie komisje wykazały, iż nie ma zastrzeżeń do Petelickiego, a ciągle jego sprawa jest w zawieszeniu. Nowy minister spraw wewnętrznych Marek Biernacki, zanim jeszcze cokolwiek zdziałał, zanim jednego złodzieja więcej złapał, już oświadczył, że dowódcy Gromu nie wrócą na swoje stanowiska. Poseł Rokita, który zażądał degradacji generała, teraz z kolei milczy. Wiele było w tej sprawie wypowiedzi bardziej śliskich od opon koreańskich marki Kumho. Tej sprawy nie można tak zostawić, jeżeli mamy mówić o jakimkolwiek prawie. Obrażono człowieka i jego żołnierzy, próbowano go zniszczyć, a kiedy zabrakło ku temu powodów, to teraz co? Gdzie są ci sędziowie?".
Niestety, Szanowny Redaktorze, nie ma odpowiedzi na pańskie pytania. Prawo to jedna strona medalu, a drugą jest opinia publiczna, której należą się chyba jakieś elementarne wyjaśnienia dotyczące oczywistego przecież nadużycia władzy. Z całym szacunkiem dla osoby i dokonań Janusza Pałubickiego, jednego z bohaterów solidarnościowej opozycji, ale będę z katońskim uporem sprawę przypominał. Jestem malutki i słaby, lecz może będę miał więcej szczęścia niż słynny Rzymianin i dożyję satysfakcji. W końcu idzie o odbudowę, a nie zniszczenie czegokolwiek.
Okładka tygodnika WPROST: 7/2000
Więcej możesz przeczytać w 7/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0