Niewidzialna ręka

Niewidzialna ręka

Służby specjalne za kulisami polityki
Zorganizowanie rumuńskiej rewolucji w 1989 r. oraz stały wpływ na politykę za rządów Iona Iliescu; porwanie Michała KovacŠa juniora, syna prezydenta Słowacji, a także wspólne z wywiadem Rosji działania przeciwko przyjęciu nowych członków do NATO; inwigilacja współrządzącego w Czechach Obywatelskiego Sojuszu Demokratycznego; intrygowanie w kierownictwach legalnych partii na Węgrzech; wtrącanie się do polityki kadrowej we wschodnich Niemczech, wywoływanie kryzysów rządowych i finansowych w państwach nadbałtyckich; inwigilacja partii w Polsce - to tylko niektóre zarzuty stawiane służbom specjalnym w państwach naszego regionu. Oskarżenia formułowano dlatego, że nie brak przykładów związków funkcjonariuszy tych służb z komunistycznymi poprzedniczkami i ich kierownictwami. Wielu oficerów zaczynało kariery przed 1989 r. i przywykło do ingerowania służb specjalnych w politykę. Wreszcie - regulaminy i metody działania po 1989 r. praktycznie się nie zmieniły, co ułatwia nielegalne działania i utrudnia wykrycie sprawców. Ustawa o UOP czerpie na przykład wiele z regulacji przygotowanych w 1948 r. przez stalinowskiego ministra Stanisława Radkiewicza. Metody pracy z agenturą i jej dokumentacji są praktycznie kopią rozwiązań opracowanych w latach 40. przez generała Sierowa dla KGB. Inna sprawa, że służby specjalne, także w krajach demokratycznych, chcą (a niekiedy muszą) wiedzieć, co się dzieje w różnych ugrupowaniach w kontekście ich międzynarodowych kontaktów, a także w związku z radykalnymi działaniami ich skrzydeł. Wszędzie też na styku polityki i wielkiego biznesu (zamówienia publiczne i kontrakty rządowe) dochodzi do korupcji. I tym zajmują się również służby specjalne. Problemem jest to, jak ta wiedza jest wykorzystywana i czy mechanizmy parlamentarnej kontroli uniemożliwiają stosowanie nielegalnych metod. Na mniejszą skalę służby specjalne prowadziły nielegalne działania także w krajach demokratycznych: francuski wywiad zwalczał na przykład niedozwolonymi metodami działaczy Greenpeace, protestujących przeciwko próbom jądrowym w Polinezji, wojskowe służby specjalne USA nielegalnie sprzedawały broń do Iranu, brytyjski kontrwywiad inwigilował parlamentarzystów spotykających się z przedsiębiorcami pochodzenia arabskiego, wywiad niemiecki interesował się politykami ze wschodniej części kraju. Najczęściej nielegalne działania operacyjne tłumaczono ich związkiem z przestępstwami kryminalnymi, w które uwikłane były różne środowiska polityczne. Podłożem najgłośniejszych w Polsce spraw z udziałem służb specjalnych były właśnie podejrzenia o korupcję lub nielegalne zdobywanie środków na działalność partii. Powody podjęcia działań w celu weryfikacji podejrzeń o branie łapówek przez działaczy Porozumienia Centrum oraz w sprawie tzw. moskiewskiej pożyczki dla SdRP były zatem uzasadnione. Trudno natomiast znaleźć jakiekolwiek uzasadnienie dla angażowania służb w zrywanie obraźliwych dla wysokich urzędników państwowych plakatów, co działo się w latach 1990-1993. Nic nie uzasadniałoby też działań mających na celu rozbijanie partii lub kompromitowanie jej legalnie działających przywódców, gdyby takie prowadzono. Sprawę tzw. inwigilacji prawicy ujawnił w sierpniu 1997 r. Zbigniew Siemiątkowski, ówczesny minister-koordynator służb specjalnych. Jego zdaniem, od wiosny 1993 r. Urząd Ochrony Państwa prowadził działania operacyjne przeciw prawicowej opozycji. Ich celem miało być skłócenie polityków prawicy i dezintegracja ich partii. Przedmiotem inwigi- lacji miały być Porozumienie Cen- trum, Ruch dla Rzeczypospolitej, Ruch III Rzeczypospolitej i ich liderzy, m.in. Jarosław Kaczyński, Jan Olszewski, Antoni Macierewicz. Partie miał rozpracowywać zespół ppłk. Jana L., byłego wieloletniego oficera SB. Ówczesne kierownictwo MSW i UOP twierdzi, że początkowo działania te miały podłoże kryminalne, a sprawy obyczajowe prowadził na własną rękę zespół Jana L. Także podjęcie śledztwa w tzw. sprawie Józefa Oleksego było uzasadnione. Informacje na ten temat były bowiem związane ze śledztwem w sprawie moskiewskiej pożyczki: przekazania pieniędzy dla SdRP kanałami KGB z pogwałceniem przepisów skarbowych. Było też niezaprzeczalnym faktem, że Józef Oleksy spotykał się towarzysko z agentem rosyjskiego wywiadu. Wojskowa prokuratura ostatecznie umorzyła tę sprawę, lecz SLD do dziś oskarża ówczesne kierownictwo MSW i UOP o naginanie dowodów w tej sprawie z politycznej inspiracji. W listopadzie 1990 r., przed drugą turą wyborów prezydenckich, z UOP wypłynęła informacja, że kandydat Stanisław Tymiński w latach 80. siedmiokrotnie przyjeżdżał do Polski dzięki wizom uzyskanym w konsulacie w Trypolisie. Po wyborach okazało się, że informacja była fałszywa, a UOP tłumaczył ją błędem komputera. Według Tymińskiego i jego otoczenia, UOP chciał go skompromitować, odbierając tym samym część głosów. Z kolei w czerwcu 1996 r. poseł Unii Pracy Konrad Napierała ujawnił rozkaz Andrzeja Kapkowskiego, szefa UOP, na podstawie którego można było prowadzić inwigilację w zakładach pracy i związkach zawodowych. Po interwencji posłów z Komisji ds. Służb Specjalnych rozkaz zmieniono. Jednak dopiero poddanie służb drobiazgowej kontroli komisji parlamentarnej oraz wymiana kadr sprawiły, że oskarżenia o nielegalne działania właściwie przestały się pojawiać. W 1995 r. w Czechach ujawniono, że Służba Bezpieczeństwa i Informacji (BIS), odpowiednik naszego UOP, zbierała materiały o niektórych czeskich partiach. Media podały, że BIS celowo kierowała przecieki do wybranych gazet i przez kilka miesięcy koordynowała działania wywiadu cywilnego i wojskowego, nie mając na to zgody rządu. Operacje BIS miały dotyczyć przede wszystkim współrządzącego Obywatelskiego Sojuszu Demokratycznego. Dokonano kilku zagadkowych włamań do samochodów, z których ginęły ważne dokumenty tego ugrupowania. Kolejna afera wybuchła w styczniu tego roku, gdy zdymisjonowano szefa BIS Karla Vulterina. Okazało się, że nie poinformował on rządu o przygotowywanym przez Irak zamachu na nadającą z Pragi iracką sekcję Radia Wolna Europa. Podobne problemy mieli Węgrzy. W 1997 r. tamtejsza prasa informowała, że tajne służby śledzą czołowych polityków, przede wszystkim z rządzącej koalicji. Akcja miała mieć kryptonim "Brzoza". W 1997 r. w Sofii ogłoszono natomiast listę 23 wysokich urzędników państwowych, którzy byli etatowymi pracownikami i współpracownikami komunistycznej bezpieki. Na liście znalazło się dwóch posłów rządzącej centroprawicowej koalicji. Umieszczono tam jednak również czterech parlamentarzystów z Ruchu na rzecz Praw i Swobód, reprezentującego mniejszość turecką, w tym jego lidera Ahmeda Dogana. Zdaniem opozycji, lista była fałszywką sporządzoną przez służby specjalne, by skompromitować polityków tureckiego pochodzenia. W Rumunii wpływ służb specjalnych na życie polityczne był widoczny przez cały okres rządów Iona Iliescu, poprzedniego prezydenta, następcy Nicolae Ceausescu. Oficerowie byłej Securitate, którzy wyemigrowali na Zachód, twierdzili, że przejmowanie władzy przez Iliescu było precyzyjnie przygotowane przez służby specjalne, które sprowokowały też rumuńską rewoltę przeciwko "słońcu Karpat". W ubiegłym roku ujawniono natomiast w Bukareszcie tzw. aferę papierosową, w którą miało być zamieszane otoczenie obecnego prezydenta Emila Constantinescu. Zwolennicy prezydenta twierdzili, że za aferą stoją oficerowie służb specjalnych wywodzący się z Securitate i zamierzający przy pomocy zagranicznych kolegów zagrozić pozycji Constantinescu w Rumunii oraz stosunkom tego kraju z zachodnią Europą. W państwach nadbałtyckich część funkcjonariuszy służb specjalnych podejrzewa się o związki z wywiadem Rosji, inspirującym różne działania, na przykład kryzysy w systemie bankowym na Litwie i Łotwie. Kiedy w 1992 r. Sąd Najwyższy uznał, że Kazimiera Prunskiene, pierwsza premier niepodległej Litwy, w latach 1978-1980 współpracowała z radzieckim KGB, mówiono, że materiały przekazał anonimowo kret KGB w wywiadzie Litwy. Powodem takiego działania miała być odmowa współpracy z wywiadem Rosji, gdy ów kret zgłosił się do pani premier z taką propozycją. Bardzo aktywne - przede wszystkim w działaniach przeciwko sąsiednim państwom - były za rządów MecŠiara służby specjalne Słowacji. W lutym tego roku w Bratysławie ujawniono raport, z którego wynika, że słowacka SIS próbowała wówczas kompromitować Polskę, Czechy i Węgry w oczach Zachodu, aby w ten sposób nie dopuścić do przyjęcia tych krajów do NATO. Operacja pod kryptonimem "Neutron" miała na celu infiltrację środowisk faszystowskich w Czechach i zaostrzenie nastrojów antycygańskich w tym kraju. Inna operacja - "Omega" - zmierzała do poróżnienia rządów Polski, Czech i Węgier: chciano zasugerować, że NATO faworyzuje Budapeszt. W czasach MecŠiara SIS blisko współpracowała też z rosyjskimi służbami specjalnymi. W lipcu 1996 r. rosyjscy eksperci przybyli do Bratysławy, by szkolić agentów SIS. Rosjanie mieli też podobno spory wpływ na obsadę kluczowych stanowisk w SIS. Współpracę obu służb cementowały wspólne operacje. Jedna z nich - akcja pod kryptonimem "Wschód" - miała przekonać Słowaków, że w polityce zagranicznej liczy się tylko ścisła współpraca z Rosją. Akcja obejmowała inspirowanie odpowiednich tekstów, audycji i postaw w prasie, telewizji, środowiskach akademickich. Jesienią tego roku pojawiły się też podejrzenia, że wypadek, w którym w 1992 r. zginął Aleksander DubcŠek, lider praskiej wiosny i przewodniczący pierwszego demokratycznego parlamentu Czechosłowacji, w rzeczywistości był zamachem przeprowadzonym wspólnie przez KGB i słowackich agentów. SIS działała też aktywnie na wewnętrznej scenie politycznej. W lutym tego roku aresztowano dwóch wysokich oficerów SIS, którym zarzucono zorganizowanie porwania syna byłego prezydenta Michała KovacŠa, głównego politycznego przeciwnika premiera MecŠiara. W sierpniu 1995 r. zamaskowani mężczyźni napadli na KovacŠa juniora pod Bratysławą. Pobili go, spoili alkoholem i wywieźli do Austrii. Tuż przed wyborami w 1998 r. MecŠiar ogłosił amnestię, która miała zapobiec ściganiu sprawców porwania. Po wyborczej porażce premiera amnestię jednak cofnięto. W Rosji - w przeciwieństwie do Polski, Węgier, Czech i innych prozachodnich państw regionu - powiązania polityków ze służbami specjalnymi nie są niczym wstydliwym, a ingerencje służb w życie polityczne są nagminne. Oskarżano je m.in. o udział w zamachach na niewygodnych dziennikarzy oraz polityków domagających się parlamentarnej kontroli nad działaniami służb. Dlatego miała m.in. zginąć Galina Starowojtowa, demokratyczna deputowana do Dumy. Od lat służby specjalne oskarża się też o kierowanie niektórymi partiami w parlamencie, a wręcz o ich zakładanie, na przykład Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji Władimira Żyrinowskiego. Ze służb specjalnych wywodzą się trzej ostatni premierzy Rosji. Jewgienij Primakow przez wiele lat kierował radziecką Służbą Wywiadu Zagranicznego, Siergiej Stiepaszyn był ministrem spraw wewnętrznych, a Władimir Putin - dyrektorem Federalnej Służby Bezpieczeństwa i sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Delikatnym i skomplikowanym problemem jest wpływ niemieckich służb specjalnych na polityczne życie wschodnich Niemiec. BND - niemiecki wywiad - przejął teczki najcenniejszej agentury Stasi i część tej agentury wykorzystuje. Problemy powstają wtedy, gdy osoby podejrzane o współpracę ze Stasi piastują stanowiska we władzach wschodnich landów, a materiały je obciążające nie są w pełni przekonujące. Postkomunistyczna PDS sugeruje, że BND wywiera wówczas nacisk na te osoby lub próbuje je kompromitować. Szef wywiadu stanowczo temu zaprzeczył. Takie naciski służby specjalne miały wywierać na premiera Brandenburgii Manfreda Stolpego, którego teczkę przekazały potem do urzędu Gaucka. W 1992 r. urząd przedstawił brandenburskiemu parlamentowi informacje, z których wynikało, że Stolpe przez 20 lat współpracował ze Stasi. Mimo oskarżeń Stolpe nie odszedł ze sceny politycznej. Odszedł natomiast Lothar de Maiziere, ostatni premier NRD. Służby specjalne miały też przekazać urzędowi Gaucka materiały obciążające osobistości publiczne z zachodnich Niemiec, które nie były zainteresowane kontynuowaniem współpracy. Miesiąc temu ujawniono na przykład, że współpracownikiem Stasi był Klaus-Dieter Kimmel, zastępca redaktora naczelnego "Bildu", największej niemieckiej bulwarówki. Współpracownikiem wschodnioniemieckiej policji politycznej był też Manfred Hoenel, reporter sportowy "Bildu". 

Okładka tygodnika WPROST: 52/1999
Więcej możesz przeczytać w 52/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0