Mury

Zaczynam się obawiać, że politycy koalicji AWS-UW cierpią na zanik instynktu samozachowawczego. Następnym krokiem może być jedynie mania samobójcza
Minęła właśnie dziesiąta rocznica upadku muru berlińskiego - najbardziej spektakularnego momentu końca zimnej wojny. To była kulminacja wydarzeń, które rozpoczęły się w sierpniu 1980 r., a w naszym kraju znalazły swój wyraz 4 czerwca 1989 r. To Polska wywołała efekt domina. Nie zaproszono mnie wprawdzie na obchody, ale nie chowam urazy. Pamiętam wizytę oficjalną i rozmowę z ministrem Genscherem w 1989 r. Zapytałem go: "Co panowie zrobicie, gdy mur upadnie?" Odpowiedział mi, że bardzo by chciał, aby mur upadł, ale nie nastąpi to za jego życia. Następnego dnia musiał przerwać wizytę i wracać do Berlina, bo właśnie to się stało. W dziesiątą rocznicę posypały się wyroki na odpowiedzialnych za strzelanie do uciekinierów. Jeden ze skazanych - Günter Schabowski - przez swoją głupotę i brak wyobraźni przyczynił się do upadku muru. Może ma nawet większe w tym względzie zasługi niż kanclerz Helmut Kohl.

Rocznica wydarzeń w Berlinie pokrywa się też z innymi rocznicami. 9 listopada 1923 r. odbył się pucz monachijski Adolfa Hitlera. W listopadzie 1938 r. doszło do pogromu Żydów w Niemczech, nazwanego później "nocą kryształową". Rocznice te nie kojarzą się dobrze. Wydarzenia tamtych dni przyczyniły się do powstania w podbitej Europie murów gett. A prawie w dziesiątą rocznicę upadku muru berlińskiego wzniesiono u naszych południowych sąsiadów mur oddzielający czeską i cygańską część osiedla. Zawsze ostrzegałem, że po upadku muru ideologicznie dzielącego Europę powstaną mury, które będą dzielić biednych i bogatych. Mury strzeżone przez spółki ochroniarskie oddzielają osiedla tych, którym się udało, od tych, którym los nie sprzyjał. Musimy pamiętać, że może nadejść rewolucja, która obali i te mury.
Mam świadomość rosnących napięć społecznych, pogłębiających się nierówności i coraz szerszej sfery niedostatku. Dlatego instytut mego imienia, współpracując z przedstawicielami różnorodnych orientacji politycznych, prowadzi badania nad problematyką przeciwdziałania ubóstwu. Musimy zrozumieć, że to nasza wspólna sprawa i powinna być rozpatrywana ponad politycznymi podziałami. Od początku lat 90. przypominam, że potrzebny jest "bliźniak dla Balcerowicza" - tak nazwałem prowadzenie przez rząd aktywnej polityki społecznej. Tymczasem u nas takiej polityki nikt nie prowadzi - ani rząd, ani związki zawodowe. Działacze związkowi chcą albo panować w zakładach, albo przeskoczyć z nich do polityki. Nikt nie myśli o sytuacji byłych pegeerów. Nikt nie pomyślał, żeby o ziemi zlikwidowanych gospodarstw nie decydowała Warszawa i rządowa agencja, lecz powiaty. Oni tam by wiedzieli, co z nią zrobić. Rząd nie prowadzi żadnej świadomej polityki społecznej - prowadzi jedynie politykę budżetową.
A i to jest pod znakiem zapytania. Jeżeli do końca miesiąca nie zostaną uchwalone nowe podatki (a przecież to podatki stanowią główne źródło budżetowych wpływów), diabli wezmą cały projekt budżetu. Bez budżetu nie ma rządu, bo rządzić, to nic innego jak wykonywać budżet. Sejm zajmuje się różnymi sprawami, te naprawdę ważne zostawiając na koniec. Obawiam się, czy tym razem koalicjanci nie przeciągnęli struny. A ta może pęknąć. Wydaje się, że budujemy jeszcze jeden mur - mur ludzkiej głupoty, który nie pozwala naszym politykom patrzeć długofalowo i przesłania istotne zadania. Niemożliwość uchwalenia podatków w odpowiednim terminie może spowodować, że nie będzie można uchwalić budżetu. To zaś może być konstytucyjną przyczyną rozwiązania Sejmu i rozpisania przyspieszonych wyborów parlamentarnych. Przedtem jeszcze może spowodować dymisję Leszka Balcerowicza i rozpad koalicji. Zaczynam się obawiać, że politycy koalicji AWS-UW cierpią na zanik instynktu samozachowawczego. Następnym krokiem może być jedynie mania samobójcza.
Pamiętam, z jaką nadzieją w latach osiemdziesiątych słuchaliśmy piosenki Jacka Kaczmarskiego o tym, że "mury runą, runą". Stała się ona nieomal hymnem "Solidarności" i czerpaliśmy z niej nadzieję. Nie zauważyliśmy, że mury jednak znowu rosną. Jedne runęły, inne powstają - w czas rocznic dobrze jest o tym pamiętać.
Okładka tygodnika WPROST: 47/1999
Więcej możesz przeczytać w 47/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0