Przynęta

Przynęta

Stołeczna policja znalazła sposób na złodziei aut
Jadą za mną, jadą za mną! - starszy mężczyzna kierujący nowym luksusowym mercedesem, zwanym przez złodziei "lochą", nerwowo zerka we wsteczne lusterko. "Przykleił" się do niego polonez. Drugi samochód trzyma się trochę dalej. Po chwili polonez zrównuje się z mercedesem. Słychać klakson. - Kółko! Kółko! - krzyczą młodzi pasażerowie poloneza. Liczą na łatwy łup. Tymczasem to nie oni są myśliwymi, lecz zwierzyną. Zaledwie przed kwadransem "locha" wyjechała z policyjnego garażu. We wnętrzu mercedesa zamontowano minikamery, nowoczesne systemy unieruchamiające silnik, satelitarny system monitorowania GPS.
Ten sposób walki ze złodziejami samochodów wymyślili Amerykanie, a w Europie zastosowano go po raz pierwszy właśnie w Warszawie. Nieprzypadkowo - w ubiegłym roku w stolicy skradziono 15 tys. aut, czyli co 40 minut znikał pojazd. To europejski rekord. Teraz to się może zmienić. - Znamy miejsca najbardziej zagrożone kradzieżami na kółko i stłuczkę. Dlatego nasz mercedes znalazł się na trasie wylotowej z Warszawy w kierunku Lublina i Siedlec - mówi Ryszard Kaczyński, naczelnik Wydziału Kryminalnego Komendy Stołecznej Policji. - Wcześniej "wystawiliśmy" w ten sposób volvo, lecz złodzieje się nim nie zainteresowali.
Przebieg polowania na policyjnego mercedesa pokazuje taktykę złodziei. Przez cały czas ich polonez trzymał się blisko ofiary - wyprzedzał, a po chwili znowu był z tyłu. Gdy kierowca "lochy" chciał skręcić w kierunku Lublina, złodzieje zajechali mu drogę, blokując prawy pas. Musiał więc jechać prosto, na Siedlce. Właśnie przy tej trasie przestępcy przygotowali dziuplę, czyli garaż, w którym miał zniknąć samochód. Kiedy kierowca mercedesa zatrzymał się na poboczu, by obejrzeć koło, obok stanęli złodzieje. Z poloneza wybiegł młody chłopak, odepchnął mężczyznę i po chwili pędził mercedesem ponad 200 km na godzinę. Jego twarz doskonale widać na filmie kręconym kamerą ukrytą w aucie. Widać emocje, gdy w lusterku zobaczył policyjną pogoń. Zdążył jeszcze staranować ustawiony w poprzek drogi radiowóz, lecz po kilkuset metrach silnik mercedesa zgasł. Złodziej wyskoczył z samochodu, lecz szybko pochwycili go ukryci na poboczu funkcjonariusze. Wcześniej zatrzymano jego kompanów. Wszyscy są znani policji - obecnie siedzą w areszcie. - Prokurator uznał, że kaseta jest ważnym dowodem w sprawie - tłumaczy Andrzej Pogorzelski, szef prokuratury Warszawa-Praga Południe.
Policyjne samochody pułapki nie zmniejszą znacząco liczby kradzieży, lecz na pewno zmaleje liczba napadów na auta znajdujące się w ruchu. Tak właśnie stało się w Stanach Zjednoczonych. - Już po naszej pierwszej akcji skończyły się w Warszawie kradzieże mercedesów na koło. Potem jeszcze kilka razy wyjeżdżaliśmy przynętą, ale złodzieje nie odważyli się zaatakować - opowiada Jan Pol, zastępca komendanta stołecznego policji.
Mercedesa wykorzystanego w pierwszej akcji wypożyczyła policji (a także ubezpieczyła) ambasada Niemiec. Chęć współpracy zgłosiła też ambasada Ukrainy oraz firmy samochodowe i ubezpieczeniowe. Oferują auta, sprzęt, systemy zabezpieczające. Już wkrótce po Warszawie będzie jeździć kilkadziesiąt takich samochodów, nie tylko auta luksusowe, ale też popularne, jak matizy i tico. Policjanci wyposażą je w warszawskie tablice rejestracyjne i z innych województw, a nawet niemieckie i ukraińskie.
Policjanci organizują kilka rodzajów pułapek. - Starsze, popularniejsze marki kradzione są podczas postojów na włam. Dlatego niektóre samochody zostawiamy na parkingach. Poloneza z zainstalowanymi kamerami kradło już kilku złodziei. Złapaliśmy ich na gorącym uczynku - wyjaśnia naczelnik Kaczyński.
Od pięciu lat w stołecznej komendzie działa komputerowa baza danych o osobach trudniących się kradzieżami aut (od zwinięcia przez ukrycie w dziupli po sprzedaż). Obejmuje ona 3,6 tys. osób i to tylko pochodzących z Warszawy. Tworzony jest też zbiór fotografii złodziei. Kilka dni temu jednego z nich rozpoznał biznesmen, który przyleciał z Kijowa po to, by przejrzeć zdjęcia. Auto ukradziono mu niedawno w Warszawie.
Coraz skuteczniejsza jest też grupa tzw. moskitów, złożona z policjantów drogówki oraz antyterrorystów. Codziennie poruszają się po mieście w kamizelkach kuloodpornych, kominiarkach, z odbezpieczoną bronią. Znają złodziei, marki i numery rejestracyjne ich samochodów, miejsca spotkań. Utrudniają im życie: zatrzymują pod byle pretekstem, przeszukują samochody, wypisują mandaty za drobne wykroczenia. Bywa, że jeden samochód zatrzymywany jest kilka razy dziennie. Na widok vectry "moskitów" złodzieje sami zjeżdżają na pobocze, wyskakują z samochodów, rozkładają ręce na masce. Policjanci żartują, że niedługo sami będą na siebie donosić i karnie pójdą do więzienia, by mieć wreszcie święty spokój.
Okładka tygodnika WPROST: 36/2000
Więcej możesz przeczytać w 36/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0