Wehikuł z odzysku

Wehikuł z odzysku

Czas - jeden z najbardziej zapracowanych bohaterów filmowych
Syn i nieżyjący od trzydziestu lat ojciec komunikują się z sobą ponad czasem celem zapobieżenia serii morderstw z przeszłości. "Częstotliwość" w reżyserii Gregory’ego Hoblita, wchodząca właśnie na ekrany, po raz kolejny stawia czas w roli głównego bohatera filmowego. Przemieszczanie się w czasie to już jednak mocno zużyta sprężyna fabularna.
W sposób najbardziej śmiały i twórczy czas zagospodarował Stanley Kubrick w słynnym filmie "2001: Odyseja kosmiczna". Swobodnie wędruje od prehistorii człowieka aż po najdalszą przyszłość. "Pytania o ludzką kondycję nie mają nic wspólnego z czasem" - twierdził Kubrick. Więcej: obserwowanie upływu czasu przesłania nam rzeczy najważniejsze. Ostatni ocalały członek załogi statku dryfującego w otchłani kosmosu wchodzi do pokoju, w którym zastaje samego siebie w chwili śmierci. Czas uległ zawieszeniu, ale fundamentalne ludzkie problemy - nie.
Zwłaszcza problemy społeczne. Podróże w czasie były bowiem fundamentem filmowych antyutopii. "Metropolis" (1927 r.) Fritza Langa z takim rozmachem ukazało stechnicyzowany świat przyszłości, że studia niemieckiej Ufy skutkiem tego popadły w trwałą zapaść finansową. Z zainwestowanych w film 7 mln DM zwróciła się tylko dziesiąta część. Gatunek miał się jednak nadspodziewanie dobrze. W "Alphaville" (1965 r.) Jeana-Luca Godarda samotny detektyw porusza się w ponurym mieście przyszłości, w którym komputer Alpha 60 drenuje ludzkie psychiki z uczuć, z umiłowania sztuki, co grozi katastrofą społeczną.
Przesunięcia w czasie pozwalały też reżyserom inscenizować rodzaj poligonu, na którym rozgrywały się podstawowe dramaty egzystencji. "Łowca androidów" (1982 r.) ściga w Los Angeles roku 2019 tzw. replikantów, czyli roboty o ludzkiej posturze, przeznaczone do wykonywania najprostszych robót na innych planetach. Okazuje się jednak, że skutkiem błędu konstrukcyjnego maszynom tym zaszczepiono cechy ludzkie, a więc tytułowy łowca nie jest już zamiataczem złomu, lecz mordercą. I oto mamy gotową powiastkę o granicach człowieczeństwa.
Wreszcie dydaktyka, podróż w czasie może być bowiem wysoce pouczająca. Trzej astronauci przespali w statku kosmicznym dwa tysiące lat i wylądowali na nieznanej sobie planecie, gdzie ludzie i małpy - skutkiem kaprysu historii - zamienili się rolami. Tak zaczyna się "Planeta małp" (1968 r.) w reżyserii Franklina J. Schaffnera. Dydaktyczny smaczek historyjki ujawnia się dopiero w ostatniej scenie, gdy uciekający przed inteligentnymi zwierzętami astronauci natykają się na resztki Statuy Wolności - najwidoczniej uszkodzonej w wyniku eksplozji jądrowej. To wysokie "C".
Przeskoki w czasie są też sprawdzonym sposobem demonstrowania nowoczesnych gadżetów i eksperymentalnych technik filmowych, co kino kilkudziesięciu ostatnich lat wykazywało w nadmiarze. "Gwiezdne wojny" (1977 r.) George’a Lucasa z całą paradą ciągów dalszych wprawdzie rozgrywają się w nieokreślonej przyszłości, ale reżyser konsumuje tu atrakcje pochodzące z najrozmaitszych sfer czasowych - małpolud z epoki kamiennej porusza się supernowoczesną rakietą. Takie bujanie się między epokami pozwala wrzucić do jednego worka dekoracje science fiction, elementy sagi rycerskiej, historie pirackie i opowieść miłosną. "Terminator" (1984 r.) o posturze Arnolda Schwarzeneggera przenosił z roku 2029 w lata 80. obfitą maszynerię służącą uśmiercaniu. W późniejszej o sześć lat "Pamięci absolutnej" Schwarzenegger bryluje już od początku do końca w wieku XXI, tułając się między Ziemią i Marsem, co - jak wyśledzili historycy kina - umożliwiło reżyserowi Paulowi Verhoevenowi pokazanie na ekranie wszystkich dostępnych wówczas efektów specjalnych. Ta tendencja utrwaliła się, zwłaszcza że nasila ją zjawisko ścigania się z czasem twórców efektów specjalnych. David Bowie użyczył swojej twarzy do popisu z zakresu charakteryzacji w "Zagadce nieśmiertelności" (1982 r.) - ze sceny na scenę starzał się w imponującym tempie, tyle że dzięki zdobyczom makijażu. Na planie "Mumii", późniejszej zaledwie o 16 lat, człowiek obracał się w proch w zaledwie kilka sekund - bez kosmetyków, tylko dzięki obróbce elektronicznej.
Okładka tygodnika WPROST: 36/2000
Więcej możesz przeczytać w 36/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0