Kwatermistrzowie mafii

Kwatermistrzowie mafii

Wystarczą trzy rozmowy telefoniczne i rekomendacja przynajmniej dwóch osób "z branży", by otrzymać katalog broni i ładunków wybuchowych oferowanych przez właściciela największego polskiego arsenału nielegalnej broni
W przestępczym świecie osoba ta znana jest pod pseudonimem Winchester. Według naszych informacji, jest on emerytowanym majorem wojsk powietrzno-desantowych. Oferta - sześć stron zapełnionych drobnym drukiem - obejmuje broń seryjną, prototypy, a także egzemplarze robione na zamówienie. Największym popytem cieszą się niemiecki pistolet automatyczny MP-5 (kosztuje 5-6 tys. zł), pistolet Sig Sauer P-230 kaliber 9 mm (4,5-6 tys. zł) oraz Smith & Wesson 659 o kalibrze 9 mm (6-8 tys. zł). Dostawca dokonuje wszelkich przeróbek: montuje tłumiki, celowniki laserowe, obcina lufy, usuwa numery seryjne.
Wedle informacji Interpolu, nielegalną broń, ładunki wybuchowe i specjalistyczny sprzęt do inwigilacji można w Polsce kupić u ponad 50 dostawców. Działają oni głównie na potrzeby gangów. O tym, jak bogata jest oferta nielegalnej broni, policjanci przekonali się, gdy w mieszkaniu przy ul. Obozowej w Warszawie odkryli arsenał "Pruszkowa". Znaleziono tam kilkanaście rodzajów broni krótkiej i długiej, bomby gotowe do detonacji, urządzenia służące do zdalnego odpalania ładunków wybuchowych, skanery do podsłuchiwania policji oraz sprzęt łączności satelitarnej. Inną "hurtownię" zlikwidowano na przedmieściach Szczecina. Dwaj zatrzymani fachowcy usuwali numery fabryczne z rewolwerów Smith & Wesson oraz pistoletów SigSauer. - W ubiegłym roku trafiliśmy na ślad kilkunastoosobowego gangu, który zaopatrywał przestępców z całej Polski. Handlowano m.in. semtexem, czeskimi pistoletami CZ i pistoletami maszynowymi, w tym kałasznikowami – mówi komisarz Elżbieta Różańska-Komorowicz, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach.
W podszczecińskim lesie natrafiono na skład ostrej amunicji do karabinów maszynowych. W mieszkaniu na gdyńskim Obłużu znaleziono natomiast 10 tys. nabojów, pociski przeciwlotnicze i kilka skrzynek z oryginalnymi, pochodzącymi z różnych krajów, taśmami do broni maszynowej. - Wspólnie ze strażą graniczną zatrzymaliśmy czterdziestopięcioletniego rusznikarza ze Stargardu Szczecińskiego. Domowym sposobem wyprodukował on m.in. pięciostrzałowy rewolwer kalibru 9 mm i sześciostrzałowy rewolwer zmontowany z fabrycznych części - opowiada komisarz Krzysztof Targoński z KWP w Szczecinie.
Kiedy wybuchają bomby lub padają strzały, osoby produkujące ładunki i broń już dawno realizują inne zlecenia, bardzo trudno jest więc powiązać je z konkretnymi przestępstwami. Wykonawców policji udaje się zwykle zatrzymać, ich pomocników - rzadko. Największym sukcesem było aresztowanie w maju tego roku grupy, do której należało kilku żołnierzy zawodowych służących w Wyższej Szkole Oficerskiej we Wrocławiu. - To są wysokiej klasy specjaliści. Przygotowywali bomby na konkretne zamówienie – zdalnie sterowane bądź z zapalnikami czasowymi. Swoje produkty cały czas doskonalili, zwiększając siłę rażenia i pewność działania. Ładunki te zostały użyte w wielu zamachach w Polsce - informuje komisarz Sławomir Cisowski, rzecznik prasowy KWP we Wrocławiu. Profesjonalna bomba na rynku kosztuje 5 tys. zł, a "zwykły" ładunek wybuchowy, oferowany zazwyczaj amatorom, tylko tysiąc złotych.
W ubiegłym roku policja zarekwirowała przestępcom prawie pół tony materiałów wybuchowych. Podobną porcję przejęto w pierwszym półroczu tego roku, w tym 215 kg plastiku i 195 kg trotylu. Według policyjnych statystyk, w 1999 r. odnotowano 166 eksplozji - życie straciło 7 osób, a 19 zostało rannych. W pierwszym półroczu tego roku eksplodowało natomiast prawie sto ładunków.
Z osobami stale zaopatrującymi gangi w broń i materiały wybuchowe konkurują doraźni dostawcy, najczęściej współpracujący z Rosjanami i Ukraińcami. Kupują u nich przede wszystkim "młode wilki", rywalizujące o wpływy z tzw. starą mafią. Ci sprzedawcy zaniżają ceny, dlatego są często denuncjowani przez stałych zaopatrzeniowców. W Warszawie wpadli w maju Polak i Rosjanin - mieli przy sobie 20 pistoletów Walter z tłumikami i 2 kg materiału wybuchowego oraz sześć zapalników. W październiku ubiegłego roku rzeszowska policja aresztowała sześciu Mołdawian i Ukraińca, którzy przemycili do Polski m.in. 120 granatów bojowych F-1, 5 kg plastiku, ponad 100 metrów lontu detonacyjnego, a także wyrzutnię rakiet przeciwpancernych Mucha. Na początku tego roku zatrzymano czterech Polaków i Słowaka - znaleziono przy nich 25 kg semtexu, z którego można było przygotować sto bomb.
W Polsce są już zawodowi kwatermistrzowie mafii, zaopatrujący największe i najlepiej zorganizowane gangi, większość bomb konstruują jednak amatorzy. - Na razie eksplodują przede wszystkim proste ładunki, czyli materiał wybuchowy plus zapalnik. To potrafią zrobić osoby, które służyły jako saperzy w wojsku, górnicy czy pracownicy firm budujących drogi. Na szczęście, bomby, których skonstruowanie wymaga specjalistycznej wiedzy, stanowią tylko 10 proc. odpalanych ładunków - konkluduje nadkomisarz Paweł Biedziak, rzecznik prasowy KG Policji.
Okładka tygodnika WPROST: 37/2000
Więcej możesz przeczytać w 37/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • bez-nazwy IP
    Rozpowszechnianie takich bajek jest na rękę policji. Żeruje się tu na bezmyślności dziennikarzy, którzy łykną wszystko, gdyż na niczym się nie znają i brak mi poczucia rzeczywistości. Nie ma i nigdy nie było opcji, aby w Polsce nielegalnie kupić, jak w sklepie dowolną broń. To kwestia przypadku co się kupi - najczęściej broń na lewo mają pasjonaci militariów, a pochodzi ona z wojny. Przestępcy mają tandetne TT, P-64, Makarowy itp. - tandetę kradzioną z wojska, często rosyjskiego. Nowoczesne modele z Zachodu to rzadkość i czysty przypadek - przemyt lub kradzież z rąk prywatnych.