Internet w podróży

Internet w podróży

Codzienny dostęp do Internetu jest dla wielu osób niemal koniecznością. W trakcie podróży po Polsce można praktycznie z dowolnego miejsca - posiadając przenośny komputer z modemem i mając dostęp do telefonu - połączyć się z numerem internetowym Telekomunikacji Polskiej
Co jednak zrobić w czasie wyjazdu zagranicznego? Niestety, w niewielu krajach można skorzystać z ogólnodostępnych numerów umożliwiających połączenie z siecią. Nie musimy jednak dzwonić do polskiego dostawcy usług internetowych, płacąc przy tym stawkę za połączenie międzynarodowe. Możemy skorzystać z internetowego roamingu.
Ostro krytykowany przez polską społeczność internetową - za zbyt wysoki koszt połączeń - numer dostępowy 0-20-21-22 (uruchomiony przez TP SA w 1996 r.) ma niewątpliwie jedną zaletę. Aby z niego korzystać, nie trzeba podpisywać umowy ani płacić abonamentu. Fakt ten szczególnie doceniają przyjeżdżający do naszego kraju obcokrajowcy. Dzięki niemu mogą bez jakichkolwiek formalności czy ograniczeń łączyć się z Internetem za pomocą własnego notebooka, na przykład z pokoju hotelowego. Inne państwa nie są tak gościnne dla turystów-internautów. Oczywiście, firm oferujących dostęp do sieci są na świecie tysiące, ale przed skorzystaniem z ich usług trzeba podpisać umowę. Ponadto zwykle wiąże się to z koniecznością posiadania przynajmniej czasowego zameldowania w danym kraju.
Podróżujący po świecie polscy turyści mogą się łączyć z krajowymi numerami dostępowymi. Co prawda z zagranicy nie zadzwonimy pod numer 0-20, ale ograniczenia takiego nie ma w wypadku innych numerów wykorzystywanych przez polskich ISP (Internet Service Provider). Niemal każdy dostawca usług internetowych przy zakładaniu płatnego konta udostępnia własne numery dostępowe. Do dyspozycji podróżników są ponadto numery trzech rodzimych operatorów telefonii komórkowej. Każdy z nich umożliwia transmisję danych przy międzynarodowych połączeniach - zarówno dla dzwoniących z aparatów komórkowych, jak i stacjonarnych. Za dziesięciominutowe korzystanie z usługi możemy jednak zapłacić nawet kilkadziesiąt złotych.
W Stanach Zjednoczonych kwestię dostępu do Internetu uda nam się rozwiązać stosunkowo prosto. W każdym większym mieście swe usługi oferuje kilkunastu dostawców sieciowych, którzy dysponują własnymi, bezpłatnymi numerami dostępowymi. Co prawda korzystać z niego mogą tylko subskrybenci danej firmy, ale w większości wypadków można się zarejestrować on line, jeszcze przed wyjazdem. Jedynym potrzebnym dokumentem jest karta kredytowa. Opłata miesięczna wynosi przeciętnie 15-20 USD, więc usługa taka jest atrakcyjna, nawet jeśli czas pobytu jest bardzo krótki. Trudniejsze zwykle okazuje się zrezygnowanie z jej kontynuacji. Mało elegancką, choć najskuteczniejszą metodą jest zwrócenie się do operatora karty o wstrzymanie opłacania abonamentu w kolejnych miesiącach.
Dla osób często podróżujących po świecie ciągłe wykupywanie usług u kolejnych dostawców ISP byłoby jednak uciążliwe. Popularnym rozwiązaniem wśród mobilnych amerykańskich biznesmenów jest wykupywanie globalnego konta internetowego w AT&T. Firma ta dysponuje numerami dostępowymi w największych miastach ponad 50 państw. Niestety, choć uruchomiła w Polsce kilka numerów internetowych, jej usługi nie są jeszcze w naszym kraju sprzedawane. W Czechach najprostszy pakiet kosztuje 25 USD. W cenę wliczone jest 100 godzin korzystania z Internetu (bez opłat telefonicznych za połączenia lokalne). Za dodatkowe godziny trzeba płacić po 2,5 USD. W niektórych miastach AT&T udostępnia za dodatkową opłatą także linie ISDN.
Najlepszym i najtańszym rozwiązaniem dla rodzimych globtroterów jest skorzystanie z roamingu internetowego. Zasady są podobne jak w roamingu w sieciach telefonii komórkowej. Dostawcy usług internetowych z poszczególnych państw porozumieli się w zakresie wzajemnego udostępniania swoich linii abonentom pozostałych zrzeszonych firm. Obecnie działają dwie duże korporacje, które pośredniczą w rozliczeniach pomiędzy poszczególnymi ISP: GRIC Communication i iPass. Pierwsza z nich ma 4000 linii dostępowych obsługiwanych przez 350 operatorów ze 150 państw, a druga - 8000 linii w przeszło 150 krajach. - Nie trzeba fachowej wiedzy, by korzystać z roamingu internetowego. Wystarczy zainstalować program z numerami dostępowymi wszystkich zrzeszonych ISP. Następnie wybrać najbliższy naszej lokalizacji numer, a także wprowadzić swój identyfikator i hasło przydzielone przez operatora krajowego. Reszta odbywa się automatycznie - wyjaśnia Iwona Zawiślak, dyrektor ds. handlowych SM-Media, operatora sieci MediaNet, który współpracuje z GRIC. Z tą samą korporacją umowę podpisała także firma Internet Partners. - Godzina połączenia z siecią w ramach roamingu internetowego kosztuje 3 USD. Ponadto za każdy miesiąc, w którym korzysta się z tej usługi, należy zapłacić abonament w wysokości 2 USD. Do tego dochodzą koszty połączenia telefonicznego, z reguły lokalnego. Cała kwota doliczana jest do miesięcznego rachunku - opisuje Jan Lech z Internet Partners. Inny system rozliczeń przyjęto w korporacji iPass. - Pobieramy tylko stały miesięczny abonament w wysokości 250 zł. Nie ma natomiast żadnych opłat za czas korzystania z sieci - podaje Paweł Bondaryk z Polski OnLine, partnera iPass.
Zainteresowanie roamingiem internetowym nie jest na razie zbyt duże.
- Mamy niewielu użytkowników. Co jednak ciekawe, jeden z naszych abonentów łączył się z Alaski - mówi Zawiślak. Potwierdza to przedstawiciel Polski OnLine. - Zdecydowana większość osób, przebywając za granicą, sprawdza swoją skrzynkę poczty elektronicznej lub przegląda sieciowe serwisy informacyjne w kawiarniach internetowych - twierdzi Bondaryk. Aby w ten sposób odbierać i wysyłać e-maile, najlepiej mieć dostęp do swojej skrzynki przez stronę WWW. Nie ściągamy wówczas wiadomości na lokalny komputer w kawiarence - pozostają one na naszym serwerze pocztowym. Usługi pocztowe za pośrednictwem WWW oferują bezpłatnie największe polskie portale.
- Wielu rodaków chciałoby mieć dostęp do Internetu w czasie pobytu za granicą. Spora grupa osób ciągle jest przekonana, że jedynym rozwiązaniem jest telefonowanie pod numer dostępowy do Polski. W hotelu w Stanach Zjednoczonych minuta połączenia z krajem kosztuje nawet kilka dolarów. Tymczasem koszt rozmowy lokalnej to kilkadziesiąt centów, niezależnie od czasu połączenia. Nawet po doliczeniu prowizji za internetowy roaming, oszczędność jest bardzo duża - przekonuje Jan Lech.
Okładka tygodnika WPROST: 37/2000
Więcej możesz przeczytać w 37/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0