Nie moje zmartwienie

Nie moje zmartwienie

Emisja reklam kandydatów na prezydenta dozwolona jest dopiero 15 dni przed wyborami
Z impetem lwicy broniącej swoich dzieci rzucił się na mnie p. Robert Smoktunowicz za felieton, w którym skrytykowałem sierpniową emisję reklam wyborczych Andrzeja Olechowskiego, gdyż uznałem ją za sprzeczną z zapisem ordynacji wyborczej, dopuszczającym emisję takich materiałów dopiero piętnaście dni przed wyborami. Nie przebierając w słowach, w zamieszczonym w poprzednim numerze "Wprost" liście szanowny adwersarz uznał mnie za ignoranta ciskającego kalumnie na praworządnie i przyzwoicie zachowujący się Komitet Wyborczy Andrzeja Olechowskiego, którego on sam jest pełnomocnikiem. Gdyby o rezultacie naszej kontrowersji rozstrzygała siła inwektyw, pozostałaby już ze mnie tylko mokra plama.
Na szczęście liczą się jeszcze fakty. Los sprawił, że w tym samym czasie dokładnie w tej właśnie sprawie głos zabrała Państwowa Komisja Wyborcza, z mocy prawa powołana do czuwania nad prawidłowym przebiegiem kampanii wyborczej. Oto jej stanowisko: "Państwowa Komisja Wyborcza przypomina (...), że w świetle art. 83 a ust. 1, zdanie pierwsze ustawy o wyborze prezydenta RP, wszelkie odpłatne audycje wyborcze komitetów wyborczych, w tym reklamy promujące kandydatów, mogą być rozpowszechniane w programach publicznych i niepublicznych nadawców telewizyjnych i radiowych wyłącznie w okresie od piętnastego dnia przed terminem wyborów do zakończenia kampanii wyborczej. PKW stwierdza, że wbrew tym zasadom odpłatne reklamy wyborcze Komitetu Wyborczego Kandydata na Prezydenta RP Andrzeja Olechowskiego są nadal emitowane w programach telewizji Polsat, co jest naruszeniem powołanego przepisu ustawy o wyborze Prezydenta RP".
Choć w nie zamierzony sposób, ale brzmi to jak wyrok w sprawie, którą na łamach "Wprost" wytoczył mi p. Smoktunowicz. Oczyszczony przez przytoczone orzeczenie z zarzutów, po chrześcijańsku wybaczam mu fałsze i inwektywy, uznając cały incydent za zakończony. A ponieważ nie zamierzam głosować na chlebodawcę p. Smoktunowicza, więc nie moim już zmartwieniem jest, co zrobić z pełnomocnikiem, któremu publicznie wytknięto "naruszanie przepisów ustawy o wyborze Prezydenta RP". Tysiące zwolenników Andrzeja Olechowskiego musi sobie jednak zadać pytanie, czy ich kandydat, nie czyniąc w tej sprawie niczego, nie naraża się na zarzut: "jaki kram, taki pan".
Okładka tygodnika WPROST: 37/2000
Więcej możesz przeczytać w 37/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
 0