Matnia TV

Matnia TV

Niestety, w miastach jest wiele przestrzeni, w których musimy przebywać co najmniej przez kilka minut. Jeśli agencje reklamowe będą konsekwentnie iść śladem Taxi TV, wkrótce ktoś opatentuje WC TV
Wiadomo, że reklama jest dźwignią handlu, ale obserwacja najnowszych pomysłów agencji wyspecjalizowanych w zachwalaniu wszelakich towarów i usług budzi obawy, czy aby wkrótce nadmiar reklamy nie zabije reklamy. Jest ona już permanentnie obecna w środkach przekazu, na murach, autobusach, tramwajach i w metrze, na plastikowych torbach i torebkach, a także w skrzynkach pocztowych. I świetnie, moi mili. Żyje z tego wielu ludzi i wiele firm, a jeśli ktoś nie życzy sobie za bardzo obcować z reklamą, może wyłączyć telewizor, na ulicach przyglądać się ładnym dziewczynom, a plastikową torebkę i sterty prospektów ze skrzynki na listy wyrzucić.
Problem polega na tym, że reklamodawcy też wiedzą o tych możliwościach wyłączania, wyrzucania i spoglądania na boki, dlatego próbują nas ostatnio zagonić w matnię. W zastawianych przez nich pułapkach nasze najzwyczajniejsze i najbardziej podstawowe zajęcia codzienne mają być tylko pretekstem i tłem dla oddawania się zajęciu, które ma się stać główną funkcją życiową współczesnego człowieka. Zajęciem tym ma być postrzeganie i zapamiętywanie reklam.
Stosunkowo łagodną formę natręctwa tego rodzaju opatentowała firma, która próbuje przeprowadzić desant przekazów promocyjnych w miejscach dla Francuzów świętych, czyli w kafejkach. Sprzęt desantowy to stoliki kawiarniane z podwójnym blatem. Górny jest przezroczysty i służy do ustawiania filiżanek, talerzyków itp. Dolny pokryty jest plakatem reklamowym. Wynalazcy stolika-reklamy liczą na to, że odprężeni klienci kawiarni zakodują w pamięci podsuwane im dosłownie pod nos przekazy, a potem będą im się one sympatycznie kojarzyć. Jest to - jak powiedzieliśmy - natręctwo stosunkowo łagodne. Z dwóch powodów: po pierwsze, wystarczy, że przy takim stoliku siądą trzy osoby i każda zamówi kawę z ciastkiem i postawi jeszcze na blacie popielniczkę, a reklama stanie się niewidoczna; po drugie, właściciele kafejek są słabo motywowani do instalowania tych wynalazków, bo nie proponuje im się żadnego udziału w dochodach z reklam. Mogą jedynie zaoszczędzić na zakupie stolików, gdyż w razie zgody na stoliki-reklamy dostarcza je za darmo zainteresowana agencja.
Druga świeżo wykoncypowana pułapka jest dużo trudniejsza do uniknięcia. W tym wypadku stajemy oko w oko z nachalną arogancją, której fundament stanowi pogodne przeświadczenie, że tępota jest naczelną cechą rodzaju ludzkiego. Tym razem usiłuje się wcisnąć akcje reklamowe do taksówek. Pomysł powstał w Szwecji, a jedynym pocieszeniem jest to, że na razie w skali europejskiej zastosowało go jedynie trzystu taksówkarzy, a we Francji tylko dwudziestu. Na razie... Ale jak długo to potrwa, skoro w tym wypadku pomyślano o zachęcie finansowej dla właścicieli taksówek, a kierowców przekonuje się, że jest to świetny sposób na przyciągnięcie klientów i pozyskanie ich wierności?
Sposób ten nosi nazwę Taxi TV. Nie chodzi o zwyczajną możliwość oglądania telewizji w taksówce. Owszem, między przednimi siedzeniami montuje się niewielki ekran, by mogli się weń wpatrywać ludzie zasiadający z tyłu. Mogą jednak obejrzeć tylko odtwarzany w kółko dysk, trwający 20-40 minut, zależnie od przewidywanego czasu jazdy. A na dysku piosenki, zwiastuny filmów, humor zaspokajający, powiedzmy, najbardziej pierwotne ludzkie potrzeby, a nade wszystko subtelnie dozowane reklamy. Kontrakt przewiduje, że pasażer nie może wyłączyć tego cudeńka. Może jedynie poprosić o wygaszenie dźwięku. Kierownictwo Taxi TV nie ukrywa, że przedsięwzięcie jest wycelowane przede wszystkim w "aktywnych ludzi na stanowiskach", a opiera się na badaniach wskazujących, że "w tak małej przestrzeni oko automatycznie koncentruje się na poruszających się obrazach". Wynika stąd jasno, że aktywnych ludzi na stanowiskach uważa się za bezwolnych debili, którzy mają czas zajmować się takimi bzdurami podczas na przykład jazdy na lotnisko i którzy nie potrafią dochodzić swoich praw, choćby stawiając teczkę przed ekranem albo wieszając na nim szalik.
Niestety, w miastach jest jeszcze wiele przestrzeni, w których musimy przebywać co najmniej przez kilka minut. Jeśli agencje reklamowe będą konsekwentnie iść tym śladem, wkrótce ktoś powinien opatentować WC TV. Uchylamy klapę, a z wnętrza dochodzi ciepły głos, zachęcający do nabycia filetów rybnych. Siadamy, a kafelek naprzeciwko okazuje się monitorem prezentującym zalety najnowszej generacji sekatorów i lemoniad z importu. Może nas to trochę dziwić, ale ucieczki i tak nie będzie. W tych miejscach bywają nie tylko aktywni ludzie na stanowiskach, mający w razie czego pod ręką teczkę lub szalik.
Okładka tygodnika WPROST: 37/2000
Więcej możesz przeczytać w 37/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
 0