Gdzie jest rzecznik?

Gdzie jest rzecznik?


Załóżmy nieco surrealistycznie, że obecnemu rządowi wszystko się udaje, a nawet zdarza się miesiąc, w którym żaden z koalicyjnych klubów nie żąda odwołania własnego ministra. Czy powoduje to upragniony wzrost notowań? Obawiam się, że nie.

Powód - społeczeństwo patrzy na władzę za pośrednictwem telewizji. Ta zaś albo jest rządowi programowo nieżyczliwa, albo goni za sensacją. Eksminister Gabriel Janowski mógłby sam jeden podnieść wydajność z hektara i przenieść ją na drugi i nikt by się nim nie zainteresował, ale poseł Janowski, zaatakowany przez nieznane siły i trenujący w Sejmie dziesięcioskok, stał się bohaterem dnia. Skoro jednak telewizji zmienić się nie da (prawdę powiedziawszy nawet nie bardzo próbowano), może by zmienić politykę informacyjną?

Tyle że zmiana musi być zasadnicza - nie chodzi o jej uatrakcyjnienie, czyli na przykład konferencje ministrów w asyście gwiazdek filmowych lub występy rzecznika z towarzyszeniem fanfar i werbli. Mniej więcej od czasów niesławnej pamięci Jerzego U. było rzeczników wielu i żaden się specjalnie nie sprawdził. Moim zdaniem, błąd polegał na niezrozumieniu istoty sukcesu rzecznika stanu wojennego. Skuteczność Jerzego U. nie wynikała z jego bezczelności, hucpy i chamstwa, gdyby tylko o to chodziło w każdej formacji godny następca by się znalazł. Istotą było, że miał coś do powiedzenia. Był częścią politycznego kierownictwa, a nie tylko jego konferansjerem, uczestniczył w podejmowaniu decyzji, nawet łgając, miał świadomość, gdzie schowano prawdę. Od 1989 r. tymczasem trwa stałe obniżanie rangi rzecznika, jeśli pani Niezabitowska była rusałką rządu, a miss Wachowicz jego maskotką, to sympatyczny skądinąd pan Luft jest jedynie spikerem, często gorzej poinformowanym od niektórych byłych kolegów redakcyjnych. Zaangażowanie na rzecznika na przykład profesora Miodka czy Marcina Dańca na pewno zwiększy oglądalność, ale notowań nie poprawi. Rzecznik bowiem musi być poinformowany lepiej od wszystkich ministrów, więcej - powinien mieć niekwestionowany wewnętrzny i zewnętrzny autorytet. To znaczy, jeśli się na przykład pomyli i powie, że X przestaje być ministrem, pan premier natychmiast zdymisjonuje X-a w trosce o jedność słów i czynów.

Ergo, gdybym dziś szukał rzecznika, to dałbym mu minimum rangę wicepremiera oraz najwyższy stopień wtajemniczenia. Inna sprawa, że przy takim założeniu krąg kandydatów zawęża się do paru nazwisk, ewentualnie poszerzonych o córkę Buzka i żonę Mariana.

Pozostaje jeszcze jeden problem - czy błyskotliwy, świetnie poinformowany zadziorny i błyskawicznie ripostujący rzecznik będzie kompatybilny z rządem, w którym dotychczas większość decyzji była spóźniona, najczęściej kontestowana jeszcze w ramach koalicji, a bywało, że wycofana przed wejściem w życie? Ale to już całkiem inna historia.




Okładka tygodnika WPROST: 9/2000
Więcej możesz przeczytać w 9/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0