Rosyjski Midas

Rosyjski Midas

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dlaczego Kreml chce złamać potęgę Borysa Bieriezowskiego?
Mityczny król Midas miał dar zamieniania w złoto wszystkiego, czego się dotknął. Podobne zdolności ma rosyjski miliarder Borys Bieriezowski, który przez dziesięć lat stworzył imperium finansowe niemal z niczego. Także rosyjskiemu magnatowi jego dar najwyraźniej ciąży, dlatego postanowił się podzielić majątkiem ze "społeczeństwem". Stwierdził, że odda swoje 49 proc. akcji programu pierwszego rosyjskiej telewizji ORT dziennikarzom i ludziom kultury. To wbrew pozorom nie jest walka o wolność słowa w Rosji. To raczej akt desperacji, reakcja na propozycję szefa kancelarii prezydenta, Aleksandra Wołoszyna, który miał zaproponować rosyjskiemu magnatowi sprzedaż swoich udziałów państwu albo - wzorem Władimira Gusinskiego - emigrację. W rosyjskiej prasie pojawiało się wiele spekulacji na temat możliwych procesów sądowych i zakończenia kariery miliardera w więzieniu. Tak się nie stało, ale człowiek, który przez wiele lat miał ogromny wpływ na władzę w Rosji, jest w poważnych tarapatach.
Przedsiębiorstwo handlu samochodami WAZ i AwtoWAZ, największy w Rosji producent samochodów osobowych, Aerofłot, kompania naftowa Sibnieft, telewizja ORT, gazety "Komersant", "Niezawisimaja Gazieta", "Ogoniok" - to tylko największe przedsiębiorstwa, które kontroluje Bieriezowski. "Forbes" wycenił jego osobisty majątek na 3 mld USD. Rosyjskie media uważają, że ma on około miliarda dolarów, ale i tak jest jednym z najbogatszych ludzi w Rosji. Nie wiadomo do końca, jak w ciągu dziesięciu lat zbudował swoją fortunę. Na przełomie lat 80. i 90. nikomu wówczas nie znany kierownik laboratorium na Wydziale Fizyki Rosyjskiej Akademii Nauk zaproponował dyrekcji przedsiębiorstwa samochodowego AwtoWAZ stworzenie "nowoczesnego systemu dystrybucji", biorąc 10 proc. od każdego samochodu. Przez trzy lata obracał 100 mln USD zebranych na produkcję wymyślonego przez siebie "samochodu dla każdego Rosjanina". Oczywiście pojazd nigdy nie powstał.
W Rosji takich interesów nie można robić bez odpowiedniego poparcia. Według mediów, na początku działalności przyszłego milionera chroniły moskiewskie mafie. Najistotniejsze dla rozwoju fortuny Bieriezowskiego były jednak jego związki z otoczeniem prezydenta Jelcyna, głównie z jego córką, Tatianą Diaczenko. Jak twierdziły media, za jego pośrednictwem "rodzina" otworzyła konta w bankach szwajcarskich, zakupiła posiadłości na Lazurowym Wybrzeżu, Tania Diaczenko otrzymywała drogie samochody. Oczywiście nic za darmo. Aleksander Korżakow, w tym czasie doradca Jelcyna, wspominał, że najczęstszym tematem, jaki wówczas poruszał Bieriezowski, było usunięcie konkurencji - magnata prasowego Władimira Gusinskiego, mera Moskwy Jurija Łużkowa czy innych przedsiębiorców. W najpopularniejszym rosyjskim programie satyrycznym "Kukły" pojawił się zwrot, który stał się parafrazą panujących wówczas na Kremlu układów "Rodzina kocha BABę , BABa kocha rodzinę" (BAB to inicjały Borysa Abramowicza Bieriezowskiego).
Niewątpliwą "zasługą" Bieriezowskiego było wprowadzenie w Rosji nowej formy zarządzania kapitałem państwowym. Polega ona na tym, że mając udziały mniejszościowe w różnych firmach, trzeba całkowicie je kontrolować, wyciągając maksymalne zyski i nie odpowiadając za ewentualne straty. Najlepszym przykładem tego typu działalności jest faktyczne przejęcie Aerofłotu. Bieriezowski "sprywatyzował" też pierwszy program państwowej telewizji. Telewizja Ostankino zaczęła się nazywać "ogólnospołeczną telewizją" ORT. Główne korzyści z przejęcia ORT, oprócz uzyskania bezpłatnej tuby propagandowej, to przejęcie zysków z reklam. Bieriezowski chciał stworzyć agencję, która miałaby monopol na sprzedaż czasu antenowego. Plany te nie powiodły się, ponieważ sprzeciwiło się im kierownictwo telewizji, z dyrektorem generalnym Władem Listiewem na czele. Gdy ten ostatni został zamordowany, media twierdziły, że to morderstwo zlecił Bieriezowski. Nie znaleziono jednak na to dowodów.
Próba wyeliminowania magnata kreującego się dziś na obrońcę wolności słowa to kolejny etap walki o pełnię władzy między drużyną Putina a "starą rodziną" Jelcyna. Obecna ekipa Kremla poszerza strefy wpływów. W strategii Putina nie ma miejsca dla oligarchów, z którymi trzeba by się dzielić władzą. Najpierw odsunięty został Gusinski, teraz - Bieriezowski. Następni mogą być Potanin czy Czubajs. Nie ma też miejsca dla samodzielnych gubernatorów czy silnego parlamentu. Być może losy Bieriezowskiego potoczyłyby się inaczej, gdyby nie próbował walczyć o władzę, godząc się z nową sytuacją i uznając, że nie ma dla niego miejsca w nowym układzie. On tymczasem zwoływał konferencje prasowe, pisał listy otwarte, opowiadał, że jest "konstruktywną opozycją". Kroplą, która przelała czarę, był sposób relacjonowania przez ORT zatonięcia "Kurska". Największa gwiazda telewizji i jeden z najbliższych współpracowników Bieriezowskiego, Siergiej Dorienko, zmieszał z błotem w państwowej telewizji rosyjskiego prezydenta. Tego ludzie Kremla nie wybaczają.


Więcej możesz przeczytać w 39/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0