Niemiecki trójkąt bermudzki

Niemiecki trójkąt bermudzki

Helmut Kohl wciąż milczy, licząc na łagodny wyrok historii


Pucz się powiódł. Po całonocnym posiedzeniu prezydium CDU Wolfgang Schäuble "rzucił ręcznik". Jego nieudolność denerwowała zarówno lojalistów byłego kanclerza Helmuta Kohla, jak i partyjnych odnowicieli. Wymuszona abdykacja szefa chrześcijańskich demokratów nie oznacza jednak końca afery Kohlgate. Przeciwnie, w kuluarach CDU trwa zwieranie szeregów przed największą próbą sił, która może zadecydować o rozwoju wydarzeń nie tylko na niemieckiej scenie politycznej.
Schäuble rozbił się o cień Kohla na własne życzenie. Początkowo próbował bronić wizerunku ojca zjednoczenia, później - w miarę odsłaniania kulis działalności jego gabinetu - ratował własną skórę, nie cofając się przed kłamstwami. Zaplątany we własne sidła nie był zdolny dokonać w partii wiarygodnego rachunku sumienia. Wyjaśnień na temat konstrukcji "systemu Kohla" udzielał z oporami, gdy nie miał innego wyjścia. W rezultacie pytania, kto dawał, kto brał, ile wziął i jaki wpływ miały łapówki na politykę CDU, ciągle pozostają bez odpowiedzi. Pośrednim rozrachunkiem z przeszłością Kohla & Co. było orze- czenie przez przewodniczącego Bundestagu Wolf- ganga Thierse 41,347 mln DM kary dla CDU. Na tę sumę składają się pieniądze niewiadomego pochodzenia i pięćdziesięcioprocentowa grzywna. Co więcej, Thierse zapowiedział, że po wyjaśnieniu wszystkich spraw kara może zostać zwiększona. Komisja parlamentarna to jednak nie prokuratura. Zwrot pieniędzy orzeka się na podstawie sprawozdania finansowego partii. Chadecy nie tylko przedłożyli bilans pełen nie udokumentowanych wpływów, ale próbowali wymóc na Thierse pobłażliwość. "To jakby zabójca rodziców prosił, by uwzględniono jako okoliczność łagodzącą to, że jest sierotą" - skomentował sekretarz generalny SPD Franz Müntefering.
Według szefostwa CDU, Thierse był niesprawiedliwy, bo oparł się na faktach, które powinny być przedawnione, uwzględnił czyny chadeków z terenu, za których kierownictwo nie bierze odpowiedzialności, i ukarał je za błędne sprawozdanie finansowe, a "nigdzie nie jest napisane, że musi ono być bezbłędne". Kto będzie sygnował ten pozew, nie wiadomo. Następnego dnia Wolfgang Schäuble ogłosił rezygnację z funkcji szefa CDU i szefa frakcji CDU/CSU. Nieformalnym przywódcą puczu był Jürgen Rüttgers, były minister w rządzie Kohla, szef partii w Nadrenii Północnej-Westfalii, wspierany przez Christopha Böhra, szefa chadeków w landzie Kohla, Nadrenii-Palatynacie. Droga do partyjnego steru i nowego podziału 45 frakcyjnych stanowisk została oczyszczona. Jak oznajmił Schäuble, jego ustąpienie ma umożliwić głębokie zmiany. 641 tys. członków unii i wyborcy mogą jednak wątpić, czy jej odnowa nie oznacza od nowa przy akompaniamencie muzyków z orkiestry byłego kanclerza. "System Kohla żyje, a Schäuble jest jego ofiarą" - podsumował szef frakcji SPD, Peter Struck. Afera Kohlgate zatacza szerokie kręgi i wielu wolałoby zatuszowania przeszłości. Urząd Kanclerski przypomina trójkąt bermudzki, w który zapadają się pod ziemię dziesiątki metrów akt. Zniknęły segregatory dotyczące sprzedaży rafinerii w Leuna i stacji benzynowych Minol francuskiemu koncernowi Elf Aquitaine, posądzanemu o łapówki na sumę stu milionów marek, brakuje akt kontraktu na dostawy pojazdów opancerzonych dla Arabii Saudyjskiej, airbusów dla Kanady, zginął nawet rejestr akt. Nie ma dowodów, więc cała ta gadanina o przekupstwie to brednie - twierdzi obóz Kohla.
Niektórzy współtwórcy systemu Kohla zaczynają jednak mówić. Były skarbnik i pełnomocnik kanclerza Uwe Lüthje wyznał, że chronił kanclerza, ale przed sądem nie będzie kłamał. Lüthje jest chory na raka. Za aferę Kohlgate płaci pogorszeniem stanu zdrowia. Jego wypowiedzi mogą rzucić światło na praktyki patriarchy CDU. Łapówkarskie puzzle składa powoli prokuratura w Augsburgu, gdzie toczy się śledztwo przeciw kilku politykom CSU, m.in. Maxowi Josephowi Straussowi, synowi słynnego premiera Bawarii. Jak ustalono, był on odbiorcą części pieniędzy przekazanych przez koncern Elf poprzez firmę Dietera Holzera w Monako. Przerwanie milczenia zapowiedział Horst Weyrauch, doradca finansowy, który przez 25 lat prał pieniądze CDU. Gdy chadecy rzucili go na pożarcie prawnikom, oddał im legitymację i ostrzegł, że "jeśli chcą, może wstrząsnąć Niemcami i całą Europą". W aferze Kohlgate nie ma dnia bez nowych skandali, ale Helmut Kohl nie przejawia chęci do wyjaśnień. Ostatni raz zajmował swój fotel w Bundestagu 22 listopada, ale nie widzi powodu do rezygnacji z poselskich diet. Jego berlińskie biuro informuje, że "przebywa na delegacji". Jak zwykle, to on decyduje, co, gdzie i kiedy odbędzie się z jego udziałem. Nie ma jedynie wpływu na prokuraturę w Bonn, która wdrożyła przeciw ekskanclerzowi dochodzenie z urzędu. Przegrupowania w szeregach chadeków dokonują się pod nieobecność Kohla, ale bynajmniej nie bez jego udziału.
Wśród kandydatów na nowego przewodniczącego największe szanse miał Bernhard Vogel, premier Turyngii, zaufany Helmuta Kohla. Vogel cieszył się poparciem premiera Bawarii i szefa CSU, Edmunda Stoibera, który wierzył, że dzięki temu nie dojdzie do wiwisekcji na chadeckim organizmie. Nie stanowił też zagrożenia w aspiracjach Stoi- bera do fotela kanclerskiego. Ale odrzucił propozycję. Na placu boju została ciesząca się sympatią Angela Merkel, sekretarz generalny CDU. Merkel, nazywana "dziewczyną ze Wschodu", zasiadała w ostatnim rządzie NRD, a w gabinecie Kohla była ministrem ochrony środowiska, lecz po wybuchu afery odcięła się od dawnego szefa. Stoiber stara się storpedować tę kandydaturę, w czym może mu pomóc ujawnienie jej przelotów helikopterem na koszt podatników na weekendy w domku letniskowym w Brandenburgii. Trzecim kandydatem jest były minister obrony w gabinecie Kohla, Volker Rühe. Startuje on w wyborach do parlamentu Szlezwika-Holsztynu i jeśli wygra, co jest wątpliwe, będzie groźnym rywalem. Premier Bawarii naciskał więc, żeby CDU poczekała z mianowaniem szefa do wyniku wyborów.
Na stanowisko nowego szefa frakcji parlamentarnej CDU/CSU desygnowany jest 44-letni "młody gniewny", ekspert finansowy partii, Friedrich Merz. Nowy podział stanowisk nie ma jednak nic wspólnego z odnową. Dotychczas CDU zdobyła się tylko na wydanie plakatu z pustosłowiem "Odpowiedzialność. Przebudowa. Zaufanie". W aferze Kohlgate członkowie CDU nie potrafią przejąć odpowiedzialności nawet za siebie i nadal łudzą się, że nowe oblicze partii mogą zapewnić stare twarze. Jeśli na niemiecką scenę polityczną ma powrócić silna opozycja chrześcijańsko-demokratyczna, bez wielkiego wietrzenia w Domu Adenauera się nie obejdzie. Dziś koalicja SPD/Zielonych rządzi bez opozycji, co sprzyja rodzeniu się bocznych nurtów polityki. W Magdeburgu powstała Wolnościowa Niemiecka Partia Ludowa, FDVP. Jej założyciele - byli członkowie skrajnie prawicowej Niemieckiej Unii Ludowej (DVU) - nie kryją, że są w stałym kontakcie z Jörgiem Haiderem i austriacką FPÖ. Edmund Stoiber, "regent" Bawarii, wystąpił ostatnio z frontalną krytyką niemieckiego szefa dyplomacji Joschki Fischera i polityki UE wobec FPÖ. Jeśli CDU nie odzyska silnej pozycji "partii środka", nastroje społeczne mogą się stać niezbyt optymistyczne. Sam Helmut Kohl, sprawca upadku unii i kryzysu zaufania, trwa w przekonaniu, że wszystko, co robił, czynił dla dobra partii i państwa. Sądzi, że historia mu to wybaczy...


Okładka tygodnika WPROST: 9/2000
Więcej możesz przeczytać w 9/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0