Młot na gangi

Młot na gangi

Jak Centralne Biuro Śledcze rozgromiło polską mafię
Moim miejscem pracy jest gang. Uczestniczę w życiu mafiosów, organizowanych przez nich akcjach. Znam ich rodziny i przyjaciół. Zdobycie zaufania grupy trwa czasem rok. Ryzyko jest ogromne: gdyby zauważyli, że jakiś policjant porozumiewa się ze mną, byłbym trupem - opowiada "przykrywkowiec" pracujący w najtajniejszym wydziale Centralnego Biura Śledczego, rozpracowującym grupy przestępcze od środka. - Nie wiem, czy śmiać się, czy cieszyć, gdy czytam, że policjanci z CBŚ są oskarżani o powiązania z przestępcami lub życie ponad stan, a przełożeni nie wyciągają z tego wniosków - mówi jeden z szefów tajnego wydziału.
- Nie wnikamy w to, kto z nas pracuje w charakterze "przykrywkowca", do jakiej grupy wchodzi. Im mniej osób o tym wie, tym większe szanse powodzenia akcji - przekonuje oficer operacyjny CBŚ. Bandyci zdają sobie przecież sprawę, że w swoich szeregach mogą mieć "kretów". Dlatego ich kontrwywiad skrupulatnie sprawdza żołnierzy, testuje lojalność przywódców średniego szczebla. "Przykrywkowcy" bywają świadkami zbrodni, którym nie mogą zapobiec. Są wystawieni na ogromne pokusy: obracają milionami złotych, mają dostęp do narkotyków, wszelkich uciech i atrakcji. Tylko żmudne szkolenie sprawia, że są odporni na nie, że nie przekraczają granicy między grą operacyjną a rzeczywistością.

Polskie FBI
Centralne Biuro Śledcze, nazywane polskim FBI, powstało w Komendzie Głównej Policji pod koniec lutego 2000 r. Kieruje nim inspektor Andrzej Borek, który wcześniej był szefem Biura do Walki z Przestępczością Zorganizowaną KGP. Policjanci z CBŚ podlegają bezpośrednio komendantowi głównemu, a nie wojewódzkim. Prowadzone przez nich operacje mają być wolne od nacisków, niezależne od powiązań służbowych i towarzyskich. - CBŚ uderza w interesy bossów świata przestępczego, zanim zostaną zalegalizowane. To jest prawdziwy młot na gangi - mówi Marek Biernacki, szef MSWiA.

Donnie Brasco
Polskie FBI ma powstrzymać terroryzm, handel bronią i materiałami wybuchowymi, przestępczość narkotykową, pranie brudnych pieniędzy oraz fałszerstwa banknotów. Wydział ekonomiczny rozpracowuje afery bankowe, giełdowe oraz korupcję na wielką skalę. Zadania te powierzono 1350 funkcjonariuszom (w ciągu dwóch lat ma do nich dołączyć 750 osób). W biurze pracują policjanci, którzy odnosili sukcesy jeszcze przed jego powstaniem: zatrzymali 1300 gangsterów, przejęli 300 kilogramów narkotyków i ponad pół tony materiałów wybuchowych, wykryli przemyt 550 tys. litrów spirytusu. Zlikwidowali także kilkanaście międzynarodowych kanałów przerzutu narkotyków. Wartość zarekwirowanego przez nich towaru, pochodzącego z różnych przestępstw, oszacowano na ponad 54 mln zł.
Funkcjonariusze CBŚ są częstymi słuchaczami szkół policyjnych w Szczytnie i Legionowie. Zapisują się na intensywne kursy języków obcych - muszą znać angielski, niemiecki i francuski. Współpracują ze służbami w kilku krajach, wyjeżdżają na szkolenia do USA, Niemczech, Finlandii oraz do ośrodka amerykańskich służb federalnych w Budapeszcie. Niektórzy mieli okazję uczenia się od agenta FBI Josepha Piscone’a (na przełomie lat 70. i 80. rozpracował on najważniejsze struktury nowojorskiej mafii). - Piscone wykonał swoje zadanie "pod przykryciem", jako gangster Donnie Brasco. Mieszkał w opanowanej przez mafię dzielnicy, codziennie przychodził do lokalu, w którym spotykali się gangsterzy. Przez pół roku bacznie go obserwowano. Dopiero po roku zaufano mu. Donnie Brasco działał przez cztery lata. Piscone nauczył nas myślenia, logiki, bycia naturalnym - opowiada policjant z CBŚ.
Drugą tajną grupą jest wydział ochrony świadków, skupiający ponad stu funkcjonariuszy organizujących kryjówki, konwoje i dojazd do sądów gangsterów, którzy w zamian za darowanie win dekonspirują strukturę i działania gangów. Policjanci z tego wydziału pod okiem agentów z Włoch, USA, Anglii i Francji musieli się nauczyć, jak chronić, a nie ścigać przestępców. Ich zadaniem jest też udzielenie pomocy skruszonemu po zakończeniu procesu: jeżeli jego bezpieczeństwo jest zagrożone, obejmuje się go ochroną osobistą, ułatwia przeprowadzkę do innego miasta lub kraju, zmianę tożsamości, znalezienie pracy. Może się zdarzyć, że ochrona będzie potrzebna świadkowi przez wiele lat, nawet do końca życia. Aby uniknąć dekonspiracji, były gangster musi mieć nie tylko nowe nazwisko, ale także dokumenty (świadectwo urodzenia i chrztu, cenzurki szkolne od podstawówki, zaświadczenia z urzędu stanu cywilnego itp.).

Hotel polonez
Teresa (piętnaście lat służby w policji) bierze udział w najryzykowniejszych akcjach. W kominiarce i kuloodpornej kamizelce nie różni się od kolegów. I nie jest od nich gorsza. Partnerzy z zespołu twierdzą, że nieźle kopie i przeklina.
- W akcji jest bardzo skuteczna. Przeszła szkolenie w oddziałach antyterrorystycznych oraz kursy medyczne. Jest niezastąpiona, gdy trzeba szybko udzielić pierwszej pomocy - mówi Mariusz, partner Teresy. Policjantka ma normalną rodzinę, trójkę dzieci. - W tej służbie dla kobiet nie ma taryfy ulgowej. Jesteś funkcjonariuszem, dopiero potem kobietą. Czasami nie przesypiamy kilku nocy z rzędu. Podczas wielogodzinnych obserwacji staramy się odpoczywać na zmianę, niemal w każdych warunkach i w każdej pozycji. Nauczyłam się spać z nogami na kierownicy lub w bagażniku samochodu. W naszym żargonie to "hotel polonez" - żartuje policjantka.
Jeden z asów obserwacji znany jest z tego, że każdą wolną chwilę wykorzystuje na krótki sen. "Śpi na stojąco, a po chwili jest gotów do akcji" - opisują koledzy. Oficer ten przez wiele tygodni obserwował szefów Pruszkowa przed zatrzymaniem. Dzięki temu Leszka D., pseudonim Wańka, zatrzymano w domu - spokojnie, bez widowiskowych efektów. Policjanci zjawili się nad ranem w jego ekskluzywnym, ponadstumetrowym apartamencie na ostatnim piętrze warszawskiego wieżowca. Aresztowanie przestępców nie zawsze przebiega spokojnie. Najczęściej konieczny jest atak antyterrorystów, a podejrzanych powala się na ziemię, skuwa i przystawia do skroni lufę karabinu.
- Przeciwnik jest uzbrojony, więc nie można dać mu czasu na myślenie, przygotowanie kontrataku - tłumaczy oficer CBŚ.

Koniec gangów
Rozbicie Pruszkowa, najgroźniejszego polskiego gangu, i zatrzymanie kilku osób z kierownictwa grupy jest uważane za największy sukces Centralnego Biura Śledczego. - Przetrąciliśmy kręgosłup mafii. Pozostający na wolności bandyci są niczym zwierzyna łowna. Muszą się ukrywać, nie mają szans na prowadzenie działalności, tracą wpływy. Wcześniej czy później wpadną - mówi Jan Michna, komendant główny policji. Polskie podziemie przestępcze osłabiły też wcześniejsze akcje CBŚ. W marcu tego roku rozbito organizację, która w ciągu dwóch lat przemyciła do kraju 2,5 mln litrów wyprodukowanego we Francji spirytusu, wartego ponad 200 mln zł (85 tirów wjechało do Polski pod ochroną uzbrojonych gangsterów). Zatrzymano też szefów grupy, m.in. Marka K. z Zielonej Góry oraz Piotra T., rezydenta gangu w Niemczech.
W lipcu zlikwidowano kanał przerzutowy materiałów wybuchowych z Rosji. Do aresztu trafił rosyjski kurier Władimir J. W tym samym miesiącu rozpracowano kanał przerzutu haszyszu z Gdańska na południe Polski oraz wiodący przez nasz kraj szlak przemytu heroiny z Litwy do Europy Zachodniej. Kilka dni wcześniej w Gdańsku przejęto 26 kg amfetaminy oraz przenośne laboratorium do jej produkcji. Wkrótce wpadli organizatorzy przemytu tego narkotyku ze Szwecji. W Krakowie rozbito grupę zajmującą się drukowaniem fałszywych wiz amerykańskich, rozprowadzaniem podrobionych pieniędzy oraz handlem narkotykami. W połowie sierpnia zatrzymano Ryszarda M., pseudonim Azja, bandytę poszukiwanego listem gończym za serię zamachów bombowych w Niemczech, współpracującego z tureckim terrorystą Alim Jussufem.

Ryzyko zawodowe
- Kilka razy zapinałam mężowi kamizelkę kuloodporną. Za każdym razem pocieszam się, że nic złego się nie stanie, bo zawsze na pierwszy ogień idą antyterroryści. Czasami mówi do mnie: "Nie czekaj. Nie wiem, kiedy wrócę" - opowiada żona oficera CBŚ. - Ma poczucie misji. Chwile zwątpienia przeżywa jedynie wtedy, gdy przestępcy, których rozpracowywał i zatrzymywał z narażeniem życia, szybko wychodzą z aresztu. - Towarzyszy nam stres, ale nie rozładowujemy go alkoholem. Poza tym nie chodzimy do lokali, bo są pod kontrolą gangów. Nie bywa w nich też moja dorastająca córka. Jak mógłbym ją puścić, skoro pełno tam ludzi, których kiedyś zamknąłem? Gdyby ją rozpoznali, znalazłaby się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Takiej ceny nie mógłbym zapłacić - mówi oficer rozpracowujący gdańskie podziemie.
Mimo świetnego wyszkolenia popełniają błędy - zwłaszcza gdy liczą na "łatwy wynik". Źle udokumentowana wiedza operacyjna nie może być wykorzystana w postępowaniu dowodowym, więc cały wysiłek idzie na marne. Niektórzy spoufalają się z informatorami. - Tworzymy jednak wyjątkową grupę. Nasza praca polega na wzajemnym zaufaniu i niedopuszczaniu do niepotrzebnego ryzyka. W gorących chwilach jeden drugiemu pilnuje pleców i nie ma czasu na zastanawianie się, czy możemy sobie wierzyć. Musimy mieć do siebie zaufanie - tłumaczy oficer z katowickiego oddziału CBŚ.
Funkcjonariusze CBŚ nie tylko pracują pod ogromną presją, ale są także narażeni na zemstę gangsterów. Podczas przeszukań u zatrzymanych niedawno szefów Pruszkowa znaleziono zdjęcia policjantów rozpracowujących gang. Okazało się, że wydano już na nich wyroki śmierci. - Zagrożenie ich życia było realne. W kręgach zawodowych zabójców szukano już strzelca - potwierdza nadkomisarz Paweł Biedziak, rzecznik prasowy komendanta głównego policji.

Okładka tygodnika WPROST: 41/2000
Więcej możesz przeczytać w 41/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0