Dno kasy

Dno kasy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Po ośmiu miesiącach 2000 r., w którym miano dokonać gruntownej naprawy kasy państwa, okazało się, że zieje ona pustką, a Ministerstwo Finansów, aby zorganizować pieniądze na bieżące wypłaty, musi się ratować "chwilówkami" i potrafi już nawet pożyczać pieniądze na jeden dzień.
Los Polski praktycznie znalazł się w rękach zagranicznego koncernu i polskiego przedsiębiorcy, którzy później niż zakładano rozliczą się z zakupu pakietu akcji sprzedawanej przez państwo firmy.

Czy państwowa kasa jest rzeczywiście pusta? Kluczowe znaczenie mają tu dochody osiągane przez budżet. Podatek od osób prawnych - mający największe znaczenie dla analizowania koniunktury - wygląda nieco lepiej, niż można by się spodziewać. Do tej pory z CIT-u zebrano 70 proc. planowanych pieniędzy. Wynika z tego, że firmy mają większe dochody i jednak płacą wyższe podatki. W świetle tego wskaźnika zdziwienie budzić muszą dochody z dwóch innych tytułów: podatków pośrednich i PIT-u. W zasadzie powinny być zbliżone do poprzedniej pozycji (skoro firmy mają dochód, to sprzedają, a pracownicy zarabiają). Tak jednak nie jest. Z planowanych podatków pośrednich zebrano tylko 60 proc. (czyli mniej niż przed rokiem o tej samej porze), a z PIT-u jeszcze mniej, bo tylko 52 proc. (w zeszłym roku 59 proc.). Wytłumaczeniem pierwszego ubytku może być wywindowanie akcyzy na zbyt wysoki poziom. W wypadku PIT-u jedynym wytłumaczeniem jest zmniejszenie dyscypliny podatkowej. A hipoteza, że resort specjalnie nie naciska na zbieranie podatków, aby przed wyborami nie stracić potencjalnych wyborców, raczej nie należy do political fiction. Gdyby w obydwu wspomnianych pozycjach utrzymano ubiegłoroczny poziom ściągalności, dochody budżetu byłyby wyższe prawie o 3 mld zł.
To jeszcze nie koniec historii o dochodach, których nie ma. W lipcu przeprowadzono jedną z największych transakcji prywatyzacyjnych - sprzedano Telekomunikację Polską SA. Poinformowano wtedy, że France Telecom i Kulczyk Holding należność za 35 proc. akcji (4,3 mld USD) wpłacą we wrześniu (po cichu liczono, że nawet wcześniej).
Albo Ministerstwo Skarbu Państwa było zbytnim optymistą, albo czegoś nie dopilnowano (zauważmy, że w trakcie transakcji zmienił się minister) - pieniędzy nie ma. I to mimo iż podobno w sprawie przyśpieszenia zapłaty interweniował we Francji sam premier Buzek.
Wypadnięcie z terminarza wpłat do budżetu prawie 20 mld zł jest oczywistą katastrofą. Co prawda tylko część tej kwoty można przeznaczyć na bieżące wydatki. Reszta, która trafi na konto walutowe Narodowego Banku Polskiego, jest także potrzebna. Na przełomie września i października musimy przecież spłacić Klubowi Paryskiemu ok. 600 mln USD, a aktualny stan konta MF wynosi tylko ok. 200 mln USD. Jeżeli zatem pieniądze ze sprzedaży TP SA szybko nie wpłyną, budżet będzie musiał kupić dolary na rynku.
Do wydatków nie tyle niespodziewanych, ile raczej źle zaplanowanych doliczyć należy podwyżki dla nauczycieli. I znowu, jak w wypadku ZUS i Ministerstwa Skarbu Państwa, prosty błąd (żeby nie powiedzieć niedbalstwo) Ministerstwa Edukacji Narodowej sprawia, że wykonawcy budżetu stają pod ścianą.
W tej sytuacji kasa państwa ratuje się dodatkowymi pożyczkami. Od początku lipca do 20 września zorganizowano sześć dodatkowych aukcji bonów skarbowych o łącznej wartości 11,86 mld zł (kosztowało to ponad 120 mln zł). 20 września pożyczono na dzień 5,7 mld zł (koszt - 6 mln zł), a 26 września na dwa tygodnie - kolejne 4,8 mld zł (koszt - ponad 30 mln zł).
Koszty te ponosi budżet, czyli de facto my, podatnicy, ale sprawcy ich powstania znajdują się (głównie) poza Ministerstwem Finansów. Dlatego mówienie tylko o krachu finansów publicznych nie jest właściwe. W istocie jest to katastrofa całego aparatu administracyjnego państwa. Mamy bowiem do czynienia z wieloma wypadkami niedbalstwa i niekompetencji wysokich urzędników, prowadzącymi do nieobliczalnych następstw. Najdziwniejsze jest w tym wszystkim to, że premier i inni przedstawiciele rządu chowają głowę w piasek i udają, że nic złego się nie dzieje. Choć może i dobrze, iż nic nie mówią. Bo dlaczego politycy mają się wypowiadać w sprawach, w których głos powinien zabrać prokurator.
Więcej możesz przeczytać w 41/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0