W stronę bezrobocia?

W stronę bezrobocia?

Skrócenie czasu pracy byłoby kolejnym przykładem psucia prawa. Prawo to pogłębiałoby bezrobocie, zamiast przyczyniać się do jego zmniejszenia
W polskiej polityce mamy interesującą prawidłowość: im bardziej dane rozwiązanie kłóci się z szerszym dobrem państwa, tym głośniej jego zwolennicy twierdzą, że jest odwrotnie. Tak się dzieje zwłaszcza przed wyborami. Oto koalicja OPZZ i "Solidarności" forsuje skrócenie wymiaru czasu pracy w tygodniu z 42 do 40 godzin. Wprowadzenie tego rozwiązania związkowcy uzasadniają na trzy sposoby.
Po pierwsze, skrócenie czasu pracy ma jakoby stanowić realizację 21. postulatu porozumień sierpniowych. Punkt taki znalazł się w programie wyborczym jednego z kandydatów na prezydenta. Tymczasem w porozumieniach nie było słowa o 40-godzinnym tygodniu pracy.
Po drugie, zdaniem niektórych działaczy związkowych, nadeszła pora, by pracodawcy przestali myśleć wyłącznie o swoim interesie. Proponowane skrócenie czasu pracy jest więc kolejną krucjatą związkowców przeciwko przedsiębiorcom. Mając swoje bastiony w państwowych molochach, tacy działacze przyzwyczaili się, że płaca nie zależy od rentowności firmy, a od nacisku, jaki są w stanie wywrzeć na rząd. Tymczasem interes pracodawców - wbrew opiniom lansowanym przez lobby związkowe - wcale nie stoi w sprzeczności z interesem pracowników. Przeciwnie, w dłuższym okresie płace zależą od wyników finansowych, jakie dana firma osiąga. Zbyt wysokie płace wpędzą w końcu każde przedsiębiorstwo w kłopoty, a nawet doprowadzą do bankructwa. Kto osłabia przedsiębiorstwo, ten podcina gałąź, na której siedzą pracownicy.
Wreszcie po trzecie, skrócenie czasu pracy ma być rzekomo środkiem na ograniczenie bezrobocia. OPZZ twierdzi, że w wyniku wprowadzenia tego rozwiązania zmniejszy się ono o 200 tys. osób, ponieważ przedsiębiorcy, chcąc zachować wielkość produkcji, będą zmuszeni do zatrudnienia nowych pracowników. Wniosek taki jest wynikiem absurdalnego założenia, że popyt na pracę jest w gospodarce stały, podczas gdy w rzeczywistości zależy on od możliwości prowadzenia zyskownej działalności, a te maleją wraz ze wzrostem kosztów.
Teza, że krótszy czas pracy daje niższe bezrobocie, nie znajduje również potwierdzenia w doświadczeniach międzynarodowych. Zatrudnieni w Stanach Zjednoczonych pracują przeciętnie w tygodniu znacznie dłużej niż w Niemczech, podczas gdy na przykład w latach 60. było odwrotnie. Sytuacja ta zmieniła się dopiero w latach 80. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Lindę Bell i Richarda Freemana, Amerykanie są również znacznie bardziej niż Niemcy skłonni pracować w nadgodzinach. Wbrew teorii związkowców to właśnie w Stanach Zjednoczonych bezrobocie utrzymuje się na znacznie niższym poziomie. W 1999 r. w Niemczech 9,1 proc. osób aktywnych zawodowo nie mogło znaleźć pracy, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych odsetek ten wyniósł 4,2 proc. Natomiast w roku 1960 to w Niemczech stopa bezrobocia była niższa i wynosiła 1,1 proc. W Stanach Zjednoczonych sięgała w tym okresie 5,3 proc. Polska w latach 90. rozwijała się szybciej niż inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Dynamiczny rozwój nie przekładał się jednak w naszym kraju na wyraźny spadek bezrobocia. U podstaw wysokiego bezrobocia w Polsce leżą dwie główne przyczyny: wysokie koszty pracy oraz uregulowania prawne, które usztywniają rynek pracy. Koszty pracy w naszym kraju należą do najwyższych w regionie. Proponowane skrócenie czasu pracy - przy założeniu utrzymania wysokości płac na obecnym poziomie - spowodowałoby dalszy wzrost jej kosztów, szacowany przez przedsiębiorców na 5-7 proc. Koszty osobowe stanowią prawie 25 proc. wszystkich kosztów przedsiębiorstw badanych przez Główny Urząd Statystyczny. W wyniku skrócenia czasu pracy koszty ogółem firm zwiększyłyby się więc o 1,25-1,75 proc. Relacja zysku brutto do kosztów przeciętnie nie przekracza w polskich firmach 2 proc. Proponowane rozwiązanie drastycznie pogorszyłoby ich sytuację finansową. Wiele z nich musiałoby ograniczyć działalność, a część - ogłosić upadłość. Dotyczy to zwłaszcza drobnych przedsiębiorstw. Wynikające z tego dodatkowe bezrobocie musiałoby wywołać presję na dalsze zwiększenie wydatków państwa na cele socjalne, które już teraz w relacji do PKB są w Polsce wyższe niż w Czechach, Słowenii czy na Węgrzech.
Przykład państw Unii Europejskiej dobrze ilustruje, jak nadmierny wzrost kosztów pracy wpływa na zatrudnienie. Od początku lat 70. rosnącej produktywności towarzyszył w tych krajach równie szybki realny wzrost płac. Wysokie koszty pracy spowodowały, że w wielu segmentach rynku prowadzenie działalności gospodarczej w Europie stało się nieopłacalne. W rezultacie w krajach strefy euro wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym w latach 1970-1998 nie przekroczył 5 proc., podczas gdy w Stanach Zjednoczonych wyniósł 70 proc.
Od początku lat 80. rosną w Polsce narzuty na płace, finansujące wzrost wydatków socjalnych (zasiłków, rent, emerytur itp.). Jeszcze w 1981 r. składka na ZUS wynosiła 15 proc. W kolejnych latach podnoszono ją do 25, 38, 43 proc., by w końcu ustalić na 45 proc. Obecnie narzuty są w Polsce wyższe niż w Czechach czy na Węgrzech.
Do wysokiego bezrobocia w Polsce przyczyniają się nie tylko rosnące koszty pracy. Drugą przyczyną są usztywnienia zawarte w kodeksie pracy. Analiza porównawcza barier w zakładaniu i rozwijaniu przedsiębiorstw w pięciu krajach Europy Środkowo-Wschodniej (w Polsce, Czechach, Estonii, na Litwie i Węgrzech), przeprowadzona przez Iraja Hashiego oraz Jana Miadka, pokazała, że regulacje prawa pracy stanowią dla polskich przedsiębiorców coraz większy problem. 64 proc. z nich stwierdziło, że w okresie transformacji prawo pracy stawało się coraz bardziej niejasne i skomplikowane. Tymczasem aż 61 proc. węgierskich przedsiębiorców było zdania, że prawo pracy w ich kraju zostało w ostatnich latach znacznie uproszczone.
Skrócenie czasu pracy byłoby kolejnym przykładem psucia prawa. Prawo to pogłębiałoby bezrobocie, zamiast przyczyniać się do jego zmniejszenia. Jednocześnie poza bezrobociem jawnym w dalszym ciągu istnieje w naszym kraju wysokie bezrobocie ukryte. Szacowane jest ono na 1,2 mln osób. Poza tym w najbliższych latach na rynek pracy wejdzie wielu młodych ludzi urodzonych na początku lat 80. Zapewnienie im zatrudnienia oraz eliminacja bezrobocia ukrytego wymagać będzie stworzenia do roku 2010 ok. 3 mln nowych miejsc pracy. Dla wspólnego dobra trzeba więc odrzucić skracanie czasu pracy i przeprowadzić głęboką reformę kodeksu pracy.
Okładka tygodnika WPROST: 41/2000
Więcej możesz przeczytać w 41/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0