Bitwa o ekran

Bitwa o ekran

Co się kryje za ostatnią wojną medialną w Rosji
Do wszystkich, do wszystkich, do wszystkich! W całym kraju panuje informacyjne zagrożenie, większość kanałów telewizyjnych została opanowana przez dywersantów. Próbują oni dotrzeć do stacji radiowych i prasy. Bądźcie czujni, towarzysze, dywersanci i szpiedzy mogą być wśród nas". Tak w niedzielę 24 września rozpoczął się program satyryczny "Kukły" ("Lalki") nadawany przez NTW. Tym razem autorzy scenariusza zajęli się sytuacją w mediach - akcję przeniesiono w lata 40. Ludność Moskwy zgromadzona w bunkrach wsłuchuje się w komunikaty z frontu. Nad wszystkim czuwa głównodowodzący Putin w mundurze generalissimusa i z nieodłączną fajką w dłoni.
Rosyjski prezydent był już przedstawiany w "Kukłach" jako "ojciec chrzestny" mafii, komendant obozu pionierskiego, wielki inkwizytor czy Pan Bóg, który za pośrednictwem szefa kancelarii, Aleksandra Wołoszyna, przekazuje rosyjskim gubernatorom tablice z dziesięciorgiem przykazań. Teraz został Stalinem. Z władzy w Rosji nie należy się jednak śmiać i dlatego program nie jest na Kremlu przesadnie lubiany. Autor większości scenariuszy, Wiktor Szendorowicz, twierdzi, że właściwie każdy odcinek był mniej lub bardziej oficjalnie krytykowany przez władze.
NTW była jedyną stacją, która od początku krytykowała wojnę w Czeczenii, ukazując ten konflikt jako tragedię ludności cywilnej, a nie tylko triumf rosyjskiej armii. Kiedy zatonął "Kursk", wiadomości poświęcone były tylko tej tragedii, a działalność władz poddana została totalnej krytyce. Wszystko to sprawiło, że telewizja i jej właściciel, Władimir Gusinski, ma poważne kłopoty. Zaczęło się od najazdów służb specjalnych na biura należącego do niego holdingu Media Most. Po jakimś czasie Gusinski został aresztowany za nielegalne posiadanie broni i "działanie na szkodę państwa". Wyszedł z więzienia, jak się okazało, po podpisaniu zgody na przekazanie akcji holdingu kontrolowanemu przez państwo Gazpromowi.

Gusinski, czyli protokół nr 6
W tajnym, dołączonym do umowy protokole rosyjski minister prasy i informacji Michaił Lesin gwarantuje rosyjskiemu magnatowi swobodę poruszania się, wybór miejsca zamieszkania i zamknięcie śledztwa przeciwko niemu. Ceną jest przekazanie Media Mostu Gazpromowi "za długi" (Gusinski był faktycznie winny Gazpromowi 473 mln USD). Zdaniem Michaiła Gorbaczowa, szefa rady społecznej przy telewizji NTW, całe to zamieszanie miało pomóc w przejęciu przez Kreml kontroli nad mediami niepaństwowymi. Innego zdania jest politolog, szef Centrum Informacji Politycznej, Aleksiej Muchin: "Obecna sytuacja w rosyjskich środkach masowego przekazu to w dużej mierze dalszy ciąg informacyjnych wojen, jakie od kilku lat toczą się w Rosji". Od połowy lat 90. wszystkie rosyjskie media są kontrolowane przez potężne grupy finansowe i wykorzystywane do załatwiania ich interesów. Do najpotężniejszych należą grupy Władimira Gusinskiego, Borysa Bieriezowskiego, Władimira Potanina i Anatolija Czubajsa, Rema Wiachiriewa, a także Jurija Łużkowa. Pierwszą wielką bitwą medialną był przetarg na objęcie kompanii telefonicznej Swiazinwest. Zjednoczeni Borys Bieriezowski i Władimir Gusinski przegrali w starciu z grupą Anatolija Czubajsa i Władimira Potanina, którzy mieli lepsze stosunki z Kremlem. Obie strony robiły wszystko, by skompromitować przeciwnika. Atak na Anatolija Czubajsa przypuściła należąca do Gusinskiego telewizja NTW. W kontrolowanej przez Bieriezowskiego telewizji ORT jeszcze mniej przebierano w środkach. Na ekranie pojawił się Siergiej Dorienko.

Bieriezowski, czyli telewizja do wynajęcia
"Wszyscy drobni złodzieje z moskiewskich dworców zazdroszczą Potaninowi udanej akcji" - tymi słowami komentował Siergiej Dorienko przejęcie Swiazinwestu przez grupę Władimira Potanina i Anatolija Czubajsa. Ten popularny dziennikarz szybko stał się tajną bronią Bieriezowskiego. W głównym programie publicystycznym państwowej telewizji ORT niszczył konkurentów swojego mocodawcy. Rosyjska prasa nadała mu przydomek "media-killer".
Chociaż program pierwszy rosyjskiej telewizji formalnie był państwowy, naprawdę kontrolował go Borys Bieriezowski. W najważniejszych redakcjach zasiadali jego ludzie. Dopóki interesy władzy i Bieriezowskiego pokrywały się, dopóty kanał ORT pokazywał obraz rzeczywistości, który odpowiadał Kremlowi. Wojna w Czeczenii to wyprawa w obronie prawa i porządku przeciwko islamistom i kryminalistom. Aresztowanie Gusinskiego to akcja w obronie prawa przeciwko rozpanoszonym magnatom. Kiedy w grudniu odbywały się wybory parlamentarne, za największego przeciwnika Kremla uchodził Jurij Łużkow ze swoim blokiem Ojczyzna. Dla Siergieja Dorienki nie było większego hochsztaplera i degenerata niż mer Moskwy. Oskarżenia nie były poparte żadnymi dowodami - Łużkow wytoczył ORT kilka procesów, które wygrał, ale i tak nie zmieniło to komentarzy Dorienki.
Bieriezowski przestał być jednak człowiekiem władzy, mimo że w opinii rosyjskiej prasy to właśnie on wylansował Putina w mediach. Mało tego - ludzie prezydenta postanowili, iż "obetną Bieriezowskiemu język", czyli pozbawią wpływu na ORT. Kreml złożył mu propozycję nie do odrzucenia. "Wysoki urzędnik złożył mi ultimatum - albo w ciągu dwóch tygodni oddam państwu kontrolowany przeze mnie pakiet akcji ORT, albo skończę w więzieniu na Butyrkach"- napisał w liście otwartym rosyjski magnat. Bieriezowski nie poddał się bez walki. Do akcji przystąpił jego "media-killer". Rozpoczęła się wojna medialna w starym stylu. Teraz jedną ze stron konfliktu stała się władza.
Doskonałej okazji do ataku dostarczyło zatonięcie "Kurska". 9 września Dorienko przez godzinę mieszał z błotem prezydenta. Ukazał go jako kłamcę, cynicznego gracza, którego nic nie obchodzi życie marynarzy. Dwa dni po "analitycznym programie" dyrekcja ORT zdjęła audycję Dorienki z anteny, nie ukrywając nawet, że robi to pod naciskiem Kremla. Dorienko twierdzi, że otrzymał propozycję przystąpienia do "piterskiej komandy". Miał na to odpowiedzieć, że "jego drużyna to miliony telewidzów". Wszystko to zdarzyło się po tym, gdy Borys Bieriezowski ogłosił, że przekaże swoje akcje ORT "ludziom sztuki i społeczeństwu", a nie Kremlowi.

Jedyny słuszny
Sytuacja w ORT sprawiła, że władza zaczęła poszukiwać programu, który byłby jej całkowicie podporządkowany. Wybór padł na dawny drugi program radzieckiej telewizji, czyli RTR. Zmieniono profil na publicystyczno-informacyjny. Zaczęto ściągać dziennikarzy z konkurencji. W czasie kryzysu po zatonięciu "Kurska" okazało się, że RTR jest najważniejszą telewizją w kraju. Tylko jej dziennikarz, Arkadij Mamontow (jeszcze niedawno korespondent NTW), mógł przebywać w rejonie akcji ratunkowej. Wszyscy nagle zaczęli oglądać RTR, bo przez ten kanał władza porozumiewała się z narodem. Oczywiście w relacjach Mamontowa wszystko zawsze było jasne. Wiadomo było, że tragedia nastąpiła po zderzeniu okrętu z obcą łodzią podwodną. To Mamontow wciąż słyszał, jak z wraku okrętu wystukiwany jest sygnał SOS. Kiedy stało się jasne, że jest to kłamstwo, a wszyscy marynarze zginęli już w pierwszych minutach katastrofy, Mamontow poddany został w środowisku rosyjskich dziennikarzy ostracyzmowi. Ale równocześnie stał się najważniejszym prokremlowskim dziennikarzem, a RTR tubą propagandową władzy.

Kim pan jest, panie Lesin?
Czy konflikty w rosyjskich mediach to zamach na wolność słowa, czy dalszy ciąg wojen informacyjnych między różnymi grupami finansowymi? Według najczęściej powtarzanej interpretacji, Putin chce podporządkować sobie ostatnią niezależną stację telewizyjną. Ale są i tacy jak dziennikarz gazety "Argumenty i Fakty", Konstantin Siergiejew, który twierdzi, że za wszystkim stoi minister prasy i informacji Michaił Lesin.
"Kreml jest ogromny, nawet jako budowla. Tak samo różnorodny jest jako ośrodek władzy. To, że Michaił Lesin podpisał tajny protokół nr 6, wcale nie oznacza, że musiał o tym wiedzieć prezydent" - uważa Siergiejew. Najbardziej prawdopodobne jest, że ośrodek prezydencki rzeczywiście próbował wpływać na zmianę obrazu Rosji pokazywanego przez NTW, ale swój osobisty sukces chciał już zbudować na tym minister informacji. Według Siergiejewa, Alfred Koch, dyrektor generalny Gazprom Media (oddziału Gazpromu), zamierzał sprzedać akcje holdingu Media Most spółce Wideo International, której sam jest udziałowcem, a dyrektorem generalnym jest... Michaił Lesin, "czasowo pełniący obowiązki ministra". Minister broni się, twierdząc, że o całej sprawie wiedział prezydent. Wiadomość o podpisaniu dokumentu z irytacją przyjął jednak premier Michaił Kasjanow. Podobnie krytycznie zareagował Władimir Putin. W Moskwie od dawna oczekiwana jest dymisja Lesina.
"Nie wierzę w to, że prezydent o niczym nie wiedział"- twierdzi Ilia Filipow ze Związku Dziennikarzy. - "Cała ta historia ma tylko jeden wymiar: to walka Kremla z wolnymi mediami i próba ich podporządkowania. Wszyscy są zgodni, że wojna informacyjna w Rosji szybko się nie zakończy.
W scenie z programu "Kukły" na mównicę wchodzi rosyjski prezydent w mundurze generalissimusa. "Towarzysze, bracia i siostry! Dziesięć lat temu bez wypowiedzenia wojny wrogie środki masowej informacji przekroczyły wszystkie granice państwa. Rozwinęły na masową skalę antypaństwową propagandę. Ale zapewniam, że damy odpór wrogim siłom i nie oddamy ani piędzi rosyjskiej ziemi. Towarzysze, trwa wojna, wojna informacyjna!" 

 
Więcej możesz przeczytać w 41/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0