Niewolnicy PRL

Niewolnicy PRL

"Wolna Trybuna" Christiana Skrzyposzka tuż po wydaniu
zyskała miano książki kultowej



Jak mówimy? Jakbyśmy zamierzali na wciąż zielonej mowie-trawie doczekać setnej rocznicy PRL. Wystarczy zajrzeć do gazet, posłuchać niektórych radiostacji, polityków, demonstrantów, gości na imieninach u cioci, by zrozumieć, że PRL żyje w naszym języku. Najbardziej antykomunistyczne filipiki wygłaszane są w stylu znanym ze stalinowskich gazet. Christian Skrzyposzek (urodzony w 1944 r., zmarł tragicznie w 1999 r.) kilkanaście lat pisał tę niezwykłą książkę, którą zatytułował "Wolna Trybuna". W tej przewrotnej karykaturze prozatorskiej przedstawił nasze emocjonalne i językowe uzależnienie od PRL, tym groźniejsze, im mniej zdajemy sobie z niego sprawę. Akcja tej powieści o przyszłości toczy się na początku lat 90., kiedy trwają przygotowania do uroczystych obchodów 50. rocznicy istnienia Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Wszyscy mogą swoje spostrzeżenia wpisać do wielkiej Księgi Uwag wystawionej w specjalnym gmachu. W tych swoistych listach wspominane są doświadczenia KOR, miga postać Leszka Wałęsy - ale jako drobne wydarzenia. Wolność stopniała jak niegdysiejsze śniegi i Ruch Integracji Młodej Inteligencji Socjalistycznej proponuje trybunę raczej pozornie wolną. Piszą tu zarówno partyjni, jak i Konspiracyjna Opozycja Polityczna, komunistyczny "beton" i anarchiści, intelektualiści i sprzątaczki. Polska Ludowa jest nie tylko faktem politycznym, trwa przede wszystkim w mentalności ludzi i języku. Można podziwiać talent stylizacyjny Christiana Skrzyposzka - owe wpisy są miniaturowymi arcydziełami groteski.
Oczywiście głównym antybohaterem "Wolnej Trybuny" jest PRL, jej absurdalna rzeczywistość, jej propaganda, obyczajowość, dwuznaczna moralność, komizm i groza. Toteż książkę tę uznano dziś za kultową, zwłaszcza że wydano ją dopiero teraz, po śmierci autora, a od 1985 r. krążyła po Europie, opublikowana w Niemczech i Holandii. Christian Skrzyposzek prawie trzydzieści lat żył na emigracji w Niemczech, co też dodawało tajemniczości i atrakcyjności jego splątanej trudnej biografii. Właściwie cały naród, ukazany w krzywym zwierciadle groteskowych wpisów do Księgi Uwag, jest jakiś zdziecinniały, a sytuacja wydaje się niepoważna, jakby z piaskownicy. Ludzie toczą dialog z partią, o której myślą jak najgorzej, ale czują się na nią skazani. Inne rozwiązania nie zdają egzaminu. Anonimowy obywatel w swej wypowiedzi wszystko wygarnia: "Bo też, towarzysze, co zrobiliście z naszym wspaniałym mitycznym ludem? Więc ta rozwydrzona, zapijaczona i doszczętnie skryminalizowana hołota, z którą, chcąc nie chcąc, musiałem się bratać przez 48 godzin, to ten sam proletariat, z którego tak bardzo jesteśmy dumni? To tak wygląda dzieło resocjalizacji, za które wykrwawiło się tyle tysięcy ludzi dobrej woli? Taki jest owoc socjalistycznej rewolucji? Tu, gdzie nikt już nie wierzy w dobroczynny sens pracy, nikt już nie poczuwa się do jakichkolwiek obowiązków względem swoich bliźnich, a duchem międzyludzkich stosunków na dobre już zawładnął zoologiczny egoizm; tu i teraz, wśród takich okoliczności i pod przewodnictwem tych reprezentantów Narodu i Społeczeństwa, tu rzekomo powstaje ta najlepsza z możliwych Ojczyzn dla Polaka? Nie, nie śmiejmy się, Drodzy Rodacy, tu nawet szadenfreude nie uchodzi, nie wolno się nawet roześmiać...".
Książka Skrzyposzka jest jednocześnie tragiczna i komiczna, zaśmiewamy się przy jej lekturze, ale przez łzy - jak zauważył jeden z komentatorów, dodając trafnie, że powieść "groteskowością wizji przywodzi na myśl Orwella, a demaskacją fałszu przypomina Gombrowicza". Przyszłościowa wizja Skrzyposzka pozornie jest ułudą (PRL nie dotrwała do 50-lecia), ale przenikliwa demaskacja rzeczywistości jest tak zdumiewająca i prawdziwa, że możemy sobie wyobrazić, iż nasze wnuki wciąż będą brodzić w wysokiej zielonej mowie-trawie. To nic, że będzie mówił kto inny i co innego - wystarczy, że będzie to znów czcza gadanina. Czytając dziś Skrzyposzka, odbieramy jego karykaturę społeczeństwa jako nie tylko byłe, ale i obecne doświadczenie. Z kogo więc się śmiejemy? Z "nich" i nas. Jak wiadomo, Polak wszystko potrafi, ale śmiać się z siebie nie bardzo umie. Christian Skrzyposzek pokazuje, na czym polega trudna sztuka życia w świecie śmiesznym, groźnym i absurdalnym.

Okładka tygodnika WPROST: 9/2000
Więcej możesz przeczytać w 9/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0