Tęsknota za Sławojem

Tęsknota za Sławojem

Dwa miliony ludzi zmuszono do niepotrzebnej pracy dlatego, że w ZUS panuje bałagan
Sposób, w jaki ZUS potraktował ostatnio swoich płatników, przekracza wszelkie granice przyzwoitości. Ponad dwa miliony ludzi zmuszono do ciężkiej i niepotrzebnej pracy tylko dlatego, że zakład nie radzi sobie z wykonywaniem swoich podstawowych zadań. To przecież panujący w ZUS bałagan sprawił, że musiał on zażądać, grożąc opornym pięciotysięczną grzywną, dostarczenia do 15 lutego informacji o przekazanych mu w 1999 r. składkach. Wszystkie te dane powinien mieć w swoich komputerach, bowiem każdy płatnik przekazywał je na bieżąco, w comiesięcznych sprawozdaniach. Gdyby zakład pracował przyzwoicie, jednym naciśnięciem klawisza zsumowałby owe wyliczenia i wszyscy mieliby święty spokój. Stało się jednak inaczej, a przeogromnej rzeszy Bogu ducha winnych obywateli zafundowano istny horror. Jaśnie wielmożnym urzędnikom ZUS najwyraźniej pomyliły się czasy i ustroje. Podobne praktyki stosowano bowiem nad Wisłą, ale w XIX wieku. To wówczas w bezduszny i arogancki sposób poniewierały polskimi poddanymi administracje państw zaborczych. Petent był tam natrętem, a urzędnik panem życia i śmierci, arbitralnie dyktującym warunki. Tym smutnym dziedzictwem zaborów zainfekowana została również II Rzecz- pospolita. Nierzadko w jej urzędach nie ukrywano pogardy dla interesantów, zwłaszcza pochodzących z niższych warstw społecznych. Najbardziej obrazowo i przejmująco pisał o tym w głośnych "Kwiatuszkach administracyjnych" minister spraw wewnętrznych, a następnie premier, generał Felicjan Sławoj-Składkowski. On też zasłynął z bezwzględnej walki z tymi praktykami. Do legendy przeszły jego niespodziewane inspekcje, w czasie których niby jastrząb spadał na spóźniających się do pracy bądź popijających do południa herbatkę urzędników. Nie przebierając w słowach, po żołniersku przypominał im, że urzędnik państwowy - od gminnego woźnego po warszawskiego ministra - to tylko sługa obywateli, utrzymywany z ich podatków. Widząc, jak dzisiaj ZUS traktuje swoich płatników, trudno się oprzeć tęsknocie za generałem Sławojem. Chciałoby się, żeby któregoś poranka pojawił się w siedzibie zakładu i huknął, jak to miał w zwyczaju, że w wolnej Polsce obywatelem poniewierać nie wolno. Bo to niby prawda oczywista, ale w ZUS zupełnie zapomniana.
Okładka tygodnika WPROST: 9/2000
Więcej możesz przeczytać w 9/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0