Kłopotliwy laur

Kłopotliwy laur

Gorączka noblowska sięga zenitu na początku października. Światowa prasa oraz "kręgi dobrze poinformowane" pełne są "pewnych" przecieków, objawiających światu laureatów jeszcze przed ogłoszeniem oficjalnego komunikatu.
Więcej kontrowersji budzą jednak powracające uporczywie pogłoski o naciskach i nieformalnym lobbingu poszczególnych państw i organizacji.
Tajemnice noblowskie są pilnie strzeżone, a nazwiska wszystkich pretendentów do literackiej Nagrody Nobla ujawnia się dopiero po upływie 50 lat. Pod koniec stycznia na liście jest niemal 500 nazwisk, a do lata pozostaje 6-8 kandydatów. Akademia Szwedzka podkreśla, że wbrew rozlicznym plotkom literacka Nagroda Nobla jest nagrodą apolityczną i jedynym kryterium jest artystyczna wartość dorobku twórcy. Dyskusja nad merytorycznymi podstawami przyznania nagrody była szczególnie burzliwa przy okazji uhonorowania nią Czesława Miłosza w 1980 r. Ta decyzja akademii została oczywiście połączona z powstaniem "Solidarności". Akademicy bronią się do dzisiaj, udowadniając, że jednomyślność w sprawie kandydatury polskiego poety osiągnięto już w maju 1980 r., długo przed dramatycznym grudniem. W tym wypadku naruszono świętą zasadę dyskrecji, publikując informację, że Miłosz znajdował się na liście kandydatów w 1980 r. już po raz czwarty i że rozwój wypadków w Polsce o mało nie zaszkodził jego kandydaturze właśnie w obawie przed upolitycznieniem nagrody.
Względy polityczne były również żywo dyskutowane przy okazji przyznania Nagrody Nobla Borysowi Paster nakowi (w 1958 r.) oraz Aleksandrowi Sołżenicynowi (w 1970 r.). Nagrodzenie Sołżenicyna poprzedziła korespondencja akademii ze szwedzkim ambasadorem w Moskwie, mająca na celu wysondowanie konsekwencji takiej decyzji. W rekomendacji szwedzkiej ambasady w Moskwie znalazła się sugestia opóźnienia przyznania nagrody Sołżenicynowi, gdyż "mogłoby to wpłynąć na relacje Szwecji ze Związkiem Radzieckim". W tym wypadku akademia nie odstąpiła jednak od swoich zamiarów i Sołżenicyn został uhonorowany.
Innym ulubionym tematem prasy są lewicowe sympatie akademików, owocujące preferowaniem pisarzy i poetów o lewicowych przekonaniach. Temperatura dyskusji wzrosła dwa lata temu po przyznaniu nagrody Portugalczykowi Jose Saramago, pisarzowi o komunistyczno-stalinowskich korzeniach. Amerykański "Wall Street Journal" natychmiast wyszydził tę decyzję, pisząc, że "snobi ze skandynawskich akademii, pewni swoich pozycji, upierają się przy kultywowaniu swoich lewicowych fantazji".
Szczególnie narażona na oddziaływanie czynników politycznych i ideologicznych jest Pokojowa Nagroda Nobla. W tym wypadku kandydatów zgłaszają członkowie parlamentów i rządów wszystkich państw, sędziowie Międzynarodowego Trybunału w Hadze, profesorowie historii, prawa, filozofii oraz dawni laureaci - jednym słowem najbardziej rozpolitykowane elity na świecie. Ostateczna selekcja i wybór laureata to już zadanie norweskiego Komitetu Noblowskiego. Komitet do dzisiaj usiłuje odbudować swą wiarygodność po przyznaniu w 1973 r. nagrody Henry’emu Kissingerowi. Amerykański sekretarz stanu odbierał ją w czasie największego nasilenia bombardowań Wietnamu. Norwedzy mogą się jednak pocieszyć, że mogło być gorzej, gdyż w latach 30. wśród kandydatów znajdował się... Adolf Hitler.
Kilka tygodni temu pojawiły się nie potwierdzone oficjalnie informacje o tym, że w roku 1982 nadzwyczaj skuteczny "antylobbing" miały przeprowadzić władze komunistycznej Polski. Podrzucając Komitetowi Noblowskiemu spreparowane przez służbę bezpieczeństwa dokumenty obciążające Lecha Wałęsę, zdołano rzekomo opóźnić przyznanie przywódcy "Solidarności" kompromitującego władze wyróżnienia. Również naukowe Nagrody Nobla wzbudzają wiele kontrowersji - począwszy od wstydliwej historii nagrodzenia Alberta Einsteina w 1921 r. bynajmniej nie za teorię względności, a za odkrycie prawa efektu fotoelektrycznego. Wpadką było też uhonorowanie w 1926 r. Duńczyka Fibigera za stworzenie skutecznego leku na raka czy nagrodzenie w 1948 r. Paula Millera za odkrycie nowych zastosowań DDT, owadobójczego środka, którego stosowania zabroniono w latach 60. ze względu na zabójczy wpływ na środowisko naturalne. Konsekwencją odkrycia substancji służących do produkcji nawozów sztucznych przez Niemca Fritza Habera, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie chemii w 1918 r., była produkcja gazów bojowych używanych na polach bitewnych I wojny światowej. W 1948 r. noblowskie laury medyczne otrzymał "ojciec lobotomii" Portugalczyk Antonio Egas Moniz, a w 1986 r. - Włoszka Rita Levi-Montalcini za odkrycie leku oddziałującego na wzrost, jak się później okazało - bezwartościowego. Szczególna kontrowersyjność tej nominacji związana była z faktem, że kilka lat po przyznaniu nagrody pojawiły się podejrzenia, iż niektórzy członkowie Komitetu Noblowskiego mogli zostać skorumpowani przez firmę finansującą badania nad "cudownym" lekiem.
Wręczenie nagród poprzedzone jest żmudnymi przygotowaniami oraz niezwykle precyzyjną reżyserią, obejmującą również próbę generalną. Mimo żmudnych prób także uroczystości nie są wolne od wpadek, poczynając od drzemki na scenie leciwego Anatola France’a w 1921 r., a kończąc na niewłaściwym złożeniu przepisowych ukłonów przez Wisławę Szymborską cztery lata temu. Laureaci czasami nie stronią też od kieliszka - Knut Hamsun zataczał się na scenie podczas uroczystości w 1920 r. W drodze do hotelu nietrzeźwy laureat zgubił dyplom oraz czek. Aby uniknąć powtórki tej sytuacji, w 1962 r. przydzielono Johnowi Steinbeckowi opiekuna, który czuwał nad pisarzem, podmieniając mu szklaneczki whisky na dużo słabsze trunki. Czcigodni nobliści spędzają w Sztokholmie zwykle tydzień. W tym czasie mają wiele wystąpień, spotkań i przyjęć. Jednym z przyjemniejszych wydarzeń jest celebracja Dnia św. Łucji, przypadającego 13 grudnia. Zakwaterowanych w Grand Hotelu gości budzi pochód młodych, ubranych na biało dziewcząt z koronami płonących świec na głowie. Goście nie zawsze potrafią właściwie zinterpretować ten zwyczaj i John Steinbeck po tym niecodziennym przebudzeniu wykrzyknął przerażony: "O Boże! Umarłem i jestem w niebie". W 1978 r. inny przerażony noblista wyskoczył w panice na korytarz i wrócił z gaśnicą, którą skierował na płonącą koronę św. Łucji. Organizatorzy do dzisiaj nie chcą zdradzić jego nazwiska. Nagrody Nobla nie zawsze wiążą się z samymi przyjemnościami. Przed kilkoma laty w kuluarach noblowskich krążyła opowieść o amerykańskim ekonomiście, który w klauzuli rozwodowej obiecał, że w razie uzyskania Nagrody Nobla podzieli się pieniędzmi z byłą żoną. Proces podobno trwa do dzisiaj... Inny laureat wyjechał ze Sztokholmu w szoku po szturmie policyjnej ekipy antyterrorystycznej na jego pokój w Grand Hotelu. Interwencję sprowokowała niewinna zabawa laserowym wskaźnikiem, który naukowiec testował na przechodniach, nie wiedząc, że w tym samym czasie po ulicach Sztokholmu grasował morderca namierzający swoje ofiary laserowym celownikiem. Na nagrodzonych czeka również specjalna oferta - zdeponowania spermy w banku przyszłych geniuszy. Z oferty tej skorzystał m.in. William B. Schockley, uhonorowany w 1956 r. za dokonania w dziedzinie fizyki. Wraz z nasilaniem się kontrowersji wokół wyróżnień przyznawanych przez szwedzkich i norweskich akademików coraz częstsze stają się postulaty zniesienia Nagród Nobla. Pomysły takie lansują głównie Amerykanie, m.in. wpływowy dziennik "Washington Post", twierdząc - nie bez racji - że nowoczesna nauka kieruje się zupełnie innymi przesłankami, badania naukowe prowadzone są zwykle przez ogromne zespoły badawcze, które nie mają szansy na zbiorowe laury. Coraz częściej Nagrody Nobla otrzymują mniej aktywni naukowcy, premiowani za swoje osiągnięcia sprzed 30-20 lat. 


Okładka tygodnika WPROST: 42/2000
Więcej możesz przeczytać w 42/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0