Ekstraklasa ekonomistów

Ekstraklasa ekonomistów

Polska gospodarka rozwija się w szybkim tempie i nie traci równowagi, choć doświadczyła ostatnio licznych plag zewnętrznych i wewnętrznych - kryzysu na rynkach naftowych, słabości euro, wysokich kosztów kilku reform oraz nieurodzaju w rolnictwie i powrotu do dwucyfrowej inflacji.
 Sporą część zasług - że jest tak dobrze, mimo że jest tak źle - należy przypisać analitykom i doradcom skupionym w ośrodkach badawczych, najbardziej wpływowym politykom, a także członkom Rady Polityki Pieniężnej. Czyje poglądy i opinie mają dziś największy wpływ na procesy zachodzące w polskiej gospodarce?

Liberałowie
Od dziesięciu lat o kierunkach zmian w polskiej gospodarce decydują ekonomiści mający liberalne, centroprawicowe poglądy. Najbardziej znane ośrodki analityczne to Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (na jego rzecz pracują m.in. Mirosław Gronicki i Rafał Antczak), Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową (Jan Szomburg, Bohdan Wyżnikiewicz), Niezależny Ośrodek Badań Ekonomicznych (Witold Orłowski) oraz Centrum im. Adama Smitha (którym przez wiele lat kierował prof. Jan Winiecki).
- Naszą siłą jest ścisły związek z praktyką życia gospodarczego. Mniejszy wpływ na bieżącą politykę ekonomiczną mają uniwersyteckie ośrodki badawcze, z natury trochę odseparowane od rzeczywistości - mówi prof. Witold Orłowski z NOBE. Przypomina też, że najważniejsze od kilku miesięcy tematy polskich sporów ekonomicznych - złe tendencje na rachunku bieżącym bilansu płatniczego i prawdopodobieństwo wystąpienia kryzysu walutowego - zostały zasygnalizowane przez niezależnych analityków już w połowie 1996 r.
- Politycy liczą się z naszymi opiniami, choć rzadko się do tego przyznają. Wiem na przykład, że poważnie traktują eksperckie oceny ostrzegawcze - mówi Bohdan Wyżnikiewicz. Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku, ubolewa, że wśród znanych instytutów badawczych nie ma nawet jednego o orientacji lewicowej. Ciekawe byłoby - jego zdaniem - zderzanie liberalnych zaleceń z receptami lewicowymi.

W cieniu Balcerowicza
W opinii większości zachodnich komentatorów polskiej gospodarki, żaden polski polityk, ekspert ani ośrodek analityczny nie jest tak wpływowy i opiniotwórczy jak Leszek Balcerowicz. Lider Unii Wolności był gospodarczym dyktatorem dziesięć lat temu w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. W gabinecie Jerzego Buzka nie miał już tak dużych możliwości nieskrępowanego działania. Natrafiał na zorganizowany opór nie tylko lewicowej opozycji, ale także części posłów AWS.
Wpływ będącego poza rządem Balcerowicza na polską gospodarkę jest jednak nadal bardzo duży. Każdą formułowaną przez niego ocenę działań rządu AWS światowe kręgi gospodarcze traktują bardzo poważnie. W dodatku partia byłego wicepremiera będzie języczkiem u wagi podczas głosowania nad budżetem na 2001 r. Minister finansów Jarosław Bauc ma wyraźne kłopoty z zaplanowaniem przyszłorocznego deficytu ekonomicznego na obiecywanym wcześniej poziomie 1,6 proc. PKB (który Balcerowicz i tak uznał za zbyt duży). Jeśli rząd wystąpi z projektem, w którym deficyt zostanie podniesiony do 1,9 proc. PKB, Balcerowicz z pewnością będzie namawiał posłów UW do głosowania przeciw ustawie.
Według członka Rady Polityki Pieniężnej Grzegorza Wójtowicza, sukces planu Balcerowicza na początku lat 90. był możliwy także dlatego, że wicepremier współpracował z bardzo dobrym zespołem znawców polityki fiskalnej i monetarnej. - W tej chwili przydałby się Polsce zespół zdolny nie tylko do kreowania polityki makroekonomicznej, ale też opracowujący koncepcję wielkich zmian strukturalnych, na przykład w górnictwie, hutnictwie czy na rynku pracy - mówi Wójtowicz.

Słaby rząd
- Dziś rządzi nami swoisty duch czasu, któremu nawet Balcerowicz nie potrafił się przeciwstawić. Sprawia on, że monopole w gospodarce nie ustępują, że system, w którym muszą działać małe firmy, jest bardzo skomplikowany, że umacniają się grupy interesów powstające na styku polityki i biznesu - twierdzi Krzysztof Dzierżawski z Centrum im. Adama Smitha. - W tej chwili nie ma w Polsce osoby wyznaczającej główne kierunki polityki makroekonomicznej. Nie można też, niestety, powiedzieć, że gospodarką rządzi rynek. Powiedziałbym, że często rządzi nią przypadek - ocenia Janusz Jankowiak.
Minister Bauc nie ma tak silnej pozycji jak jego poprzednik i to nie tylko dlatego, że wicepremierem do spraw ekonomicznych został szef resortu gospodarki Janusz Steinhoff. - Bauc to sprawny fachowiec, ale niestety bez oparcia politycznego. Jest niewolnikiem trudnego budżetu i niewolnikiem niewygodnego układu parlamentarnego, jak każdy minister finansów działający w rządzie mniejszościowym - zauważa Wyżnikiewicz.
Każdy, kto chce poznać rokowania dotyczące przyszłości polskiej gospodarki, już od kilku miesięcy mniej skupia się na wypowiedziach ministrów, a bardziej na opiniach pozarządowych. - Po odejściu Balcerowicza trudno się zorientować, kto w tym rządzie ma najwięcej do powiedzenia. Minister Bauc wiele nie może, a Steinhoff, choć jest wicepremierem, nie ma narzędzi, by dyktować warunki - twierdzi Jankowiak.
Niejasne są poglądy nowego ministra skarbu Andrzeja Chronowskiego, który wpływa na ogólną sytuację gospodarczą, rozporządzając majątkiem narodowym. Wspominał ostatnio o możliwym łączeniu PKN Orlen z Rafinerią Gdańską, o konsolidacji hut i o tworzeniu holdingu Polski Cukier. Bardzo zadowoleni z faktu, że Chronowski zastąpił Emila Wąsacza, są twórcy koncepcji powszechnego uwłaszczenia, posłowie AWS Tomasz Wójcik (chemik) i Adam Biela (psycholog). - Jeśli na tematy gospodarcze wypowiadają się posłowie, o których świat biznesu i finansów wie, że są laikami, to 99 ze 100 ich wypowiedzi puszcza się mimo uszu - bagatelizuje sprawę prof. Orłowski. Jankowiak mówi zaś, że oceniać ministra Chronowskiego będzie można dopiero po pierwszych jego działaniach.

Górą rada
W dzisiejszej sytuacji, gdy wyjątkowo słabym ogniwem życia gospodarczego pozostaje polityka fiskalna, silną władzę ekonomiczną zdobywa Rada Polityki Pieniężnej. Członkowie RPP, w większości - co podkreśla się w środowisku analityków - bardzo dobrzy znawcy ekonomii, wielokrotnie pozostawali głusi na sugestie niezależnych ekspertów. Zanim pod koniec sierpnia RPP podniosła stopy procentowe, w sens i skuteczność takiego posunięcia powątpiewał prof. Orłowski z NOBE, zaś Gronicki i Antczak z CASE bez ogródek stwierdzali, że byłoby ono pozbawione podstaw ekonomicznych.
- W kombinacji polityki pieniężnej i fiskalnej, czyli w policy mix, środek ciężkości przesunięty jest teraz na tę pierwszą. Z teoretycznego punktu widzenia polityka monetarna jest bardzo ostra, ale praktyka gospodarcza nie pozwala na inną. Ktoś musi kontrolować popyt i robi to RPP - stwierdza Wójtowicz. - Znaczenie decyzji RPP jest w Polsce duże, gdyż nadal mamy wysoką inflację. Zmaleje ono, gdy za kilka lat inflacja spadnie do 3 proc., a zwłaszcza wtedy, gdy Polska jako członek Unii Europejskiej podporządkuje się wspólnej polityce monetarnej - przypomina Janusz Jankowiak.
Medialna i polityczna aktywność niemal wszystkich członków RPP budzi wiele zastrzeżeń. Mnożą się bowiem ich publiczne wypowiedzi poprzedzające ważne posiedzenia rady. Rynek próbuje z nich wywróżyć, co się za chwilę stanie.- Staliśmy się "modni" i dlatego jesteśmy często proszeni o wypowiedzi na tematy, którymi RPP na co dzień się nie zajmuje - tłumaczy Grzegorz Wójtowicz. Jankowiak jest zdania, że doraźne komentarze poszczególnych analityków reprezentujących banki czy inne instytucje finansowe nie mają większego wpływu na tendencje gospodarcze. Podkreśla, że bodaj jedyną osobą z grona doradców rządowych i resortowych, której wypowiedzi dużo znaczą, jest prof. Stanisław Gomułka z London School of Economics, szczególnie uważnie słuchany, gdy sytuacja gospodarcza jest niepewna. Wyjątkowa pozycja prof. Gomułki wynika także z tego, że jest ulokowany blisko ministra finansów i po prostu dużo wie.
Większego znaczenia nie ma natomiast w tej chwili Rada Strategii Społeczno-Gospodarczej, kierowana przez prof. Jana Mujżela, działająca od lat przy premierze, choć faktycznie pozostająca pod skrzydłami kolejnych wicepremierów-ekonomistów. - Wpływy naszej rady maleją od czasu, kiedy wicepremierem przestał być Grzegorz Kołodko. Potrafił on o północy telefonować do prof. Mujżela i spierać się o tezy przez nas stawiane. Następcy Kołodki - Marek Belka i Leszek Balcerowicz - niezbyt interesowali się naszą działalnością - mówi prof. Elżbieta Mączyńska.
Marek Belka od kilku lat, doradzający prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, nadal uznawany jest za osobę wywierającą duży wpływ na gospodarkę. To on skutecznie namawiał prezydenta, by zawetował ustawę uwłaszczeniową (co liberałów ucieszyło), ale także do odrzucenia pod koniec 1999 r. rządowego programu zmniejszania podatków, forsowanego przez ówczesnego wicepremiera Leszka Balcerowicza. Co ciekawe wszakże, Jarosław Bauc nie ukrywa dziś, że utrzymanie wysokich podatków pomoże mu stworzyć budżet na przyszły rok.

 
Więcej możesz przeczytać w 43/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0