Piękna choroba

Piękna choroba

Kultura konsumpcyjna stworzyła dla kobiet piątą porę roku
Shopoholizm - przymus wydawania pieniędzy, nałóg kupowania - dotarł już do Polski. Wcześniej stał się nierozłącznym elementem wolnego rynku z bogactwem produktów, agresywnymi kampaniami reklamowymi, inteligentnie prowadzonymi akcjami promocyjnymi. Na wydziale medycyny Uniwersytetu Iowa opracowano nawet lek antyzakupowy, który osłabia pęd do nabywania. Co ciekawe, szał kupowania ogarnia nie tylko najlepiej zarabiających, ale również tych, którzy z trudem wiążą koniec z końcem.
- Impulsywne nabywanie dotyczy zarówno bezrobotnych, jak i posiadaczy złotych kart kredytowych. I jedni, i drudzy w ten sposób rozładowują stresy i lęki - twierdzi prof. Roch Sulima, antropolog kultury. Nawet ludzie, którzy mówią, że żyje im się gorzej niż kiedyś, bardzo się w ostatnich latach doposażyli - przekonują analitycy rynku. Wydają oszczędności. - To syndrom biedaka - wyjaśnia socjolog Jerzy Głuszyński, szef Instytutu Badania Opinii i Rynku Pentor. - Mało zarabia, ale kiedy wpada mu nieco grosza, kupuje magnetowid czy choćby czajnik elektryczny. W ten sposób broni się przed degradacją społeczną.
- Najwięcej kupuję po dłuższej przerwie. Wtedy decyduję się na rzeczy często niepotrzebne - przyznaje 24-letnia Katarzyna Miołek, ekspedientka. - Uzależniłam się od zakupów, gdy kolorowe magazyny zaczęły publikować sesje mody z cenami ubrań i adresami sklepów - mówi 27-letnia Donata Kwiecińska z Warszawy. - Przeglądam je i natychmiast biegnę do butiku. Stałam się obsesyjną poszukiwaczką nowości.
- Nałóg ten opanowuje ludzi, których układ serotonergiczny - odpowiedzialny za kontrolę impulsów - jest mniej aktywny. Z powodu niskiego poziomu serotoniny w organizmie nie potrafią walczyć z uzależnieniem - tłumaczy dr Bogusław Habrat z Instytutu Psychiatrii i Neurologii. Prócz bogactwa towarów jednym z powodów wielkiego kupowania jest tzw. efekt naśladownictwa (sąsiad ma, to i ja muszę mieć).
- Zakupy mają w sobie coś ze spontanicznej ekspresji. Pozwalają też odreagować czasy PRL, w których pani sklepowa czuła się raczej jak przedstawiciel wojewody niż ekspedientka. W kulturze konsumpcyjnej swoją cywilną odwagę demonstrujemy, wybierając towary w centrum handlowym. Zakupy są jak czyn, występ, niekoniecznie zaś zaspokajają podstawowe potrzeby - uważa prof. Sulima. Do powstania tego zjawiska przyczynił się również rozwój rynku reklamy. Jej ofiarą padają głównie osoby łatwo poddające się wpływom. Są przekonane, że kupione dobra automatycznie przeniosą je we wspaniały świat wideoklipów. Z czasem stają się nałogowcami.
Na Zachodzie tzw. obsessive shopping od kilku już lat traktowane jest jak choroba. Leczy się je za pomocą psychoterapii bądź leków prozacopodobnych. Psychiatrzy z kalifornijskiego Uniwersytetu Stanforda podkreślają, że chodzenie po sklepach przesłania nałogowcom inne zajęcia. Liczą się tylko zakupy i związane z nimi emocje. "Osoby uzależnione wybierają rzeczy, których potem nawet nie otwierają. Czerpią przyjemność z samego nabywania. Często nawet nie pamiętają o swoich szaleństwach" - tak charakteryzuje to zjawisko dr Lorrin Koran na łamach "The Guardian". Satysfakcja jest jednak krótkotrwała. - Szybko pojawiają się wyrzuty sumienia, złość, smutek. Kompulsywne kupowanie nie poprawia samopoczucia, ale nasila stres i niepokój, bo wpędza nałogowców w długi - tłumaczy prof. Ruth Engs z Uniwersytetu Indiana. Według prowadzonych przez nią badań, rekordziści w ciągu tygodnia zadłużają się nawet na 10 tys. USD. W Holandii działają już ośrodki terapeutyczne dla zakupoholików, z których większość stanowią osoby słabo wykształcone, nie potrafiące zarządzać własnymi pieniędzmi. Wśród maniaków przeważają kobiety. Jak wynika z badań uczonych z Uniwersytetu Stanforda, nałogowemu bieganiu po sklepach poddaje się 90 proc. ankietowanych pań i 10 proc. mężczyzn. - Kultura konsumpcyjna stworzyła dla kobiet piątą porę roku. Zyskały one w centrach handlowych psychologiczny azyl. Mogą się w nich czuć jak przed lustrem w wielkich przymierzalniach. Wszystko, co jest do kupienia, jest do wypróbowania, zważenia w dłoni. To jakby oglądanie dotykiem. Widziałbym w takich zakupach wyładowanie stłumionej przez cywilizację potrzeby dotyku - uważa prof. Sulima.
Panie wybierają głównie ubrania, kosmetyki, biżuterię i drobiazgi do domu, panowie - sprzęt elektroniczny i sportowy oraz skomplikowane zabawki. - Wynika to stąd, że kobiety tradycyjnie odpowiedzialne są za robienie zakupów. Nasza kultura przypisała im taką właśnie rolę - uważa prof. Zdzisław Mach, socjolog i antropolog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego zdaniem, nadmierne zakupy są domeną pań niedowartościowanych w życiu rodzinnym. - Jeśli nie są aktywne, nieustannie chodzą po sklepach i wpadają w spiralę konsumpcjonizmu - dodaje prof. Mach. Psycholog Anna Perzyńska, specjalizująca się w leczeniu nałogów w Praskim Centrum Odwykowym, wspomina 40-letnią bezrobotną kobietę, która uzależniła się od kupowania ubrań. - Była to reakcja na frustrację związaną ze zrywaniem z innym nałogiem. W sklepach traciła poczucie czasu. Początkowo poprawiało jej to nastrój, ale gdy zaczęła zaniedbywać rodzinę, popadła w jeszcze większą depresję.
- Zakupoholizm można zaliczyć do nerwic związanych z życiem codziennym. Nałóg zaczyna się wówczas, gdy odczuwamy przymus przebywania w supermarkecie czy butiku. Osoby te nie idą po konkretną rzecz, lecz by sięgać po kolejne niepotrzebne produkty - mówi dr Paweł Wójcik, psycholog.
- U nas ten problem nasili się wraz z popularyzacją kart kredytowych, które ułatwiają nie kontrolowane wydawanie - ocenia Dominika Maison, psycholog z Uniwersytetu Warszawskiego.
- Jestem jak sroka: kupuję wszystko, co się błyszczy, a szczególnie biżuterię - mówi Agnieszka Nowak, 22-letnia studentka. - Wychodzę na obiad, a wracam z nowymi świecidełkami.
- Nie tylko kobiety lubią biegać po sklepach. Powinniśmy odrzucić stereotyp mężczyzny stroniącego od zakupów - zauważa Robert Serek z Lubiąża, wykładowca w warszawskiej Szkole Głównej Handlowej. Do sklepu wchodzi, by pooglądać rzeczy, a wychodzi zeń najczęściej z nową parą butów bądź kolejną bluzą.
- Mam tyle butów, że przestałem je już liczyć. Problem sprawia mi upychanie ich w szafie. Czy mam z tego powodu wyrzuty sumienia? Nie. Uwielbiam wyszukiwać oryginale rzeczy - przyznaje. Gdy wracał z Meksyku do Polski, zatrzymał się w Atlancie tylko po to, by kupić kilka skate’owych ubrań. Marcin Czech, menedżer:
- Kupowanie mnie wciąga. Gdy wchodzę do supermarketu po bułkę i kasetę magnetofonową, wychodzę z zakupami za kilkaset złotych. Na aparat fotograficzny chciałem wydać 700 zł, a skończyło się na 3 tys. zł. Ale prawdziwym maniakiem staję się w sklepie sportowym. Łapię się na haczyk kolejnych promocji, za radą sprzedawcy sięgam po lepsze i droższe modele.
- Często to właśnie mężczyźni biją rekordy przy robieniu zakupów. W sezonie zostawiają u nas po 70 tys. zł.
Kolejny garnitur czy koszula z danej kolekcji poprawiają im samopoczucie - twierdzi Jerzy Mazgaj, szef salonów firmowych m.in. Hugo Boss i Kenzo.
Podczas gdy na Zachodzie szaleństwo nabywania ogarnia głównie mieszkańców dużych miast, w Polsce dotyczy wszystkich. Wizyta w supermarkecie jest nierzadko jedynym sposobem spędzenia wolnego czasu.
- Wychodzi się do niego jak na skwer, gdzie można spotkać znajomych, spędzić czas z rodziną. Łatwo demonstrujemy tu sukces życiowy: wszyscy widzą, że stać nas na kupowanie. Czy jest to naganne? Zakupy rozbudzają potrzeby, bez których społeczeństwa umierają - uważa prof. Mach. - Dla wielu są formą łatwej rozrywki. Szczególnie osoby gorzej zarabiające wolą wydać kilkadziesiąt złotych w sklepie na coś konkretnego niż przeznaczyć je na kino czy pobyt w sali gimnastycznej - dodaje Dominika Maison. - Konsumpcjonizm ma rzeczywiście charakter neurotyczny. W małych miejscowościach kliniką neuroz bywa właśnie supermarket. W kupowaniu i posiadaniu ukrywamy nasze kłopoty. Ale w szale nabywania jest coś z zabawy w baśniowy świat możliwości, wyzwolenia się od pospolitych konieczności. Takie szalone zakupy można określić krótko: piękna choroba - podsumowuje prof. Sulima.

 
Okładka tygodnika WPROST: 43/2000
Więcej możesz przeczytać w 43/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0