Noblista znikąd

Noblista znikąd

Sztuka przetrwania i obrony godności
Kiedy ogłoszono, że literacką Nagrodę Nobla dostał w tym roku chiński pisarz Gao Xingjian, na sali zapadła cisza. Wprawdzie wkrótce rozległy się obowiązkowe oklaski, ale ta chwila milczenia ujawniła niezwykłość sytuacji. Znaczna część zebranych po prostu nie wiedziała, kim jest laureat, niewielu czytało jego książki.
Urodzony w 1940 r. we wschodnich Chinach, syn aktorki i urzędnika bankowego, ukończył studia romanistyczne w Pekinie i już jako student zainteresował się teatrem awangardowym. W czasie rewolucji kulturalnej znalazł się w obozie reedukacyjnym, do 1979 r. nie mógł publikować, nie pozwalano mu też wyjeżdżać za granicę. Jego późny teatralny debiut "Signal Alarm" (1982 r.) został przez władze ostro skrytykowany, a napisany w 1983 r. "Przystanek" zdjęto po paru przedstawieniach.
W 1986 r. zakazano wystawiania jego sztuk. Wówczas pisarz ruszył w wielomiesięczną wędrówkę po chińskiej prowincji Sichuan. Napisał po francusku autobiograficzną powieść "Góra dusz", mówiącą wiele o jego osobowości i filozoficznych poglądach. Podobną książką jest "One Man’s Bible" ("Biblia samotnego człowieka"). Sztuka przetrwania i obrony godności jednostki to główny motyw w twórczości tego pisarza, który dobrze poznał presję zbiorowości. W roku 1987 opuścił Chiny, osiedlił się w Paryżu. Stoik, powściągliwy, zrównoważony emocjonalnie, zdyscyplinowany w pracy, mędrzec, który wie, co jest ważne pośród tylu nieważnych rzeczy i spraw świata. Po masakrze na placu Niebiańskiego Spokoju wystąpił z partii komunistycznej. Napisał wówczas dramat "Ucieczka", podejmujący temat przemocy i buntu, zareagował nim (jedyny raz) na aktualne wydarzenia. Mówi, że polityką się nie interesuje. Do dzisiejszych Chin nie zamierza wracać, od trzech lat ma obywatelstwo francuskie. Jest więc Chińczykiem, Azjatą i Europejczykiem. Poprzez liczne podróże, uczestnictwo w kongresach intelektualistów, międzynarodowych festiwalach sztuki stał się obywatelem świata.
Spotkanie z najbardziej tajemniczym noblistą dopiero nas czeka. W Polsce nie przetłumaczono żadnej jego powieści. Nawet w Szwecji, gdzie mieszka wielu Chińczyków i gdzie tłumaczem Gao jest Goran Malmquista, członek Szwedzkiej Akademii, wydaje się teraz z pośpiechem "Biblię samotnego człowieka". Gao Xingjian bardziej znany jest jako dramaturg, jego sztuki były tłumaczone i wystawiane w Szwecji, Niemczech, USA, Austrii, Francji, Hongkongu, Tajwanie. W Polsce Edward Wojtaszek, reżyser i tłumacz, wystawił w 1994 r. "Ucieczkę" w Teatrze Polskim w Poznaniu. Xingjian był u nas przez trzy dni jesienią tamtego roku. Wojtaszek przetłumaczył także i wystawił w 1996 r. drugą sztukę tego autora: "Na krawędzi życia".
Jedynymi tekstami, które mogłam zdobyć z dnia na dzień, były dwie sztuki Xingjiana, wydrukowane w "Dialogu" (1987 i 1994): "Przystanek" w tłumaczeniu sinologa Jerzego Abkowicza oraz "Ucieczka" przełożona z francuskiego przez Tomasza Łubieńskiego. Czyta się te utwory z mieszanymi wrażeniami, uznanie przeplata się z lekkim rozczarowaniem. "Przystanek" (Pekin, 1982 r.) wydaje się teatralnie ciekawszy od "Ucieczki". Daje pojęcie o awangardowej wyobraźni autora, który z banalnej sytuacji czekania wielu osób na przystanku uczynił sztukę niezwykłą. Wszyscy mówią tu jednocześnie, co jest realistyczne, a zarazem groteskowo absurdalne. Wątki rozmów plączą się, urywają, powracają, gubimy się w nich; wytwarza się szczególne napięcie. Dodać do tego trzeba warkot i klaksony samochodów oraz brzmiącą gdzieś muzykę.
W końcowych uwagach do "Przystanku" autor pisze: "Jest to eksperyment sztuki wielodźwiękowej. Głosy i dźwięki brzmią jednocześnie. (...) Niniejsza sztuka stara się jeszcze ściślej powiązać współczesny teatr ze współczesną poezją. Ludzie na przystanku mówią, by mówić, bo czekali na autobus, czekali, aż zapomnieli po co". Echo Becketta? "Ucieczka" jest sztuką związaną z wydarzeniami na placu Niebiańskiego Spokoju; akcja rozgrywa się w noc masakry. W didaskaliach autor mówi: "Rzecz dzieje się w opuszczonym składzie w sercu wielkiego miasta", i nie wymienia jego nazwy. Ale czołgi miażdżące ludzi, żołnierze strzelający do studentów - to nie zostawia wątpliwości. Przed zagładą uciekły trzy osoby: dziewczyna, chłopak i mężczyzna koło czterdziestki. Młodzi zalani są krwią ofiar, ich ubranie oblepia mózg kogoś zabitego.
Potem sztuka przechodzi w długi dialog między młodym buntownikiem i sceptycznym zmęczonym czterdziestolatkiem, który tłumaczy: "Twoja walka o wolność prowadzi tylko do śmierci, równa się samobójstwu. Komu potrzebne jest takie zwycięstwo? Musimy uciekać, ty, ja, taka jest prawda... uciekać, taki nasz los, twój i mój. Ludzki los".
Zmęczony wszystkim mężczyzna jest pisarzem, mówi mądrze, za mądrze. Broni swojej wolności, jakby mógł ją obronić w takiej epoce, w takim państwie! Nie ufa nikomu, Boga nie ma, życie to przypadek: "Żaden ruch nie ma sensu, jeśli prowadzi do masakry. (...) Wojskowi i politycy zmanipulowali wasz ruch studencki. Uciekam od każdej tzw. woli zbiorowej. Mam jeden cel: uratować siebie!".
W tak straszną noc dywagują w ciemnej kryjówce, jakby siedzieli w paryskiej kawiarni obok Sartre’a i Camusa. Może teatr potrafi dodać temu grozy, w czytaniu owa długa dyskusja wydaje się retoryką. Pozostaje czekać na powieści laureata Nobla.

 
Okładka tygodnika WPROST: 43/2000
Więcej możesz przeczytać w 43/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0