Koniec żartów

Koniec żartów

Jeżeli premierowi Buzkowi nie uda się przed Bożym Narodzeniem pogodzić zwaśnionych partii polskiej prawicy, już w pierwszą niedzielę stycznia 2001 r. misji mediacyjnej - na prośbę sekretarza generalnego ONZ Kofiego Annana - podejmie się Bill Clinton, mający przerwę w rokowaniach izraelsko-palestyńskich i mediowaniu między Ehudem Barakiem i Jaserem Arafatem. W razie trudności Clintona mają wesprzeć Madeleine Albright, Richard Holbrooke i Javier Solana.
Przygotowania do pierwszej rundy negocjacji polsko-polskich trwają w Camp David, do drugiej - w Wye Plantation, a do trzeciej - w kurorcie Szram el Szejk. Cały cywilizowany świat (i mniej więcej połowa niecywilizowanego) wstrzymał oddech, oczekując na wyniki rokowań: czy Jan Maria Rokita (SKL), Stanisław Zając (ZChN) i Antoni Tokarczuk (PPChD) spotkają się z Marianem Krzaklewskim (vide: "Solidarność w akcji")? Czy Marian Krzaklewski kiedykolwiek zrezygnuje z kierowania czymkolwiek? Czy kierownictwo w AWS będzie kolegialne, rotacyjne, tajne, czy żadne? Czy powtórnie zjednoczona AWS będzie pierwszym w historii świata ugrupowaniem politycznym nie mającym wspólnego poglądu w żadnej sprawie? I co na to wszystko RS AWS i "Solidarność"? Spodziewając się - mimo trudności - sukcesu w rokowaniach pod auspicjami Clintona, ręce zacierają warszawscy sprzedawcy pamiątek: oprócz oferowanych turystom na Krakowskim Przedmieściu fragmentów "okrągłego stołu" mają nadzieję zaproponować wkrótce następny przebój - kawałki "muru prawicy". Z kolei ze Sztokholmu napływają pierwsze nieoficjalne informacje, że ten, kto pogodzi zwaśnione partie AWS, w przyszłym roku jest niemal pewnym kandydatem do Pokojowej Nagrody Nobla... Chocholi taniec polskiej prawicy byłby być może zabawny, gdyby nie "widmo, widmo krachu krążące nad Polską". "Polsce grozi poważny kryzys finansowy" - ostrzega Michał Zieliński (vide: "Stan przedzawałowy"), wyliczając jego zwiastuny: spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego; rosnące bezrobocie (z obecnych 16 proc. do 18-20 proc. za kilka miesięcy); inflacja sięgająca 10 proc.; wysoki (ponad 7 proc.) deficyt na rachunku obrotów bieżących; wysoki deficyt finansów publicznych wyrażający się - poza oficjalnym deficytem budżetu centralnego - długami funduszy celowych (ZUS, kasy chorych), samorządów lokalnych, sfery budżetowej i przedsiębiorstw państwowych; niższe od planowanych (o 2-3 mld zł) tegoroczne wpływy z podatków VAT i PIT; spadające niemal o 3 proc. rocznie inwestycje; problemy ze skonstruowaniem przyszłorocznego budżetu; topniejące rezerwy dewizowe Polski; coraz niższe przewidywane wpływy z prywatyzacji i gwałtownie rosnące od przyszłego roku wydatki związane z przystąpieniem do UE, a wkrótce także te związane z obsługą zadłużenia zagranicznego.
"Polska gospodarka zaczęła zjeżdżać po równi pochyłej. Gdzie się zatrzyma?"- pyta w swoim artykule Michał Zieliński, a premier Buzek zamiast się koncentrować na poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie i na szukaniu dróg wyjścia z trudnej sytuacji ekonomicznej przez kilkanaście dni krążył między obrażonymi na siebie liderami RSAWSSKLZChNPPChD, próbując zaprosić ich do wspólnej piaskownicy. A niemal wszyscy pozostali politycy prawicy, zamiast się zajmować ustalaniem, jak nie dopuścić w 2001 r. do dwudziestoprocentowej inflacji, 25-procentowego bezrobocia i dolarów po sześć złotych (albo jeszcze drożej), uparli się, by powtórzyć "czeski błąd". "Nasze polityczne elity cechowała zaściankowość, szowinizm i pycha, która pchała nas nawet do pouczania innych. Byliśmy najlepsi, upojeni powodzeniem, rzekomymi sukcesami reform, głusi na ostrzeżenia i sygnały zbliżającego się krachu. Aż nagle obudziliśmy się w środku kryzysu - bezradni" - przyznał w 1997 r., krótko po wybuchu kryzysu w Czechach, prezydent Vaclav Havel. Jak się to skończyło dla rządzącej wówczas w Czechach koalicji - wiadomo.
"Jedyną szansą Polski na uniknięcie czeskiego scenariusza z 1997 r. i węgierskiego z 1994 r. jest utwardzenie polityki gospodarczej, czyli dokonanie zdecydowanych cięć w wydatkach budżetowych, wzmocnienie dyscypliny ściągania podatków, rozbicie monopoli (na przykład paliwowego i telekomunikacyjnego), szybkie dokończenie prywatyzacji i przygotowanie się do obniżenia podatków PIT" - konkluduje Michał Zieliński. "Wiele jednak wskazuje na to, że ani politycy sprawujący władzę obecnie, ani ci, którzy już na wiosnę zamierzają ją przejąć, nie dostrzegają skali zagrożeń". Jeśli tak jest w istocie, polskiej prawicy nie pomoże już ani Bill Clinton, ani Madeleine Albright, ani Richard Holbrooke, ani Javier Solana, ani nawet Jan Paweł II. A nas wszystkich niech Bóg ma w swojej opiece.
Okładka tygodnika WPROST: 44/2000
Więcej możesz przeczytać w 44/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0