Sojusz Podległych Państw

Sojusz Podległych Państw

Jednym z pierwszych posunięć prezydenta Putina po objęciu stanowiska było zlikwidowanie Ministerstwa do spraw Wspólnoty Niepodległych Państw
Rozbicie fikcyjnego bytu nie oznaczało jednak rezygnacji z wpływów w dawnych republikach. Przeciwnie, wszystkie kraje, które niegdyś zapragnęły niepodległości, przeżywają dziś poważny kryzys, dziwnie splatający się z polityką zagraniczną Kremla.
Wspólnota była - jak uważa politolog Aleksiej Muchin - pomysłem na wypełnienie pustki w świadomości mieszkańców byłego ZSRR, nieudolnym wskrzeszeniem idei internacjonalizmu, poczucia jedności losu mieszkańców Taszkientu, Kiszyniowa i Mińska. Kilka tygodni temu Rosja ogłosiła jednak, że wystąpi z układu biszkekskiego i wprowadzi wizy, przynajmniej dla mieszkańców niektórych krajów WNP. Ale nie oznacza to, że Putin zrezygnował z poszerzania wpływów. Przeciwnie, prezydent umocnił pozycję Rosji i odbudowuje dawny sojusz dużo efektywniej niż Borys Jelcyn i na znacznie korzystniejszych dla siebie zasadach. Szachując poszczególne rządy - w zależności od potrzeb - wizami, dostawami energii albo broni.


Broń gazowa
- Putin jest bardziej pragmatyczny, a przez to skuteczniejszy niż Borys Jelcyn - uważa Aleksiej Muchin. Czasy, kiedy każda polityczna decyzja krajów wspólnoty oznaczała wypłaty z rosyjskiego budżetu, minęły bezpowrotnie. Wszystkie kraje byłego ZSRR coś są winne Moskwie i te najbardziej niepokorne - Ukraina, Mołdawia i Gruzja - najboleśniej odczuwają naciski kremlowskiego komornika, ale nie tylko one. Podczas niedawnego spotkania z najwierniejszym z wiernych, prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką, Putin miał zażądać zwrotu 200 mln USD za tranzyt rosyjskiego gazu. Długu, o którym nikt nie wiedział. Odpowiedzią Łukaszenki miały być słowa: "Za obronę zachodniej granicy Rosja jest winna Białorusi co najmniej miliard".
Białoruś może i pozostaje najwierniejszym sojusznikiem Rosji, ale Kreml nie chce pełnej integracji z biedniejszym sąsiadem, do którego trzeba wiecznie dopłacać. Moskwie zależy na wierności państw satelickich i gotowa jest za to nagradzać. Białoruś za swoje posłuszeństwo może dostać rurociąg, który ominie wiecznie zbuntowaną Ukrainę. Putin zdaje się genialnie rozgrywać swoje interesy między Mińskiem a Kijowem.
Polityka stosowania "broni gazowej" wobec Ukrainy już przynosi efekty. Powstało konsorcjum, które ma się zająć budową gazociągu na Zachód, i bez względu na determinację polskich polityków projekt taki zapewne powstanie, a jeżeli nie, to przynajmniej zmusi ukraińskie władze do zmiany stosunku wobec Rosji. Jeśli polityka Kuczmy była choćby w płaszczyźnie werbalnej prozachodnia, to sprawa gazociągu z powrotem popchnęła go w objęcia Wielkiego Brata. Sytuacja wydaje się prosta: Ukraina jest winna za gaz, jak twierdzą Rosjanie, 2,5 mld USD. Na samym jego tranzycie zarabiała krocie; wystarczy podać, że 1000 m3 rosyjskiego gazu na granicy rosyjsko-ukraińskiej kosztowało prawie 50 USD, a po opuszczeniu Ukrainy - ponad 100 USD. Do czasu prezydentury Putina zadłużenie wciąż było prolongowane. Nowi władcy Kremla powiedzieli wprost: albo będziecie płacić, albo zakręcimy kurki. Ukraiński prezydent musiał się zgodzić na wpisanie zadłużenia w poczet długu państwowego i przekazanie Gazpromowi gazociągów na terytorium Ukrainy. Michaił Leontiew, publicysta państwowej telewizji ORT, skomentował to słowami: "Nareszcie pan Kuczma zobaczył, że Ukraina może istnieć bez Zachodu, a bez Rosji nie".

Skazani na Rosję
Nie tylko Kuczma uzmysłowił sobie, że nie może żyć bez Rosji. Bolesną lekcję nowej doktryny Putina przeszli też prezydenci Uzbekistanu, Tadżykistanu, Kazachstanu i Kirgistanu. Niespodziewanie wszystkie rządy poczuły się bardzo zagrożone ożywionymi atakami radykałów islamskich talibów, którzy już zajęli 95 proc. powierzchni Afganistanu i stanęli na granicy z byłymi azjatyckimi republikami radzieckimi. Nagle odkurzono umowę o kolektywnym bezpieczeństwie, podpisaną w 1992 r. i zakładającą pomoc wojskową w walce z zagrożeniem zewnętrznym wszystkich związanych nią państw. Prezydent Uzbekistanu Islam Karimow, który wycofał się z układu, ponownie do niego przystąpił.
Byt wszystkich państw Azji Środkowej zależy wyłącznie od wojskowej siły Rosji - ani oddzielnie, ani razem kraje te nie mogą sobie poradzić nawet z wewnętrzną opozycją islamską, a co dopiero z bardzo sprawną armią talibów. Na granicy tadżycko-afgańskiej stacjonuje 201 Dywizja Armii Rosyjskiej, która niedawno otrzymała status stałej bazy wojennej. Reżimy w krajach Azji Środkowej z różnych przyczyn ekonomicznych i strategicznych nie mogą otrzymać wojskowej pomocy od Zachodu, tak więc Rosja staje się ich jedynym sojusznikiem. Tym bardziej że Kreml nie pyta o przestrzeganie praw człowieka i reguł demokratycznych, z czym - oględnie mówiąc - środkowoazjatyccy satrapowie mają problemy. O tym, że dużo przyjemniej i łatwiej rozmawiać z Moskwą niż z Zachodem, przekonał się prezydent Turkmenii. Głównym bogactwem jego kraju jest gaz, który republika ta eksportuje gazociągami przez Rosję. Istniały plany poprowadzenia gazociągu przez Morze Kaspijskie w kierunku zachodnim, lecz Turkmen Basza wycofał się z nich po krytyce jego autokratycznych rządów przez OBWE.

Dziel i rządź
Pod coraz silniejszymi wpływami Moskwy pozostaje również Zakaukazie. Tutaj Rosja stosuje z powodzeniem zasadę dziel i rządź, będąc głównym arbitrem w sporach lokalnych. Najpoważniejsza jest sprawa Górnego Karabachu, o który spór toczą Armenia i Azerbejdżan. Ale to Moskwa zadecyduje, co dalej będzie z tą ormiańską enklawą. Właśnie dlatego prezydenci obu zwaśnionych państw coraz bardziej zabiegają o względy Władimira Putina, godząc się nawet na ustępstwa ekonomiczne. Gajdar Alijew, prezydent Azerbejdżanu, ma na dodatek kłopoty z wewnętrzną opozycją islamską i walczy z tendencjami odśrodkowymi niektórych prowincji. Dla niego również gwarantem sprawowania władzy jest w dużej mierze rosyjska armia.
Podobne problemy ma najmniej przychylny Moskwie prezydent Gruzji, Eduard Szewardnadze. Wciąż nie jest rozstrzygnięty konflikt w Abchazji, prowincji, która ogłosiła secesję. Dzisiaj jest to quasi-państwo, choć przez nikogo nie uznawane. Do odłączenia się dąży inna gruzińska prowincja - Adżaria. Po długich negocjacjach z Gruzji wycofuje się część rosyjskiego kontyngentu. Dopóki jednak tak silne będą tendencje separatystyczne, przynajmniej kilka baz zostanie, a pomysły prezydenta Szewardnadze o przystąpieniu do NATO i Unii Europejskiej pozostaną jego niespełnionymi marzeniami. Na dodatek wprowadzone niedawno wizy wjazdowe do Rosji mogą oznaczać bezrobocie dla pół miliona pracujących tam Gruzinów. Dla państw blisko współpracujących z Moskwą, takich jak Armenia, wizy nie stanowią żadnego problemu. Kontrakty ich obywateli na stałe zatrudnionych w Rosji będą automatycznie przedłużone.
Niełatwo ma też Mołdawia. Naddniestrze jest enklawą, która nie uznaje władzy w Kiszyniowie. Wciąż pozostają tam resztki 14 Armii Rosyjskiej. Słaba ekonomiczna pozycja krajów Zakaukazia i Mołdowy tylko ułatwia wywieranie nacisków. Wszystkie są zadłużone, a wielu Azerów czy Gruzinów utrzymuje się z pracy w Rosji. W nich właśnie, a nie w handlarzy narkotyków, uderzy wprowadzenie wiz. Mołdawia, która domaga się wyprowadzenia rosyjskich wojsk, na początku października dowiedziała się też, że musi zapłacić swoje długi, w przeciwnym razie Moskwa zablokuje jej połączenia kolejowe.

Władimir Skuteczny
W niedalekiej przyszłości zlikwidowane właśnie Ministerstwo ds. Wspólnoty Niepodległych Państw z powodzeniem zastąpi rosyjska Rada Bezpieczeństwa. Wydaje się, że dla nowego prezydenta federacji umocnienie wpływów w krajach WNP jest tak samo naturalne jak centralizacja władzy w Rosji. Cel ten na pewno przyświecał także jego poprzednikowi, tylko ten nie potrafił działać tak skutecznie. Putin porzucił też pustą retorykę o "wspólnym zagospodarowaniu obszaru postradzieckiego". Chce po prostu otoczyć Rosję krajami od niej uzależnionymi. W państwach nadbałtyckich ten manewr teraz na pewno się nie powiedzie, ale samo pojawienie się nowej doktryny powinno zaniepokoić wszystkie dawne republiki, a może i niektóre państwa satelickie. 


Więcej możesz przeczytać w 45/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0