Macki "Pruszkowa"

Macki "Pruszkowa"

Rozbicie najgroźniejszego polskiego gangu ogłoszono przedwcześnie
Dalszy pobyt w więzieniu 26-letniego Ryszarda Niemczyka był groźny nie tylko dla gangu pruszkowskiego, ale też dla powiązanych z nim biznesmenów i polityków. Gdyby Niemczyk zaczął "sypać", za kratkami znalazłyby się osoby znane z pierwszych stron gazet. To o nich mówił minister Lech Kaczyński, gdy zapowiadał, że ujawni powiązania między przestępcami a światem biznesu i polityki. Dlatego przebywający na wolności bossowie "Pruszkowa" zrobili wszystko, by Niemczyka wydobyć zza krat. Najprawdopodobniej plan ucieczki przygotowano na bezpośrednie zlecenie Ryszarda Boguckiego, podejrzewanego o zamordowanie Andrzeja Kolikowskiego (pseudonim Pershing).
Oprócz Niemczyka i Boguckiego na wolności pozostaje jedenaście ściganych listami gończymi kluczowych postaci pruszkowskiego gangu. Spośród sześcioosobowego zarządu gangsterskiej spółdzielni w areszcie znalazło się tylko trzech szefów: Leszek D. (ps. Wańka), Janusz P. (ps. Parasol) oraz Zygmunt R. (ps. Bolo). Pozostali liderzy - Mirosław Danielak (ps. Malizna), Andrzej Zieliński (ps. Słowik) oraz Ryszard Szwarc (ps. Kajtek) - wymknęli się z wielkiej obławy przeprowadzonej w nocy z 24 na 25 sierpnia. Według poufnych informacji, jakie uzyskaliśmy, przebywają teraz w Maroku i Tunezji. Ryszard Bogucki miałby się natomiast przedostać do Brazylii, gdzie wybiera się też Niemczyk, na razie przebywający prawdopodobnie w Wiedniu. Jeżeli zbiegli bossowie korzystali z usług światowej klasy fałszerza dokumentów Emi-na J. (zatrzymanego niedawno przez antyterrorystów na szosie do Nadarzyna), ich paszporty nie wzbudziły na granicy cienia podejrzeń.
Ryszard Niemczyk został zatrzymany w styczniu tego roku. - Zarzucamy mu popełnienie - tylko od marca zeszłego roku do stycznia tego roku - piętnastu przestępstw, w tym kierowanie przestępczym związkiem zbrojnym - mówi prokurator Leszek Goławski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Niemczyk był m.in. szefem grupy, która 29 listopada ubiegłego roku napadła na konwój Prosper-Banku. Łupem bandytów padło wtedy 600 tys. zł. Specjalizował się jednak głównie w porwaniach opornych biznesmenów, którzy nie chcieli płacić mafii haraczy.
W trakcie przesłuchań jeden z zatrzymanych razem z Niemczykiem gangsterów przyznał się do udziału w zabójstwie Pershinga. Ujawnił też, że do Andrzeja Kolikowskiego strzelali Bogucki i Niemczyk. Robocza wersja śledztwa zakłada, że zabójstwo Pershinga zlecili bracia Danielakowie, którzy chcieli w ten sposób przejąć pełną kontrolę nad gangiem i pozbyć się coraz bardziej niewygodnego Kolikowskiego. Zabójstwo to zaakceptowała także grupa śląsko-krakowska, nazywana "białymi kołnierzykami", zajmująca się przemytem narkotyków i wyłudzeniami podatku VAT na olbrzymią skalę. Jednym z bossów tego gangu był Ryszard Bogucki.
W 1994 r. prokuratura w Katowicach oskarżyła go o oszustwa na ponad 7 mln zł, wyłudzenia kredytów, podrabianie czeków i przywłaszczenie od niemieckiej firmy 21 luksusowych samochodów. Po aresztowaniu wyszedł na wolność, wpłacając kaucję w wysokości 50 tys. zł. Po rozpoczęciu procesu jednak zniknął i w 1996 r. wysłano za nim pierwszy list gończy. Wtedy "zszedł do podziemia" i zorganizował grupę wymuszającą haracze, w tym od swoich byłych kolegów. Popadł w ten sposób w konflikt z Pershingiem, próbującym osłaniać przedsiębiorców oszustów, którzy mieli mu pomóc w zalegalizowaniu niektórych interesów. Sojusznikiem Boguckiego zostali wówczas bracia Danielakowie, czyli Malizna i Wańka. - Od tej chwili mogli wykorzystywać "żołnierzy" Boguckiego, jego kontakty z politykami, biznesmenami i przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości - twierdzi oficer Centralnego Biura Śledczego.
Po akcji CBŚ szef polskiej policji Jan Michna oraz minister Marek Biernacki oficjalnie ogłosili koniec "Pruszkowa". - Euforia była przedwczesna - komentuje pracownik organów ścigania znający kulisy toczącego się śledztwa. Jedynie masowe aresztowania przeprowadzone w krótkim czasie mogłyby pokrzyżować szyki kilkuset pracującym dla "Pruszkowa" żołnierzom i uniemożliwić realizację "akcji specjalnych", na przykład brawurowej ucieczki z więzienia Ryszarda Niemczyka.
Największym atutem zbiegłych gangsterów jest posiadana przez nich wiedza: nazwiska skorumpowanych polityków, zadłużonych u nich biznesmenów, pracujących dla nich prokuratorów, adwokatów, policjantów, urzędników i rejestr wypłacanych im sum. Szantażując tych ludzi, mogli się dowiedzieć o przygotowywanej przez Centralne Biuro Śledcze akcji. Inspektor Adam Rapacki, zastępca komendanta głównego policji, nadzorujący Centralne Biuro Śledcze, wyklucza jednak możliwość przecieku. - To nie wchodzi w grę. Termin akcji był tajemnicą, którą znało jedynie parę osób. Policjanci ściągnięci do akcji dopiero na kilka minut przed jej rozpoczęciem otrzymali koperty z zadaniami - mówi Rapacki. Jak jednak wytłumaczyć fakt, że nie udało się zatrzymać osób, które obserwowano i które powinny być tam, gdzie widzieli je wywiadowcy, a gdzie potem uderzyła grupa CBŚ?
Policja podejrzewa, że część poszukiwanych gangsterów - poza członkami zarządu - nadal przebywa w Polsce. Ktoś musi przecież nadzorować interesy grupy, dokonywać przesunięć kadrowych. - Ustanowiono już zastępstwa dla poszukiwanych listami gończymi osób. Kilkunastu przestępców niższego szczebla awansowało w gangsterskiej hierarchii - mówi policjant zajmujący się przestępczością zorganizowaną.
- Proces likwidowania pruszkowskich struktur, działających w wielu miejscach Polski, będzie trwał kilka lat. Rozpoczął się od aresztowania członków szczecińskiej grupy Marka K., pseudonim Oczko, rozbicia grup Krakowiaka i Carringtona. Sierpniowa akcja była uderzeniem w pierwszy szereg "Pruszkowa". Pierwszy garnitur gangu jest teraz w totalnej defensywie - twierdzi inspektor Adam Rapacki. O defensywie świadczyć ma zatrzymanie Wańki, niekwestionowanego następcy Pershinga, oraz dwóch bardzo ważnych w strukturze gangu postaci. - Ci, którzy ukrywają się za granicą, nie zarabiają, nie znają języków, tracą kontrolę nad interesami w Polsce - uważa Adam Rapacki.
Wyłapywanie członków gangu może być jednak znacznie trudniejsze, niż to wydaje się policji. Czesław Jastrzębski, ps. Łosoś, brutalny przestępca z Otwocka specjalizujący się w ściąganiu haraczy, pozostaje nieuchwytny od ośmiu lat, choć jest poszukiwany listem gończym. Niełatwo będzie też znaleźć Ryszarda Szwarca (ps. Kajtek, należącego do zarządu "Pruszkowa"), którego zdjęcie na wystawionym w pierwszych dniach września liście gończym pochodzi sprzed ponad dwudziestu lat.
Chociaż szumnie ogłoszono koniec "Pruszkowa", wcale nie skończyły się gangsterskie porachunki z udziałem "żołnierzy" tego gangu. Na początku września w Warszawie zastrzelono 31-letniego Michała P. z Rembertowa, zamieszanego w napady, rozboje i brutalne wymuszenia (aresztowano go niegdyś pod zarzutem udziału w egzekucji Wiesława N., brata Dziada, domniemanego szefa gangu wołomińskiego). Zamachowiec czekał na parkingu w pobliżu Pałacu Kultury i Nauki. Strzelał przed trzecią nad ranem, gdy Michał P. opuścił dyskotekę i zmierzał do swojego auta. Kilkanaście dni później w podwarszawskich Ząbkach strzelano do Pawła N. (ps. Mrówa), starszego syna Dziada (kula trafiła go w bark). Ranny został także 39-letni Grzegorz M. spod Ostródy oraz 24-letni Robert Ł., gangster z Lublina. W październiku w Radości zabito 47-letniego Seweryna P. (ps. Sewer), zamieszanego w nielegalny handel spirytusem.
Spektakularnej egzekucji dokonano przed dwoma tygodniami w szpitalu Wojskowej Akademii Medycznej przy ul. Szaserów w Warszawie na Andrzeju Cz. (ps. Kikir), domniemanym szefie gangu z Marek (jego grupa zajmowała się porwaniami dla okupu, napadami na tiry i hurtownie oraz wymuszaniem haraczy). Zabójca przedostał się na oddział chirurgii, gdzie kilkoma strzałami dobił rannego we wcześniejszym zamachu Kikira.
Obrona aresztowanych szefów "Pruszkowa" pochłania fortuny, podobnie jak utrzymanie zbiegów za granicą. Pozostający na wolności "żołnierze" muszą więc po prostu zarabiać. Policjanci zauważyli, że od pewnego czasu w branży hotelarskiej i rozrywkowej, w kasynach, kantorach i w handlu znacznie wzrosły stawki za "ochronę".
Na razie "Pruszków" nie doczekał się wsparcia ze strony przyjaciół z biznesowo-politycznych kręgów. Policjanci sądzą jednak, że osoby, które jeszcze niedawno korzystały z mafijnych pożyczek (z odroczonym terminem spłaty) i wypoczywały z gangsterami na wspólnych wakacjach, nie będą pozostawione w spokoju. - Od początku śledztwa nikt się nie wychylił, bo byłoby to dla nich samobójstwem - mówi inspektor Rapacki. Przyparci do muru gangsterzy nie zawahają się jednak przed szantażem. - Opinia publiczna może się spodziewać zaskakujących wydarzeń w środowiskach polskich elit politycznych i biznesowych. Nie wykluczam spektakularnych samobójstw, ucieczek i dymisji - mówi nasz informator z CBŚ.

Okładka tygodnika WPROST: 46/2000
Więcej możesz przeczytać w 46/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0