Śmiertelna głupota

Śmiertelna głupota

Postępowanie niektórych ludzi zaprzecza teorii Darwina o ewolucji gatunków
Martyn Eskins z Ohio zginął w pożarze swego domu, który sam spowodował, gdy próbował oczyścić piwnicę z pajęczyn za pomocą pochodni. Santiago Alvardo z Kalifornii nie przeżył upadku z dachu podczas próby obrabowania sklepu. Przyczyną zgonu było przebicie czaszki latarką, którą trzymał w ustach, oświetlając sobie drogę. Paul Stiller z New Jersey trafił do szpitala z ciężkimi obrażeniami odniesionymi wskutek wybuchu dynamitu w jego samochodzie. Stiller zamierzał podpalony przez siebie ładunek wybuchowy wyrzucić z jadącego wozu, nie zauważył jednak, że wszystkie okna były zamknięte. Śmieszne? Tragiczne? Makabryczne? Jednego możemy być pewni: prawdziwe. Opisane wypadki nie pochodzą bowiem z bogatej twórczości Rolanda Topora, lecz są faktami, potwierdzonymi przez największe agencje prasowe. Informacje o przerażających przykładach ludzkiej bezmyślności od kilku lat skrzętnie gromadzi, a następnie rozpowszechnia jeden z najsłynniejszych serwisów internetowych - Darwin Awards. Nazwa pochodzi od nazwiska autora teorii ewolucji gatunków.
Serwis powstał w 1994 r., kiedy Wendy Northcutt, absolwentka biologii molekularnej na Uniwersytecie Berkeley, rozpoczęła badania w laboratoriach Uniwersytetu Stanforda. Praca naukowa nie pochłonęła jej jednak w całości. Za namową swego kuzyna Iana, domorosłego filozofa i ekscentryka, zaczęła zbierać informacje o nieracjonalnych ludzkich zachowaniach zakończonych tragicznie. Pocztą elektroniczną wysyłała je do znajomych. Z czasem swobodna wymiana listów zamieniła się w regularnie publikowany biuletyn internetowy. Kiedy liczba przykładów oraz wątków dyskusji na ich temat stała się znaczna, Wendy postanowiła stworzyć stronę WWW zawierającą pełne archiwum. Postanowiła także wymienianych osobników określać mianem laureatów Nagród Darwina. - Opisywane sposoby rozstania się z życiem wywołały u mnie refleksję, że ci ludzie zaprzeczają teorii ewolucji i rozwoju gatunków. Homo sapiens nie powinien być zdolny do takich rzeczy - wspomina Wendy Northcutt. Od tego czasu Nagrody Darwina nabrały w pełni profesjonalnego charakteru. Dzisiaj w domenie www.darwinawards.com znajduje się serwis liczący ponad 500 podstron.
W środowisku informatyków i internautów prawdziwe historie o nieszczęsnych ofiarach własnej głupoty funkcjonują na równi z najlepszymi dowcipami. Fakt, że wydarzyły się w realnym świecie, dodaje im pieprzyku. Kolejne opowieści, publikowane na liście nominowanych do Nagród Darwina kilka razy w miesiącu, szybko stają się własnością publiczną. Tłumaczone przez internautów na wiele języków świata rozpowszechniane są za pomocą poczty elektronicznej, a także powielane na dziesiątkach stron WWW. Także w Polsce na kilku stronach znajdziemy wybór co ciekawszych przykładów z "listy Darwina", wzbudzających mimowolny uśmiech pod każdą szerokością geograficzną.
- Wszyscy znajomi śmieją się do łez z opisanych w Nagrodach Darwina wypadków - mówi Jakub Gąsowski, student SGH, który umieścił wybór najciekawszych historii na swojej stronie WWW. - Część jest na tyle niewiarygodna, że początkowo bałem się ośmieszenia. W końcu postanowiłem to zrobić, aby pokazać innym internautom, na jakie pomysły wpadają ludzie.
- Opowiadania o głupocie miało w historii kultury ewidentną funkcję dydaktyczną. Aby uniknąć niemądrych działań, należy je przecież najpierw poznać - mówi profesor Roch Sulima, antropolog kultury. - We współczesnej kulturze mówienie o ludzkiej głupocie, podobnie jak mówienie o ludzkich lękach, stało się jednak towarem dobrze sprzedawanym w mediach, także w Internecie. Można zaryzykować stwierdzenie, że "fascynujące" przykłady bezmyślności, pojawiające się w rankingu Nagród Darwina, mają coraz mniej z pouczeń, a coraz więcej z sensacji. Relacjami z takich właśnie niezwykłych zdarzeń, na równi z lansowaniem sentymentalno-romansowych nastrojów, żywi się kultura masowa.
- Opowieści z Nagród Darwina to dla mnie przede wszystkim specyficzny czarny humor. Relacje z niesamowitych i zabawnych zdarzeń pokazują, że można spojrzeć na śmierć z innej, mniej tragicznej strony. Poza tym długo będzie żyć pamięć o tych, którzy zginęli w tak niekonwencjonalny sposób - mówi Jakub Gąsowski. Co do ostatniego zdania nie ma nawet cienia wątpliwości. Nawet najmniej wrażliwi na wiele miesięcy zapamiętają nagrodzone historie. Jak choćby tę o tajskim chłopcu, który nudząc się przeraźliwie, poszedł nocą z kolegami na stację benzynową, wetknął sobie wąż z kompresora w jeden z otworów ciała, po czym odkręcił zawór.

Okładka tygodnika WPROST: 46/2000
Więcej możesz przeczytać w 46/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0