Przykład Viktora Orbana

Przykład Viktora Orbana

Polski kocioł toleruje tylko tych, którym nie musi zazdrościć, którzy mają oczywiste wady
Na przełomie października i listopada uczestniczyłem w konferencji "Dziesięć lat wolności: przemiana i umocnienie demokracji. Przykład Europy Środkowej 1990--2000". Zorganizowały ją dwa węgierskie instytuty - XX i XXI wieku; pierwszy skupia się na historii współczesnej, drugi - na polityce. Wykład inauguracyjny w parlamencie wygłosił Zbigniew Brzeziński. Po nim zabrał głos 37-letni premier Republiki Węgierskiej. Patrzyłem na niego i na salę. Zastanawiałem się, dlaczego w Polsce nie pojawił się ktoś podobny do Viktora Orbana? Jest to pytanie podobne do tego, które zadał mi prof. Brzeziński, gdy oglądaliśmy z Zamku Budańskiego panoramę miasta: "Czy Polacy wiedzą, że mają najbrzydszą stolicę Europy?".
Rozważmy więc przypadek Viktora Orbana, który nam się nie zdarzył. Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się nie stało, pomoże nam wyjaśnić brzydotę polskiej polityki w centrum i na prawicy. Gdy patrzyłem na kolegów z Fidesz w czasie przemówienia ich przywódcy w parlamencie, w ich oczach widziałem podziw i dumę. "Oto jeden z nas, ale teraz on jest najlepszy. Co za szczęście, że nasze państwo ma takiego przywódcę" - mówiły mi ich spojrzenia. W polskim parlamencie w ostatnich trzech latach takimi spojrzeniami nie obdarzano ani Jerzego Buzka, ani Leszka Balcerowicza, ani Mariana Krzaklewskiego. Bowiem relacja między przywódcą a jego partią jest w Polsce chora.
Przywództwo nie wyrasta u nas z działania. Prędzej już z niemocy wybrania innego (Krzaklewski w AWS), importu z kręgu fachowców (Balcerowicz w UW), prób kontraktowania wolnego strzelca (Olechowski po kolei w Ruchu Stu, SKL, UW). Czy brakuje nam ludzi? Nie. Nie ma warunków ich dorastania do przyszłej roli. Polski kocioł toleruje tylko tych, którym nie musi zazdrościć, którzy mają oczywiste wady, grzechy, słabości. Ponieważ jest to elitarny kocioł, ci w środku nie pozwalają wspinającym się wyżej, aby czegokolwiek żądali - na przykład lojalności. Rządzący nie grożą elitarnemu kotłowi, że będą czegoś wymagać od kolegów, skoro koledzy sami ich wybrali.
Przykład Orbana jest sukcesem formacyjnym. Do przywództwa wyrasta się w atmo-sferze uczciwej konkurencji, konkurencji premiującej energię, inteligencję, zdecydowanie, zdolność uczenia się. Paradoksalnie profesorem Orbana w Oksfordzie był Zbigniew Pełczyński, który w Polsce prowadzi Szkołę Młodych Liderów. Gdy widzę, jak brzydko i szybko starzeją się rekomendowani do niej, widzę, jak choroba polskiej polityki jest zaraźliwa. W dusznej atmosferze niemocy i zawiści, gdy tylko pojawi się ktoś, z kogo za dziesięć lat mógłby wyrosnąć polski Orban, trzeba go szybko przydusić, żeby wiedział, gdzie żyje. Polski idiom genetyczno-formacyjny sprowadza się
zawsze do jednego schematu. Jeśli nawet historia daje nam parę optymistycznych wyjść, my wybieramy czarny scenariusz i po klęsce idziemy na wódkę. Bowiem słowa zrozumieć przywódcę brzmią u nas niemal tak samo jak zrozumieć przy wódce.
Więcej możesz przeczytać w 46/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0