Lustracja i eksmisja

Lustracja i eksmisja

Naszą biedną prawicę można już teraz rąbać jej własną bronią: stalinizmem i stanem wojennym
Tak się złożyło, że ostatnie dni października przyniosły hurtową lustrację byłych eseldowskich premierów oraz eksmisyjne boje szefa partii socjalistycznej. Usiłując zrozumieć, co się dzieje, szukałem dla tych zdarzeń jakiegoś wspólnego mianownika. Nie wiem, czy go znajdę. Spróbujmy.
Fakt, że podmiotami kłopotów są ludzie lewicy, widać gołym okiem, ale nic z tego nie wynika. Chyba że przyjmiemy dość absurdalną teorię spiskową, zakładającą, iż lustracja postkomunistycznych premierów miała być okrasą wyborczego zwycięstwa Mariana Krzaklewskiego, a prawicowy rząd nasłał zwarte oddziały policji w celu dania nauczki socjalistycznym bojowcom. Odrzucam takie supozycje, ale chyba coś jest na rzeczy.
Lustracja ma coraz gorszą prasę. Jej zatwardziali zwolennicy okopują się coraz głębiej za argumentami, że "przecież jest potrzebna" i że "pragnie jej społeczeństwo". Ci, którzy ją popierali, miękko mówią dzisiaj, że myśleli o czymś innym, że sądzili, iż dotknie ona prawdziwych winowajców i nie będzie produkować ofiar. Nie chce mi się poświęcać czasu lustracji, bo wszystko już o niej powiedziano, a jak funkcjonuje, każdy widzi. Marszałek Małachowski porównuje ją do procesów stalinowskich, co jest dość ryzykowne, ale ma pewien sens, sprowadzający się do pytania, czy w imię sprawy uważanej za słuszną można się dopuszczać nadużyć i krzywdzić ludzi? Czy ci, którzy dzisiaj sprawują władzę, mogą realizować dziejową sprawiedliwość w sposób przypominający najbardziej potępiane praktyki? Nie chcę brnąć dalej w to wszystko. Poczekajmy jeszcze parę lat i współczesna inkwizycja zakończy swoją działalność. Dorobek oskarżycieli i sędziów będzie oceniony. Wątpię, czy stanie się on dla nich tytułem do chwały.
Przejdźmy do mniej ponurego i równie spektakularnego problemu eksmisji na bruk, z którym postanowił walczyć poseł Ikonowicz. Zna on niewątpliwie teorię i praktykę obywatelskiego nieposłuszeństwa i postępuje według klasycznych zasad. A jedna z nich głosi, że w państwie demokratycznym konsekwentny opór mniejszości, grupki ludzi lub nawet jednostki może wymusić całkiem konkretne i wymierne zmiany. Szczerze podziwiam odwagę i poświęcenie szefa PPS. Musi być bardzo młody duchem i ma chyba spory zapas energii, bo mnie, staremu, już by się nie chciało tak wojować. A swoją drogą, za czasów PRL eksmisja na bruk nie była możliwa i eksmitowanemu należał się jakiś lokal czy choćby pomieszczenie zastępcze. Dzisiejsze państwo, podszyte gospodarką rynkową, wycofało się z wielu funkcji socjalnych i nic dziwnego, że naraża się socjalistom. Sprowokowana przez dzielnego posła awantura o eksmisję nie wystawia władzy dobrego świadectwa. Policja urządza sobie bardzo niefortunny pokaz siły, pokazując swoją skuteczność w walce z ludźmi, którzy nie są przestępcami. Głupio brzmią oskarżenia, że poseł pobił policję. Telewizja pokazuje podrapaną buzię jakiegoś stróża porządku i zdjęcia w zwolnionym tempie, na których widać, że poseł Ikonowicz rusza rękami. Wierzę, że jest szczery, gdy mówi, że z taką postawą policji nie zetknął się od czasów stanu wojennego.
A teraz wywód końcowy o tym, co może łączyć lustrację z eksmisją. Jest charakterystyczne, że dzisiejsi ludzie lewicy, chcąc potępić działania obecnego państwa, porównują je ze stalinizmem lub stanem wojennym. Jeżeli mają w tym choć trochę racji, to znaczy, że naprawdę zaczyna się dziać coś złego, czemu należałoby się przyjrzeć. Gdy większość społeczeństwa zacznie postrzegać AWS i rząd premiera Buzka jako grupkę entuzjastów lustracji i eksmisji na bruk, czarno widzę losy rządzących. Wygląda na to, że naszą biedną prawicę można już teraz rąbać jej własną bronią: stalinizmem i stanem wojennym. Widać zapomniała, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie.
Okładka tygodnika WPROST: 46/2000
Więcej możesz przeczytać w 46/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0