Kaprys Warszawy

Kaprys Warszawy

Dla rosyjskich mediów Polska jest "przeszkodą na drodze do Europy"
Od czasu wizyty Borysa Jelcyna w 1993 r. Warszawy nie odwiedził żaden rosyjski prezydent ani premier. Nawet ministrowie spraw zagranicznych znajdowali wymówki, by ominąć Polskę. Czy obecna wizyta szefa rosyjskiej dyplomacji Igora Iwanowa może przynieść przełom w nieco chłodnych stosunkach polsko-rosyjskich? Jeśli sprawdzianem nastawienia Moskwy miałyby być obiegowe opinie o Polsce, to nie ma podstaw do wielkiego optymizmu.
Z lektury rosyjskich gazet więcej można się dowiedzieć o problemach Bagdadu czy Pekinu niż Warszawy. Dla Moskwy partnerem jest Waszyngton, Unia Europejska czy Chiny. Wiele uwagi media poświęcają również problemom tak zwanej bliskiej zagranicy. Informacji z Warszawy, Pragi czy Budapesztu jest niewiele. Z rzadka pisze się o zmianach na polskiej scenie politycznej i sukcesach ekonomicznych; w publikacjach o Polsce dominuje tematyka rozliczeń historycznych. Ton większości artykułów jest niechętny Polsce, a przedstawiane fakty - delikatnie mówiąc - rozmijają się z naszą wiedzą historyczną. Szczególnie dużo miejsca poświęca tym tematom "Niezawisimaja Gazeta". Ten poczytny dziennik od roku prowadzi swoistą krucjatę. Na jego łamach można wprawdzie przeczytać, że zbrodni katyńskiej rzeczywiście dokonał NKWD, ale jest ona przez Polaków "znacznie wyolbrzymiana", zaś "udział Polaków w jednostkach kolaborujących z Niemcami hitlerowskimi był porównywalny z liczbą żołnierzy walczących z hitlerowcami". Najczęściej powtarzana jest teza, że Polacy zamordowali w obozach internowania 80 tys. radzieckich jeńców wojennych z 1920 r. Aman Tulejew, gubernator Kiemierowa, napisał: "Polska domaga się uznania Katynia za zbrodnię przeciwko ludzkości, co mogłoby spowodować żądania wypłaty odszkodowań. I wszystko wobec śmierci naszych jeńców wojennych w obozach koncentracyjnych, gdzie tortury przewyższały zezwierzęcenie katów Oświęcimia". Oburzenie Tulejewa nie dotyczy tylko historii, ale również czasów współczesnych: "W Niemczech czy Austrii dbają o nasze mogiły, a w Polsce przy pobłażaniu władz tylko je bezczeszczą".
Jedyną informacją z Polski, jaka w ostatnim roku trafiła na czołówki gazet, była relacja z wydarzeń przed konsulatem w Poznaniu i wiadomość o podarciu rosyjskiej flagi. Przez większość mediów wydarzenie to zostało przedstawione jako potwierdzenie "zoologicznej" antyrosyjskości Polaków. Dymitrij Rogozin, przewodniczący Komitetu Spraw Zagranicznych rosyjskiej Dumy uznał, że "nowi członkowie, głównie Polska, próbują się uwiarygodnić w NATO przez zaostrzenie stosunków z Rosją".
Podobnie wyjaśniany jest brak zgody polskich władz na budowę gazociągu omijającego Ukrainę. Odkąd na takie rozwiązanie zgadza się Unia Europejska, sprzeciw Polski jest odbierany jako podyktowany względami politycznymi. Nagle z pomostu łączącego Wschód z Zachodem (którym tak bardzo chcieliśmy być) w oczach wielu rosyjskich polityków staliśmy się przeszkodą. Najbardziej dosadnie ujął to rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Iwan Iwanow. W wywiadzie dla agencji "Interfax" powiedział: "Żadnych kaprysów Ukrainy i Polski nie będziemy tolerować". W jego opinii polskie władze stają na przeszkodzie przyszłości nie tylko Rosji, ale i Europy. Czy przesłanie szefa rosyjskiej dyplomacji dla Warszawy okaże się bardziej pojednawcze? 


Więcej możesz przeczytać w 48/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0