Festiwal zapachów

Festiwal zapachów

Rozmowa z JEAN-PAULEM GUERLAINEM

Magdalena Jarco: - Co sprawia, że ten, a nie inny zapach podbija świat?
Jean-Paul Guerlain: - Na pewno nie fakt, że po jakieś perfumy sięga sławna artystka czy wzięty polityk. Sukces perfum to przede wszystkim ich jakość. Naturalne składniki muszą kosztować. Ciekawa kompozycja zapachowa może się stać rynkowym hitem, ale jeśli nie będzie stworzona z najwyższej jakości składników, jej sława zwietrzeje w momencie, gdy przestanie się wydawać krocie na jej reklamę. Pięć lat temu najbardziej poszukiwanym zapachem na świecie był "CKOne". Nie przetrwał on jednak próby czasu - dziś sprzedaje się go o 90 proc. mniej. Podobny los spotkał tak niegdyś elitarne perfumy "Poison".
- A może po prostu nowości zabijają stare zapachy?
- Nie ma takich perfum, które byłyby idealne dla wszystkich. Poza tym, rzeczywiście, współcześni klienci są podatni na nowości bardziej niż ich ojcowie i dziadkowie. Jeszcze kilkanaście lat temu firmy promowały nowe zapachy z reguły co pięć lat. Okres ten skrócił się do dwóch lat, a nawet roku. Szczególnie chłonne na nowinki są kobiety. Nawet gdy zakochają się w jakimś zapachu, uczucie szybko mija i zaczynają się rozglądać za nowym obiektem pożądania. A reklama podsuwa im wciąż nowe propozycje. Prawdą jest też, że dobrych perfum jest dziś na rynku jak na lekarstwo, dlatego klienci wracają do sprawdzonych marek. Co roku na rynku pojawiają się setki zapachów, popularność zyskuje zaś zaledwie garstka z nich.
- Produkty ze znakiem Guerlain słyną z charakterystycznych opakowań.
- Przykładam wielką wagę do opakowań z tych samych powodów, które sprawiają, że kobiety wydają tak dużo pieniędzy na modne kreacje. Decyduje pierwsze wrażenie. Jeśli flakon nie jest sexy, nikt go nie otworzy, by się przekonać, jaki kryje zapach. Projektowaniem flakonów zawsze zajmowała się jedna osoba, najczęściej z naszej rodziny. Przez lata był to mój wuj. Trzydzieści lat temu po raz pierwszy odważyliśmy się na współpracę z rzeźbiarzem Robertem Granaisem. Jest wolnym strzelcem, ale projektuje wyłącznie dla nas. Również jedna osoba zajmuje się kreowaniem zapachów. Od lat czynię to osobiście.
- A badania rynkowe, testy odbioru nowych produktów?
- W wielu firmach kosmetycznych najpierw projektuje się flakon i opakowanie, później opracowuje koncepcję zapachu, a na końcu się go tworzy. U nas zanim zapadnie decyzja o wprowadzeniu na rynek nowych perfum - zapach jest już gotowy. Stanowi on inspirację dla rzeźbiarza do opracowania odpowiedniego flakonu. Nie przeprowadzamy żadnych badań rynkowych czy testów konsumenckich. Kreacja zapachu zajmuje mi od trzech miesięcy do dziewięciu lat. Najdłużej rodziła się w moich myślach "Nahéma" - od 1970 r. do 1979 r. Zwykle natchnieniem jest dla mnie kobieta. Nim zabiorę się do wymyślania nowego zapachu, zawsze przychodzą mi na myśl słowa mojego dziadka: "Pamiętaj, gdy chcesz stworzyć nowe perfumy, pomyśl o kobiecie, którą kochasz". To rzeczywiście działa. 80 proc. wymyślonych przeze mnie perfum stworzyłem dla kobiety, w której byłem właśnie zakochany.
- Znak firmowy, jakość czy cena? Co ma największy wpływ na powodzenie w sprzedaży luksusowych produktów?
- Na szczęście dla nas, odbiorcy produktów luksusowych są po trosze snobami i myślą tak: jeśli produkt nie jest odpowiednio drogi, nie jest wystarczająco dobrej jakości. Gdy robię zakupy, nie sięgam po najtańsze produkty, bo zbyt niska cena kojarzy mi się z kiepską jakością. Naturalne skła-dniki wykorzystywane do tworzenia wysokiej jakości zapachów są kosztowne. Za naturalny wyciąg z tuberozy czy cedru płaci się zdecydowanie więcej niż za syntetyk. Nie bez znaczenia jest też znak firmowy. Ten, który jest rozpoznawalny od wielu lat i cieszy się uznaniem klientów, jest sprawdzony i gwarantuje odpowiednią jakość. Poza tym luksusowe perfumy czy kremy do pielęgnacji twarzy nie mogą kosztować tyle, ile ich supermarketowe odpowiedniki. Straciłyby na ekskluzywności.
- Czy także w branży kos-metycznej można mówić o globalizacji gustów?
- Do niedawna sądziłem, że globalizacja to właściwy kierunek rozwoju naszej branży. Dlatego lansowaliśmy te same perfumy w różnych regionach. Dopiero historia "Coriolana" przekonała mnie, że nie można mówić o zapachu globalnym. W Europie nie został zauważony, za to odniósł niesamowity sukces w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Inny zapach został z kolei skomponowany specjalnie dla odbiorców w Japonii. Odmiennymi prawami rządzi się natomiast rynek amerykański. Można tam sprzedać każdy zapach, jeśli się go dobrze rozreklamuje, co oznacza milionowe inwestycje, nieporównywalnie wyższe niż te, jakich dokonuje się w Europie. Zapach żyje tam tak długo, jak długo inwestuje się w reklamę i marketing. Ginie niemal natychmiast, gdy zakręci się kurek reklamowych wydatków. Stany Zjednoczone są też jedynym krajem, gdzie sprzedajemy nasze produkty w ekskluzywnych domach towarowych. Poszczególne regiony różnią się nie tylko preferencjami zapachowymi, ale też sposobem perfumowania się. Z zapachem jest podobnie jak z kolorem ubrań. Na południu ludzie uwielbiają wysycone, jasne barwy. W miarę przesuwania się na północ intensywne i jasne kolory ustępują miejsca stonowanym i ciemniejszym. Podobnie jest z używaniem perfum. Na południu skrapiają się nimi mocno, im dalej na północ - tym bardziej dyskretnie.
- Jak długo Europie uda się utrzymać prymat na rynku zapachów?
- Rynek zapachów jest nieśmiertelny. Ludzie od wieków skrapiają się pachnidłami, by wywrzeć wrażenie na innych. Tak jest pod wszystkimi szerokościami geograficznymi. Najbardziej obiecującym regionem dla producentów ekskluzywnych zapachów i produktów luksusowych będzie Azja. To przyszłość tej branży. Obiecujące są też kraje waszego regionu - oprócz Polski, także Czechy i Rosja. Ale przyszłość należy bez wątpienia do Azji.

Okładka tygodnika WPROST: 50/2000
Więcej możesz przeczytać w 50/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0