Dyskretny urok Polski Ludowej

Dyskretny urok Polski Ludowej

Mała stabilizacja, czołg pokoju - takie między innymi hasła pomieścił Zdzisław Zblewski w wydanym przez Znak "Leksykonie PRL", pierwszej encyklopedii poświęconej życiu naszego kraju w latach 1944-1989. Polska Ludowa stała się znakomicie prosperującym skansenem, w którym młodzi zwiedzający gubią się bez przewodnika. Na eksploatacji PRL-owskiej graciarni można więc nieźle - i z każdym rokiem coraz lepiej - zarobić. Dlatego w kraju trwa "peereliada".
Mała stabilizacja, czołg pokoju - takie między innymi hasła pomieścił Zdzisław Zblewski w wydanym przez Znak "Leksykonie PRL", pierwszej encyklopedii poświęconej życiu naszego kraju w latach 1944-1989. Polska Ludowa stała się znakomicie prosperującym skansenem, w którym młodzi zwiedzający gubią się bez przewodnika. Na eksploatacji PRL-owskiej graciarni można więc nieźle - i z każdym rokiem coraz lepiej - zarobić. Dlatego w kraju trwa "peereliada".
W Muzeum Narodowym w Krakowie otwarto wystawę "Rzeczywistość na kartki.
Pamiątki PRL", promującą wspomniany leksykon. Wisława Szymborska przyniosła na nią talerz z epoki, a Leszek Balcerowicz - okulary przeciwsłoneczne. Ostatniego lata wystawy gadżetów peerelowskich były największym przebojem tak szacownych stołecznych instytucji, jak Zachęta i Muzeum Narodowe. Wnętrza warszawskiego klubu Dekada wystylizowano na bierutowską kuchnię, nadmorski bar Pingwin oraz otoczenie budki z piwem. Klub wydaje też jednodniówkę skompilowaną z dawnych rysunków satyrycznych. Na wrocławskim rynku z inicjatywy pisarza Zdzisława Smektały odbywało się latem inscenizowane pożegnanie kolejnych dekad PRL. - Podczas "Pożegnania lat 50." na rynku ustawiliśmy strzelnicę sportową, saturatory i sprzedawców waty cukrowej. Wisiały szturmówki i portrety przywódców narodu, kukuruźniki zrzucały stonkę i ulotki z przemówieniami. W bydlęcym wagonie koncertowały gwiazdy tamtych lat: Sława Przybylska, Maria Koterbska i Zbigniew Kurtycz. Na imprezę przyszło 50 tys. osób - przypomina Smektała. Powodzeniem cieszy się galeria socrealizmu w podlubelskiej Kozłówce, urządzona w dawnych pomieszczeniach dla służby.
Rynek księgarski zarabia na PRL-owskich sentymentach już od kilku lat. Koniunkturę zapoczątkowali Jacek Kuroń i Jacek Żakowski, wydając efektownie ilustrowany przewodnik "PRL dla początkujących". Poznańska oficyna Podsiedlik, Raniowski i spółka wypuściła na rynek serię albumów "Dekady polskie", w których obok charakterystyki przemian politycznych zamieszczono opis kariery ortalionu, zawartość książek życzeń i zażaleń i jadłospis baru mlecznego. PRL obecna jest też w książkach młodych prozaików, często przedstawiony z większym realizmem niż czasy współczesne. Świetnie zapamiętane obrazki własnej młodości utrwalili Krzysztof Varga ("Chłopaki nie płaczą"), Andrzej Stasiuk ("Jak zostałem pisarzem") czy Jerzy Pilch ("Tysiąc spokojnych miast") - trudno się oprzeć wrażeniu, że PRL był ich małą ojczyzną.
Polska socjalistyczna jest coraz chętniej oswajana także przez kulturę pop. Znamienne, że na początku lat 80. hymnem pokolenia była "Autobiografia" zespołu Perfect, w której wspomnienia z PRL układały się w katalog pretensji do losu, a dziesięć lat później ozdobą festiwali i składanek płytowych została wspomnieniowa pioseneczka "Gdzie się podziały tamte prywatki". W supermarketach można kupić reedycje albumów z lat 50. i 60. Psychologowie społeczni uważają to za zjawisko naturalne - pokolenie dzisiejszych pięćdziesięcio- i czterdziestolatków nie chce się uważać za formację ludzi bez ojczyzny. Chętnie powołują się więc na PRL-owski folklor jako element własnej młodości.
- Lubimy oglądać wystawy fotograficzne z czasów PRL, ponieważ dzięki temu łatwiej docenić zadbane ulice i pełne sklepy, jakie pojawiły się po roku 1989 - ocenia prof. Janusz Czapiński. Inny charakter ma tęsknota za rajem utraconym, w którym do uzyskania było niewiele, za to za niewielkie pieniądze albo w ogóle za darmo. - Nie wierzę, żeby obywatele III RP czuli głębszą tęsknotę za czasami Gomułki - twierdzi prof. Jerzy Szacki, socjolog. - Sentyment do PRL to niewiele więcej niż kwestia kolorytu i ciekawostek. - To rodzaj podróży sentymentalnej - ocenia reżyser Kazimierz Kutz. - Z czasem to, co było wtedy upokarzające i podłe, nabiera pastelowych kolorów i staje się możliwe do zaakceptowania. I w takiej postaci można to przekazać dzieciom, które chciałyby wiedzieć, w jakim świecie dorastali rodzice.
- Wystawa przypadkowych zdjęć wyrwanych z PRL-owskiego kontekstu daje bardzo powierzchowny obraz tamtej epoki - tłumaczy Andrzej Osęka. - Ale i w sztuce nie widać głębszego rozrachunku z PRL. Często bywa zastępowany przez sarkazm i zdziwienie, że taki dziwoląg ustrojowy w ogóle był możliwy - dodaje Michał Komar.
Polska Ludowa to dziś domena archeologii. Objaśnienia domagają się kluczowe postacie epoki. Każdy, kto miał kontakt z milicją, wie, ile wspólnego z rzeczywistością miała postać telewizyjnego kapitana Sowy o twarzy Wiesława Gołasa czy polskiego Bonda, porucznika Borewicza. Nie do zapomnienia jest "pisanie Machejkiem", czyli skrajnie udziwniony styl komentarzy redaktora naczelnego "Życia Literackiego".
Polska Ludowa to także pojemna rupieciarnia akcesoriów, takich jak zagłuszarka, koksownik, bony towarowe czy symbol opornika w stanie wojennym, udział goździka w oficjalnej celebrze czy sposoby sporządzania list kolejkowych. W zapomnienie odchodzi "malowanie trawy na zielono", czyli przeprowadzanie w trybie panicznym porządków przed gospodarskimi wizytami władz centralnych, czy też instytucja dni bezmięsnych, wywodząca się jeszcze z końca lat 50., kiedy to w stołówkach i restauracjach w poniedziałki podawano wyłącznie dania jarskie, aby zaoszczędzić wędlin na następne dni tygodnia. Coraz słabiej pamięta się gierkowskie niedziele czynu partyjnego czy doniosłość gestu Kozakiewicza.
Byli obywatele PRL coraz częściej padają ofiarą amnezji. Rzadko pamięta się następowanie po sobie kilku odrębnych państw. Inaczej żyło się w roku 1953 i 1963, a w 1973 r. jeszcze inaczej niż w 1983 r. Można było nienawidzić pułkownika Różańskiego i zaśmiewać się na filmie "Skarb", wyrzekać na Gierka i kołysać się przy piosenkach zespołu Happy End.
Sześćdziesięciolatki wspominają tamte czasy z rozbawieniem i zgrozą, ale niekiedy przyznają, że lepiej czuli się w roli "staczy" w kolejce za środkowego Gierka niż dzisiaj w supermarkecie, gdzie są najbiedniejszymi klientami. Nie dziwi więc ich nostalgia za sprzedawanym w latach 80. na bazarach zestawem kolejkowym, złożonym z wędkarskiego krzesełka, latarki i różańca.

Więcej możesz przeczytać w 50/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1
  • wojciech2@wp.pl   IP
    Cóż biznes to biznes. PRL też miał swoje uroki. Tak młodzi ludzie gubią się, a PRL nadal trwa.