Zima Putina

Zima Putina

Rosja kwitnie czy tylko konsumuje nadwyżki ze sprzedaży droższej ropy i gazu?

Rosja zanotowała w ostatnim roku zaskakująco dobre wyniki ekonomiczne. Nadwyżka w handlu zagranicznym sięga 40 mld USD, a tempo wzrostu dochodu narodowego przekracza 7 proc. Prorządowi ekonomiści dowodzą, że to skutek reform ekipy prezydenta Putina. Sceptycy mówią, że to wyłącznie dar losu - nagłego wzrostu cen surowców energetycznych na rynkach światowych.
Wielu Rosjan nie odczuwa zbawiennych skutków energetycznej prosperity. "Zapasów opału starczy zaledwie na pięć dni. Temperatura w mieszkaniach nie przekracza 12OC. Co mamy robić, kiedy spadnie jeszcze niżej? Wzywamy pomocy". List tej treści wysłali do Putina mieszkańcy piętnastotysięcznego miasta Sławianka na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Wcześniej pisali do gubernatora Jewgienija Nazdratienki, ministra finansów, premiera i patriarchy Aleksieja II. Udało się. Kilka dni po opublikowaniu w mediach listu do prezydenta w miasteczku pojawił się specjalny pociąg z węglem.
Bez ogrzewania - według oficjalnych informacji - w Nadmorskim Kraju na Dalekim Wschodzie pozostaje 20 tys. gospodarstw domowych, a jeszcze tydzień temu było ich ponad 80 tys. Gdy brakuje opału, ludzie wycinają drzewa. We Władywostoku nocami ogołacane są parki i skwery. W europejskiej części Rosji sytuacja jest lepsza, ale nawet w Petersburgu zdarzało się, że przez kilka dni niektóre dzielnice były bez prądu.
Na Dalekim Wschodzie nie ustają protesty; wciąż blokowane są główne trasy kolejowe i drogowe. Kilka dni trwał strajk w szpitalu dziecięcym w Artiomie, gdzie zamarzała woda, a nawet leki w płynie. Ogrzewanie włączono dopiero po reportażach w telewizji i interwencjach z Moskwy. Gubernator Nadmorskiego Kraju Nazdratienko najpierw twierdził, że cała afera to wymysł dziennikarzy, później zaś, że to prowokacja władz centralnych w Moskwie.
Brak energii w Rosji to nie efekt kryzysu energetycznego, lecz kryzysu politycznego wywołanego nieudolnością lokalnych władz - twierdzi rząd. Winni wszystkiemu są gubernatorzy, którzy nie płacą za energię. Skrajny przykład stanowi działalność gubernatora Nazdratienki. Przedstawiciel prezydenta na Dalekim Wschodzie Konstantin Pulikowskij powiedział: "Ten kryzys to efekt złej pracy ekipy gubernatora. Gdyby wcześniej lokalne władze przewidziały wydatki na energię w budżecie, a jeszcze lepiej, gdyby spłaciły chociaż w części długi, żadnego kryzysu by nie było. Gubernator nie jest zdolny do pełnienia dalej swej funkcji". Długi za dostawy energii elektrycznej wynoszą 200 mln rubli i wciąż rosną. Gdyby jednak ściągnięto tylko tegoroczne zaległe podatki, do kasy we Władywostoku wpłynąłby miliard rubli. Gubernator się broni. Z czego ma spłacić zadłużenie szpitala w Artiomie, które narosło w ciągu kilku lat? Z czego mają płacić za energię mieszkańcy miasteczka Kawalerskoje, gdzie nie ma żadnego zakładu pracy, bo wszystkie, jakie były, zostały zamknięte przez Anatolija Czubajsa - dzisiaj szefa RAO Rossija, monopolisty sprzedającego energię. Na jednym z publicznych spotkań Czubajs zapytał gubernatora: "Czy w Kraju Nadmorskim jest piwo?". "Tak - odpowiedział zdezorientowany Nazdratienko - można je kupić w każdym sklepie". "Nie macie problemów z piwem, bo za nie płacicie, a ciepło i prąd chcielibyście za darmo" - odparł Czubajs. Według niego, Moskwa przekazała już Nazdratience 2 mld rubli na ogrzewanie. Gdzie zniknęły te pieniądze - nie wiadomo.
"Twierdzenie, że za kryzys ekonomiczny w Rosji jest odpowiedzialny jeden gubernator, to teza dla władz bardzo wygodna, ale po prostu nieprawdziwa" - uważa prof. Dymitrij Sorokin z Instytutu Ekonomii Rosyjskiej Akademii Nauk. Jego zdaniem, kryzys dotknął sporą część kraju. Jest to kolejny symptom tego, że dobre wskaźniki makroekonomiczne w Rosji nie znajdują odzwierciedlenia w życiu przeciętnych obywateli.
Rok temu Władimir Putin przejmował rządy i deklarował zmiany. Miały polegać na umocnieniu państwa i władzy centralnej, a w gospodarce - na liberalizacji i urynkowieniu. Większość ekonomistów uważa, że sytuacja ekonomiczna rzeczywiście się poprawia. Prawie wszyscy są jednak zgodni, że najważniejszą przyczyną zwiększenia wpływów do budżetu był duży wzrost cen ropy naftowej i gazu ziemnego na rynkach światowych. Rosja jako jeden z głównych eksporterów tego surowca nagle zaczęła zarabiać. I chce zarabiać jeszcze więcej. Minister finansów Aleksiej Kudrin zapowiedział, że rząd podniesie podatek od eksportu ropy naftowej nawet dwukrotnie. Jego zdaniem, powodem realnego wzrostu ekonomicznego jest zwiększenie efektywności gospodarki: "Jako pierwsi w Rosji rozpoczęliśmy skuteczne ściąganie podatków i walkę z korupcją, uzyskaliśmy większą dochodowość eksportu".
Przynajmniej z jedną z tez nie można się nie zgodzić - w ciągu ostatniego roku skuteczność policji podatkowej wyraźnie się poprawiła. Przeprowadzono kontrole we wszystkich większych firmach: Gazpromie, Łukoilu, Awtowazie. Paweł Sidorow, dziennikarz agencji Interfax, przyznaje, że wzrost tempa rozwoju rosyjskiej gospodarki jest przynajmniej w części zasługą liberałów z Petersburga: "Wprowadzili trzynastoprocentowy podatek liniowy na przyszły rok. Zaproponowany przez nich budżet jest bardziej realny niż zeszłoroczny. Jeżeli uda im się przeprowadzić w Dumie projekt wolnego handlu ziemią, będzie to prawdziwa rewolucja". Dopiero prywatna własność ziemi może doprowadzić do przełamania syndromu kołchozu, hamującego przemiany na rosyjskiej prowincji.
Atak nastąpił z najmniej spodziewanej strony - z ostrą krytyką działań rządu wystąpił doradca prezydenta do spraw ekonomicznych Andriej Iłarionow. Oświadczył, że ponadsiedmioprocentowy wzrost ekonomiczny jest iluzją: "Rząd nawet palcem nie kiwnął, by uzyskać taki efekt - wszystko to jedynie skutek wzrostu cen ropy". Zdaniem Iłarionowa, Rosja dostała też prezent w postaci spadku kursu euro. Tego "grantu" rząd nie potrafił jednak wykorzystać. Co więcej, zwiększenie wydatków budżetu spowoduje dalszy wzrost inflacji, co z kolei może doprowadzić do powtórki kryzysu z 1998 r. Analiza Iłarionowa wywołała szok w rosyjskich kręgach władzy. Minister Kudrin odpowiedział: "Jeżeli przyczyną wzrostu gospodarczego są jedynie lepsze ceny na ropę i gaz, dlaczego wzrost PKB Norwegii, również eksportera surowców, wynosi ponad 2 proc., a nasz ponad 7 proc.?
Słowa doradcy prezydenta wywołały jednak liczne spekulacje. Może to sam Putin nie jest zadowolony z tempa przemian politycznych? Teraz albo zostanie zwolniony Iłarionow, albo Kudrin przestanie być ministrem finansów, a Michaił Kasjanow premierem - uważają rosyjscy dziennikarze. W istocie prezydent Putin nie przeprowadził jeszcze żadnej z zapowiadanych przez siebie reform - twierdzi Paweł Sidorow. Putina ograniczały układy z przedstawicielami starej władzy pozostałymi po prezydencie Jelcynie.
W jakikolwiek sposób by oceniać stan reform ekonomicznych w Rosji, na pewno w żadnej postaci nie dotarły one do mieszkańców Dalekiego Wschodu. Telewizja pokazuje pozbawionych prądu i elektryczności ludzi. Prognozy - przynajmniej dotyczące pogody - nie są optymistyczne. Meteorolodzy ostrzegają, że prawdziwa rosyjska zima dopiero się zacznie.

Okładka tygodnika WPROST: 51/2000
Więcej możesz przeczytać w 51/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0