Rzadki prezent

Rzadki prezent

Dodano:   /  Zmieniono: 
W życiu publicznym nie ma ról raz na zawsze rozdanych

 

Koniec wieku zachęca do robienia bilansów i podsumowań. Pokusie tej uległa także "Gazeta Stołeczna" i zorganizowała głosowanie na warszawiaka stulecia. Spośród setki znakomitych kandydatów pierwsze miejsce zajął prezydent Stefan Starzyński.
Dzisiaj taki werdykt wydaje się oczywisty, o czym najlepiej świadczy miażdżąca przewaga Starzyńskiego nad pozostałymi pretendentami. Nikt by jednak tego nie przewidział wówczas, gdy obejmował on władzę w Warszawie. Pojawił się bowiem w 1934 r. w stołecznym ratuszu jako zarządca komi-saryczny, mający podporządkować miasto władającym krajem piłsudczykom. Jego nominacja oznaczała pogwałcenie woli większości warszawiaków, którzy nie lubili sanacji i w wyborach komunalnych popierali jej przeciwników - z prawej i lewej strony.
Nic więc dziwnego, że Starzyński przyjęty został bardzo chłodno. Na niechęć nie odpowiedział jednak wrogością. Nie zajął się pacyfikowaniem antysanacyjnej opozycji, lecz rozwiązywaniem nabrzmiałych problemów miasta. Szybko stał się jednym z najwybitniejszych jego gospodarzy, dzięki czemu zyskał powszechny szacunek, także w szeregach adwersarzy. W 1938 r. odnowił mandat prezydenta w demokratycznych wyborach. Bardzo się z tego cieszył, choć jako komisarz dysponował większymi uprawnieniami. We wrześniu 1939 r., kiedy jego sanacyjni koledzy w pośpiechu opuścili zagrożoną oblężeniem stolicę, Starzyński wytrwał na stanowisku, stając się najbardziej niezłomnym obrońcą miasta. Zapłacił za to najwyższą cenę. Po kapitulacji Warszawy trafił do obozu koncentracyjnego i po czteroletniej katordze został zamordowany przez Niemców.
Dzisiaj nikt już nie pamięta kontrowersyjnych początków jego warszawskiej kariery. Zupełnie przesłonił je wizerunek zapobiegliwego gospodarza i bohaterskiego obrońcy z 1939 r. Trudno o lepszy dowód na to, że w życiu publicznym nie ma ról raz na zawsze rozdanych. Można, jak Starzyński, z polityka darzonego niechęcią przeistoczyć się w męża powszechnego zaufania. Ale też i największy idol może z czasem kompromitować swoje środowisko. Wszystko zależy od konkretnych uczynków. Różne bowiem prezenty otrzymują politycy od świętego Mikołaja, ale nie ma wśród nich uznania rodaków.

Więcej możesz przeczytać w 52/53/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0