MENU

Dodano:   /  Zmieniono: 
Debiut dopiero w wieku 27 lat, ale za to jaki! Jill Scott, amerykańska ciemnoskóra wokalistka z Filadelfii, awansowała albumem "Who Is Jill Scott" od razu do ekstraklasy muzyki rhythm and blues. Jej zmysłowy głos znakomicie nadaje się do śpiewania historii miłosnych. Muzyka jest esencją tego, co najlepsze w rhythm and bluesie, hip-hopie, soulu i jazzie. Spokojne, kołyszące się ballady podbiją każdego, kto lubi dobrą muzykę. Idealna płyta na zimowe wieczory.
PŁYTA

Debiut dopiero w wieku 27 lat, ale za to jaki! Jill Scott, amerykańska ciemnoskóra wokalistka z Filadelfii, awansowała albumem "Who Is Jill Scott" od razu do ekstraklasy muzyki rhythm and blues. Jej zmysłowy głos znakomicie nadaje się do śpiewania historii miłosnych. Muzyka jest esencją tego, co najlepsze w rhythm and bluesie, hip-hopie, soulu i jazzie. Spokojne, kołyszące się ballady podbiją każdego, kto lubi dobrą muzykę. Idealna płyta na zimowe wieczory.

Roman Rogowiecki

Wydarzenia - POLSKA

Bez Szekspira i Moliera nie można sobie wyobrazić teatru. Przyjmuje się więc, że nawet kiedy brak reżyserów, którzy potrafią ich twórczo wystawić, inscenizować ich trzeba. Bez większych wymagań i nadziei można się wybrać do warszawskiego Teatru Dramatycznego na "Wszystko dobre, co dobrze się kończy" w reżyserii Piotra Cieślaka i w nowym przekładzie Stanisława Barańczaka. W tekście, istotnie współczesnym i łatwo zrozumiałym, nie ma jednak ani grama poezji. Reżyser wraz ze scenografem Janem Ciecierskim umieścili akcję gdzieś, gdzie karkołomnie mieszają się realia lat 20. poprzedniego stulecia i XIX w. Nic z tego nie wynika poza tym, że na ciemnych zastawkach pokazuje się kiczowate przezrocza i filmy. Sztuka "Wszystko dobre, co dobrze się kończy" jest okrutną i gorzką komedią, z dwuznacznym happy endem, ale spektakl w Teatrze Dramatycznym tego nie wydobywa. Helena, sierota, która chce wyjść za hrabiego, to postać dramatyczna i tajemnicza. Niestety, w spektaklu nie wiadomo, czy Helena (Anna Gajewska) namiętnie hrabiego kocha, czy też leci na jego pozycję i pieniądze, czy może jako stara panna histerycznie pragnie zamęścia. Wybraniec Heleny (Mariusz Bonaszewski) to odpychający gbur, którego ekspresja wyraża się w nadruchliwości scenicznej. Zdzisław Wardejn zaś nie gra króla, lecz przaśnego gospodarza. Opowiedziano fabułę Szekspira, nie wypełniając jej sensem. Zabrakło zawartej w niej gry interesów - brutalnej, cynicznej, bolesnej i przejmująco prawdziwej. W zamian realizatorzy nie dali nawet błahej komedyjki.
Taką właśnie komedyjkę stworzył Teatr Ateneum, wystawiając "Skąpca" Moliera w reżyserii Krzysztofa Zaleskiego. Tekst w nowym przekładzie Jana Polewki nie trąci myszką. Spektakl podobnie. Aktorzy bez trudu grają w stylu wyćwiczonym w Ateneum. Główna rola, grana przez Piotra Fronczewskiego na jednej nucie, ale za to czysto, jest zadziwiająco dobra. Jego Harpagon to ponury, wściekły na świat człowiek myślący tylko o pieniądzach. "Skąpiec" w Ateneum nie jest spektaklem na miarę Moliera, ale nie schodzi poniżej poziomu przyzwoitego teatru. A to już coś!
Anna Schiller

Mój wiek" - taki był tytuł mówionych wspomnień Aleksandra Wata, które stały się jedną z najważniejszych książek minionego stulecia. "Wiek Wata" nazwano wystawę w Bibliotece Narodowej, którą można oglądać do końca stycznia. Poeta, urodzony na początku XX wieku, doświadczył dwóch wojen i sowieckich represji. Ominął go tylko Holocaust, którego ofiarą padła zresztą duża część jego rodziny. Za młodu komunizujący futurysta, później redaktor lewicowego "Miesięcznika Literackiego", podczas drugiej wojny światowej trafił do sowieckiego więzienia. W PRL jako redaktor "Czytelnika" poddany został miażdżącej krytyce "towarzyszy", którą przypłacił chorobą bólową, nękającą go do końca życia. Najlepsze wiersze stworzył w latach 60. na emigracji we Francji i Stanach Zjednoczonych, wówczas też wraz z Czesławem Miłoszem nagrał słynne wspomnienia (na wystawie można posłuchać jednego z rozdziałów "Mojego wieku" i tzw. naszeptów - wierszy utrwalanych na taśmie). Wystawa w BN, niezwykle oryginalna w formie, zbudowana jest wokół centrum zwanego "komnatą serca", a zawierającego eksponaty dotyczące tego, co było dla Wata istotne i osobiste: kwestii żydostwa i nawrócenia na katolicyzm, miłości do żony i rodziny, twórczości, bólu. Wokół ukazano poszczególne etapy życia poety. Autentyczne eksponaty (w tym prawdziwe cymelia, na przykład oryginał jednodniówki "Nuż w bżuhu" ze zbiorów BN oraz cykl nieznanych ilustracji Jana Lebensteina do książki "Bezrobotny Lucyfer", przywiezionych przez Andrzeja Wata, syna poety) przemieszane są z zaaranżowanymi na potrzeby wystawy, jak kawiarenka futurystyczna, czyli pomalowany w abstrakcyjne wzory stół z krzesłami czy wypożyczony "mopsożelazny piecyk".

Dorota Szwarcman

Od 15 stycznia z ekranów telewizyjnych i billboardów dowiemy się, że "żywa kultura wzbogaca nie tylko jogurt". Hasło to wywołuje homeryczny śmiech u każdego o ilorazie inteligencji choćby zbliżonym do przeciętnej. Ci, co mają niższy, i tak nie zrozumieją, o co chodzi. Do kogo więc skierowana jest ta kampania? Na wideoklipie zrealizowanym na zlecenie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego przez agencję reklamową Young & Rubicam widzimy supermarket, w którym sprzątaczka podchodzi do ściany i zdziera postery z napisem "promocja", odsłaniając fragment "Hołdu pruskiego" Matejki. Na to nikomu niepotrzebne dziełko resort wydał ok. 200 tys. zł, czyli 10 proc. kosztów materialnych kampanii (równocześnie obciął o trzy czwarte grudniową dotację dla instytucji kulturalnych). Agencja pracuje honorowo, a telewizja za darmo udostępnia czas antenowy, w którym mogłaby zarobić na innej reklamie, by sfinansować ciekawszy i pożyteczniejszy projekt. (DS)

Do 28 stycznia w warszawskiej Kordegardzie można oglądać wystawę rzeźb Adama Myjaka "Poszukiwanie błękitu". Tak naprawdę błękitu tu nie ma, tylko szarość i złoto. Co symbolizuje tytułowy kolor - niebo, absolut? Ogromne głowy i torsy ze stiuku i brązu przywodzą na myśl dawną rzeźbę (zarówno grecką, jak i posągi z Wyspy Wielkanocnej) oraz przydrożne kamienie z ich masywnością i wrażeniem stabilności, pewności. Figury te są dalekie i od dosłowności, i od abstrakcji. (DS)

Przedstawiciele środowisk naukowych, muzeów martyrologicznych i instytucji oświatowych z Niemiec, Austrii, Szwecji, Izraela i Polski zbiorą się w dniach 17-19 stycznia w Dusznikach Zdroju na międzynarodowej konferencji "Upowszechnianie wiedzy o Holocauście i martyrologii narodów". Stan wiedzy polskiej młodzieży na temat tragedii, która rozegrała się na naszych ziemiach zaledwie 60 lat temu, jest opłakany. Konferencja ma służyć wypracowaniu sposobów na zmianę tej sytuacji. Zebrani będą debatować o tym, w jaki sposób nauczać, jakie metody wykorzystać, a ponadto jak szczepić idee tolerancji i walczyć z uprzedzeniami, które odradzają się w każdym pokoleniu.
Więcej możesz przeczytać w 2/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0