Na własny rachunek

Na własny rachunek

Dodano:   /  Zmieniono: 
Oportuniści nadal będą wygrywać swoje dziś i jutro, ale nie wygrają miejsca w historii
 
Przepowiednie 

Na początku nowego wieku przyszło mi przeczytać, że nikt nie przewidział końca komunizmu, że zasoby ropy naftowej nie zostały wyczerpane w roku 2000, że globalna wioska wygląda inaczej niż opisał ją McLuhan. Nie jest łatwo przewidzieć przyszłość. Dlatego nic prostszego niż po kilkudziesięciu latach kpić sobie z braku precyzji tych, którzy odważyli się wyjść poza oczywistości swojego czasu.
Przepowiednie, szczególnie zawierające opisy zagrożeń, wpływają na świadomość społeczną. Choćby Raport Rzymski z lat 60. i kryzys naftowy roku 1973 wpłynęły na powstanie bardziej energooszczędnych technologii. Impulsy intelektualne wychodzące poza proste przedłużanie istniejących trendów zmieniają kulturę i technikę, a z czasem wymuszają nowe zwyczaje, które redefiniują naturę ludzi i zjawisk. Dziś uczeni spierają się, czy zmiany klimatyczne na Ziemi mógł spowodować człowiek. Ale już sama debata w kontekście potencjalnego globalnego dramatu stopniowo wpływa na nasze zachowania i kształtuje proekologiczne odruchy.
Rozumiem, że nie jest przyjemnie znaleźć się po latach w tej mniej przewidującej, ale większości, która nie przewidziała na przykład końca komunizmu. Ale nie zgodzę się nigdy, żeby ci nieliczni, którzy go przewidywali, mieli być skazani na niebyt. I doprawdy przemawia przeze mnie nie ambicja człowieka w sile wieku, lecz raczej obowiązek opatrzenia przypisem kolejnej przepowiedni. Przepowiedni wychodzącej poza tygodnie, miesiące czy kadencje parlamentu.
Zdarzają się nawet całkiem długie i szczęśliwe okresy rządów oportunistów, pozbawionych wizji kraju, kontynentu czy świata. Walczą oni o swoje miejsce wśród współczesnych, zamiast rzetelnie nieść ciężar władzy. Za moment ich nieuwagi płacimy potem dopuszczeniem do władzy takich ludzi, jak Lenin, Hitler, Stalin, Pol Pot, Saddam Husajn. To cena znacznie wyższa niż pokonanie paraliżującego syndromu urzędowania, gdy trzeba przewidująco rządzić. Co go tworzy? Oportunizm połączony z fatalizmem. Skoro wygląda na to, że rzeczy będą się mieć z grubsza tak jak dzisiaj - myśli urzędnik - dostosujmy się do nich na tyle szybko, żeby fala najbardziej prawdopodobnych wydarzeń poniosła nas kawałek. A potem - jakby co - zmienimy kierunek dryfowania albo wciągniemy żagiel, krzycząc: "Wiej, wietrze, wiej!".
Przepowiednia moja na nowe tysiąclecie jest banalna: nadal oportuniści będą wygrywać swoje dzisiaj i jutro. Ale nie wygrają miejsca w historii. Wszystko, co zdarzyło się w ubiegłym wieku, ukazuje, że zwyciężyli ci, którzy szli pod prąd. Giedroyc, Mieroszewski i Nowak-Jeziorański, Herbert, Miłosz i Szymborska, Lutosławski i Górecki, Wałęsa i Kuroń, Grotowski, Kantor i Lebenstein. Najbardziej nie udało się tym, którym zawsze się udawało - oportunistom wszystkich barw i wszystkich rodzajów sztuk. Ze sztuką polityki na czele.
Więcej możesz przeczytać w 2/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0