Przeciw-obyczaje

Dodano:   /  Zmieniono: 
Uchwalając prawa, należałoby wprowadzić mechanizm systematycznej kontroli tego, czy prawo ma sens w działaniu, na przykład planując w ustawach fundusze na niezależny od administracji monitoring reform
 
Wiek miniony

1. W moim barze, do którego jako liberalny konserwatysta uczęszczam już prawie czterdzieści lat, powiedziano mi, że odszedł Głupi Jasio. Jasio wcale nie był głupi, ale w mądrości swojej ukrywał się pod tym przezwiskiem przed Polską Ludową i tak ją przeżył, nabijając się z niej strojem i słowem. Niech mi wybaczą Stanisław Tym i Jacek Kleyff, ale najlepszy kabaret PRL był jednoosobowy i wykonywany przez Jasia przed mieszaną publiką w zamian za dobrowolne datki. "Daj na kaszankę!" - mówił Mistrz, przemykając w hełmie powstańca i z drewnianą makietą kałasznikowa vis-ť-vis Komitetu Centralnego rządzącej PZPR pod czujnym okiem milicjantów. Kabaret jednoosobowy, ale wymagający zaplecza: nie tylko rekwizytów, ale i przychylności ludzkiej. Nie mogę sobie przypomnieć detalu, ale pamiętam odprężenie, jakie przyniósł znajomy widok Jasia w stroju delikatnie dostosowanym do wyjątkowych okoliczności w ciemną noc stanu wojennego. Specjalne papiery, na które trzeba zapracować latami leczenia, pozwoliły mu dołączyć do gabinetu figur warszawskich. Za dawnych czasów nie wchodziło się w głębsze rozmowy. Nikt nigdy nie wiedział, kto kogo prowokuje, a za antypaństwowy dowcip można było co najmniej dostać pałką milicyjną po plecach, więc śmiejąc się z Jasia i nie ufając mu do końca, śmiano się z Polski Ludowej, choć tego nikt nie mówił wprost. I tak kwitła sztuka aluzji i groteski, w której Jaś, alias Stanisław Pindera, ma swoje historyczne miejsce. Po 1989 r. parokrotnie wymieniłem z trzeźwiejszym Jasiem parę zdań, w których ujawnił swe poczucie rzeczywistości. Myślę, że zabrakło jego osoby na Kongresie Kultury Polskiej.

2. Żegnając Jasia, żegnamy też całe stulecie, na którym Lenin, Hitler i Stalin odcisnęli swoje piętno. Stulecie w dużej mierze diabelskie. I nie była to sprawka jakichś dzikich, ciemnych zbrodniarzy, ale specjalistów od rewolucji, przekonanych o słusznej sprawie; o tym, że jednostka jest niczym wobec właściwie pokierowanego narodu, a jeszcze lepiej - ludzkości. Ulepszając świat w skali totalnej, ci inteligentni faceci zajmowali się także empiriokrytycyzmem, językoznawstwem, architekturą, malarstwem i operą. To w minionym stuleciu udało się zagazować i zamrozić miliony ludzi maszerujących przy dźwiękach orkiestry na szybką śmierć w piecu lub powolną przy wyrębie syberyjskiej tajgi. Straszny wiek XX.

3. Żegnamy więc to stulecie bez żalu, chociaż to było nasze życie. Zapytałem kiedyś w ankiecie parlamentarzystów, czy wolą życie w Polsce Ludowej, czy takiej, jaką mamy dziś, po 1989 r. Wszyscy, także posłowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej (z jednym wyjątkiem), wybrali III Rzeczpospolitą. Inaczej niż szersza publiczność, wśród której zdania są podzielone. Karol Marks miał pod koniec życia wyrazić żal za utraconą sposobnością do gry na giełdzie i korzyściami z wiecznie zielonego drzewa kapitalizmu. Nawet jeśli ta opowieść jest tylko apokryfem, to Sojusz Lewicy Demokratycznej wyciągnął z niej wniosek, podobnie jak rzesze innych dawnych marksistów, którzy zasilili szeregi partii prawicy i centrum. Na górze panuje więc zgoda - wbrew pozorom walki politycznej. Problemem nie jest to, że klasa polityczna gra na giełdzie, ale to, że część społeczeństwa czuje się w III Rzeczypospolitej gorzej niż w Polsce Ludowej. I tęsknota owa nie jest tylko kwestią wieku, wczesnej miłości i romantyzmu pierwszego mieszkania kwaterunkowego. Jak sprawić, żeby przyjemność mieli nie tylko ci, którzy na giełdzie grają, ale także ci, którzy przegrali grę w wyzwolenie? Przecież wolność przynosi więcej nadziei, a przez to rodzi gorycz rozczarowania. To rozczarowanie jest jak kuszenie diabła. Któż zaręczy, że w walce o głosy ktoś ze skądinąd zadowolonych z siebie polityków nie rzuci haseł do odwrotu? Chęć odwetu to nie upiór, któremu można wbić kołek w serce.

4. Felieton żyje z krytyki codzienności. A codzienność objawia się różnymi barwami. Za wzniosłymi słowami polityków łatwo zobaczyć grę o stołki, za powołaniem - chciwość w zapełnianiu kieszeni własnej i przyjaciół tym, co się da. Słowa często są puste i głupie - to już nikogo nie dziwi. Bardziej ceniony staje się więc dar wymowy niż umiejętność wskazania problemów i ich rozwiązań. Czyny czasem bawią, choćby "występy" w Zachęcie, parlamentarzystom trzeba będzie wydać zakaz wstępu do muzeów i galerii, o ile nie zostawią immunitetów w szatni (a Olbrychski szabli).

5. Polityk zdaje się mówić: "Nie przejmujcie się. Jeśli nie chcecie powrotu tego, co naprawdę złe, musicie się pogodzić z tym, co jest złe w demokracji. Czy korupcja nie jest lepsza od obozów pracy przymusowej? Czy partyjniactwo nie jest lepsze od dyktatury? Czy kradzież mienia publicznego nie jest lepsza od powszechnej nędzy?". Te pozornie przekonujące pytania prowadzą na manowce, bo przeciwieństwem złej demokracji nie jest gorsza od niej dyktatura, ale lepsza demokracja. Nie wymyślono lepszego środka na wady demokracji niż jeszcze więcej demokracji. Po pierwsze - trzeba stale zwiększać zakres spraw, o których ludzie mogą decydować sami, na przykład uznając wyniki referendum lokalnego nawet przy bardzo niskiej frekwencji (w końcu w wyborach parlamentarnych nie ma żadnego progu bezpieczeństwa). Po drugie - zwiększać liczbę decyzji jawnych dla wszystkich, których dotyczy wynik, na przykład ograniczając tajemnicę handlową w wypadku transakcji z udziałem majątku publicznego. Po trzecie - umożliwiać ludziom organizowanie się w taki sposób, jaki im najbardziej odpowiada, na przykład umożliwiając aktywność stowarzyszeń lokalnych czy regionalnych w wyborach samorządowych. Po czwarte - uchwalając prawa, należałoby wprowadzić mechanizm systematycznej kontroli tego, czy prawo ma sens w działaniu i jak się sprawdza, na przykład planując w ustawach fundusze na niezależny od administracji monitoring reform oraz odpowiednie instytucje. Po piąte wreszcie - powinno się mieć więcej nieufności w stosunku do polityków i funkcjonariuszy publicznych oraz więcej zaufania do społeczeństwa. Choćby przez pamięć mądrości Głupiego Jasia.
Więcej możesz przeczytać w 2/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.