Przetarg ograniczony

Przetarg ograniczony

Rozmowa z TOMASZEM SZYSZKĄ, ministrem łączności
 
"Wprost": - Wielkim wygranym wielkiego przetargu na UMTS zostali dotychczasowi operatorzy GSM. Czy to samo w sobie nie jest niepokojące?
Tomasz Szyszko: - A co panów niepokoi? Mieliśmy nadzieję, że uda się wprowadzić na nasz rynek nowych, liczących się na świecie operatorów. To się nie udało. Ale przecież zostali starzy, sprawdzeni. Uczestnicy przetargu z różnych powodów się wycofywali i trzeba go było unieważnić. Będę bronił tezy, że w tej sytuacji takie rozwiązanie jest dla Polski najlepsze, bo nie zamyka rynku. Dysponuję ekspertyzami prawników i doradców finansowych dowodzących, że jeśli w przetargu nie uczestniczy więcej niż trzech operatorów, najlepszym wyjściem jest jego unieważnienie. Najistotniejsze, że UMTS będzie w Polsce działał i w dodatku jako jeden z pierwszych na świecie.
- Operatorzy, którzy się wycofali, twierdzą, że nie podjęliby takiej decyzji, gdyby wiedzieli, że ministerstwo zaoferuje potem uczestnikom lepsze warunki.
- Prawdziwych powodów wycofania się z przetargu firmy dotychczas nie podały. Przypuszczam, że to wynik zmiany strategii inwestycyjnej. Bardzo prawdopodobne, że najważniejszą przyczyną była dekoniunktura na tym rynku. Równie ważne były trudności ze zbudowaniem konsorcjów.
- Hiszpańska Telefonica zdołała stworzyć konsorcjum. Mimo to się wycofała.
- Z tego, co wiem, przedstawiciele tej firmy czekali w jednym z warszawskich hoteli z kompletem dokumentów i ze zmrożonym szampanem. Późnym wieczorem otrzymali telefon z Madrytu, żeby nie przystępować do przetargu. Zapewniam, że byli nie mniej zdziwieni od panów. Teraz ze zdumieniem słyszę, że operatorzy, którzy jeszcze kilka tygodni temu mogli dostać koncesje, lecz się wycofali, mówią o jakimś forum na rzecz zmiany prawa telekomunikacyjnego, dzięki czemu mogliby jednak koncesje otrzymać.
- W przetargu na UMTS w grę wchodziły ogromne pieniądze, więc powinny się nim zajmować osoby o nieposzlakowanej opinii. Tymczasem szef komisji przetargowej Mirosław Marcinkiewicz został zwolniony z posady w gorzowskim Urzędzie Wojewódzkim, gdy ujawniono nieprawidłowości w podległej mu instytucji. Z kolei doradca ministra Jan Łuczak oskarżony jest o działanie na szkodę prywatnej spółki.
- Gdyby powodem zwolnienia Mirosława Marcinkiewicza były jakiekolwiek nieprawidłowości, nikt nie powierzyłby mu stanowiska w ministerstwie, a tym bardziej w komisji przetargowej. Ten zarzut to insynuacja. Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że przeciw panu Marcinkiewiczowi nie toczyło się, nie toczy ani nigdy nie zostało wszczęte żadne postępowanie karne. Tym samym nigdy nie był karany. Komisji doradzały także profesjonalne i uznawane na świecie firmy, m.in. ABN AMRO, kancelaria prawna White & Case, a z krajowych - Beata Gessel i Wspólnicy, kancelaria Głowacki, Grynhoff, Hałaziński oraz profesorowie z Warszawy i Wrocławia. Natomiast Jan Łuczak nigdy nie był członkiem komisji przetargowej ani nie zasiadał w żadnym zespole decyzyjnym związanym z przetargiem na UMTS. W tym czasie był jedynie moim doradcą.
- Czy doradzanie za darmo nie może budzić podejrzeń, że chodzi o zwykły lobbing?
- Nie może. A decyzje dotyczące przetargu podejmowała komisja przetargowa, nie Jan Łuczak.
- Stroną przetargu była Era GSM, w której udziały ma Elektrim. Tymczasem zarówno pana, jak i Jana Łuczaka łączyły z obecną szefową Elektrimu Barbarą Lundberg wspólne przedsięwzięcia. Czy to nie ewidentny konflikt interesów?
- Nie prowadziłem interesów z Barbarą Lundberg i nie znałem jej. Byłem kiedyś pośrednio udziałowcem spółki, w której udziały miała również firma zarządzana przez panią Lundberg. To działo się dziesięć lat temu. Jeszcze bardziej absurdalna jest sytuacja z Janem Łuczakiem. Bo to przecież pani Lundberg doprowadziła do jego odejścia z tej firmy.
- Można było jednak przewidzieć, że taka sytuacja zrodzi podejrzenia o sprzyjanie dawnemu partnerowi czy wypełnianie starych zobowiązań.
- Przetarg był otwarty dla wszystkich. Nikt nie mógł przewidzieć jego zakończenia. Toczył się w warunkach ostrego sporu z operatorami GSM, w tym z Erą GSM. Czy historia "kontaktu" sprzed dekady, bo tyle minęło od tamtego czasu, miała spowodować, by Era GSM zrezygnowała z udziału w przetargu na UMTS?

Więcej możesz przeczytać w 3/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0