Viagra dla inwalidy

Viagra dla inwalidy

Na recepty dla inwalidów wojennych wyłudza się z budżetu 40 milionów złotych rocznie. W województwie lubelskim osiemdziesięcioletniemu inwalidzie wojennemu lekarz zaordynował viagrę i spiralę domaciczną, za które trzeba by zapłacić kilkaset złotych. Leki przepisane inwalidce wojennej z Jeleniej Góry kosztowałyby ponad 4 tys. zł. Zdarzało się, że lekarz wypisywał 15 recept dziennie tej samej osobie - także inwalidzie wojennemu.

W województwie lubelskim osiemdziesięcioletniemu inwalidzie wojennemu lekarz zaordynował viagrę i spiralę domaciczną, za które trzeba by zapłacić kilkaset złotych. Leki przepisane inwalidce wojennej z Jeleniej Góry kosztowałyby ponad 4 tys. zł. Zdarzało się, że lekarz wypisywał 15 recept dziennie tej samej osobie - także inwalidzie wojennemu. Osoby, których dane figurują na receptach, realizują zaledwie kilka procent z nich. Resztą dzielą się lekarze i aptekarze. Pacjenci nawet nie wiedzą, że przepisano im określone specyfiki. Leki figurujące na receptach dla inwalidów wojennych są przez zaprzyjaźnionych z lekarzami aptekarzy odkładane do oddzielnej szuflady. Następnie sprzedawane są klientom po niższej cenie, lecz bez paragonu. Zyski dzieli się po połowie. Rocznie budżet państwa traci w ten sposób prawie 40 mln zł.

Wyciek (nie)kontrolowany
Bezpłatne recepty dla inwalidów zastąpiły tzw. recepty zielone, wycofane rok temu, gdy stwierdzono, że stały się źródłem nadużyć. Inwalidzi wojenni i ich rodziny mają prawo do refundowanych przez skarb państwa lekarstw na mocy ustawy z 6 lutego 1997 r. Uprawnionych jest około 130 tys. osób. - Wydaje się, że to niewiele. W ubiegłym roku wskutek nadużywania recept dla inwalidów z państwowej kasy wyłudzono jednak ponad 38 mln zł - mówi Janusz Sikorski, dyrektor Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych.
- Ustawodawcy okazali się niezwykle hojni dla inwalidów - dodaje Tadeusz Jacek Zieliński, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia. - Osoba, której przysługuje inwalidzka recepta, może kupić wszystko, co oferuje apteka. Nieważne, czy jest to pasta do zębów, czy preparat na przyrost masy mięśniowej.
Podczas kontroli przeprowadzonej przez Dolnośląską Regionalną Kasę Chorych okazało się, że lekarz z Bolesławca w ciągu kilku miesięcy wypisał dla siebie i swojej żony recepty na leki warte 17 tys. zł. Viagra, drogie leki odchudzające, kosmetyki, parafarmaceutyki - to preparaty, które sobie zaordynował, a zapłacili za nie podatnicy. - Lekarze nie wypisują leków tylko dla siebie i znajomych. Znaczna część tych specyfików trafia za wschodnią granicę. Na przykład na Ukrainie i w Rosji bardzo dobrze sprzedają się leki insulinopodobne i kardiologiczne - mówi urzędniczka UNUZ.
Przeciętna wartość leku ordynowanego emerytowi nie przekracza 30 zł. Tymczasem średnia wartość lekarstwa przepisywanego na bezpłatną receptę dla inwalidy sięga nawet 900 zł. Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych szacuje, że na tysiąc uprawnionych do bezpłatnych leków wydano ponad 31 tys. recept, podczas gdy na tysiąc pozostałych ubezpieczonych - jedynie 2,4 tys. Na największe koszty narazili skarb państwa lekarze i farmaceuci z województw lubelskiego i zachodniopomorskiego, gdzie nie wprowadzono systemu weryfikacji recept.
Inwalida może wprawdzie zażądać pokazania swojej karty zdrowia i sprawdzić, czy otrzymał konkretne leki, lecz niewiele osób wie, że ma prawo przeglądać swoją historię choroby. Nieuczciwi lekarze znają numer nadany przez kasę chorych inwalidzie wojennemu, mogą więc swobodnie realizować wypisane przez siebie refundowane recepty.
W pięciu województwach - lubuskim, świętokrzyskim, śląskim, wielkopolskim i opolskim - kontrola nie wykazała poważniejszych nadużyć. To efekt wprowadzenia systemu monitorowania przepisywanych inwalidom leków. Lekarze wypisywali recepty w książeczkach na samo-kopiującym się papierze. Pierwsza kopia trafiała do karty pacjenta, druga do apteki, a trzecia pozostawała w książeczce chorego. Zarówno w dokumentacji pacjenta, jak i w karcie znajdował się więc zapis, że inwalida taki lek rzeczywiście otrzymał. Znacznie ograniczyło to możliwości matactwa. - Mechanizm oszustwa jest prosty - tłumaczy farmaceutka z jednej ze śląskich aptek. - Kasa chorych refundowała nieuczciwej farmaceutce koszty leków, które jakoby otrzymywali inwalidzi. Tymczasem recepty bezpłatne były wypisywane przez znajomą lekarkę. Farmaceutka sprzedawała leki jeszcze raz po obniżonej cenie. Jeżeli lek kosztował 500 zł, a ona oferowała go po 300 zł, to bez trudu znajdowała nabywcę. Nikt nie pytał o paragon, skoro oszczędzał 200 zł.

Kto, co, komu
- Jak najszybciej trzeba wprowadzić rozwiązania pozwalające na monitorowanie wydawania recept dla inwalidów. Niezłym rozwiązaniem byłoby opracowanie komputerowej bazy danych, do której trafiałaby informacja kto, co i komu przepisał - mówi poseł Tadeusz Zieliński. Posłowie z sejmowej Komisji Zdrowia proponowali między innymi, by wyznaczyć tylko jedną aptekę w każdym mieście, w której inwalidzi mogliby realizować recepty. Taki punkt wskazywałyby regionalne kasy chorych. Niestety, osoby przebywające poza swoim miejscem zamieszkania nie miałyby możliwości wykupienia przepisanych leków.
Sprzeciw w środowisku lekarzy wzbudziła propozycja utworzenia tzw. receptariusza. Kopie recept trafiałyby do baz danych kas chorych. W ten sposób można by sprawdzić, który lekarz przepisuje ich szczególnie dużo danemu pacjentowi. Ze względu na silne naciski lobby farmaceutyczno-lekarskiego posłowie zaniechali prac nad wdrożeniem tego pomysłu.
W innych krajach europejskich udało się rozwiązać problem nadużyć związanych z bezpłatnymi receptami. W Słowenii wprowadzono elektroniczne karty dla pacjentów i lekarzy. Pacjent zabiera kartę, idąc po poradę do lekarza. Chcąc zaaplikować choremu jakikolwiek specyfik, lekarz wsuwa kartę pacjenta i swoją do czytnika. Informację o przepisanych lekarstwach wpisuje się na obie karty. Zamiast recepty chory zanosi kartę do apteki. Dzięki bezpośredniemu połączeniu bazy danych z czytnikami kasy chorych uzyskują natychmiast informację, jakie leki i komu lekarz przepisał. Podobny system sprawdził się w Wielkiej Brytanii.
W Polsce koszt utworzenia bazy danych i wyprodukowania kart wyniósłby około 40 zł na pacjenta. Cena ta wydaje się niewielka w porównaniu z ogromnymi stratami, jakie ponosi skarb państwa.

Okładka tygodnika WPROST: 3/2001
Więcej możesz przeczytać w 3/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0