Reality show

Reality show

Dodano:   /  Zmieniono: 
Reality show to taka telewizja, co udaje życie, które udaje telewizję udającą życie. Telewizja ma swoje ratingi i nagrody za oglądalność, a co z życiem imitującym telewizję...? Nikt nie kwalifikuje życia. Świat huczy na temat "Big Brother", a strajku pielęgniarek nikt nie docenia. Nikt nie dostrzega w nim wielkiego "Little Sister Show".
 
Prawie setka nadpobudliwych kobiet zamkniętych w małym budynku ministerstwa. Do środka dostają się te, które najmocniej złapią policjanta za genitalia i przedrą się przez kordon. Potem rano biegiem w bieliźnie, żeby zdążyć do męskiej łazienki przed urzędnikami, zawodzenie, rzucanie błotem - kto to wytrzyma, dostają 500 zł brutto miesięcznie, w końcu dostają po 203 zł podwyżki - takie jest życie, wciąż nieudolna kopia telewizji.
Ale pogoń trwa. Pół roku po premierze "Ananasów z mojej klasy" startuje życiowy show "Platforma wyborcza". Trzy gwiazdy polityki z trzech różnych klas kolejno wyłuskują z tłumu swoich znajomych. Telewizja i radio ich dopinguje. Każdą nową zdobycz zaprasza do mikrofonu i liczy punkty - komu za Piskorskiego, komu za Katarasińską, komu za Halla, a komu odliczyć punkt za wpuszczenie na platformę Korwin-Mikkego. Jak w prawdziwej telewizji, w "Platformie wyborczej" o nic nie chodzi. Wszystko oczywiście skąpane w intrygach, barwnej retoryce i pozorach autentycznych dylematów politycznych, ale zakończenie będzie telewizyjne: muzyka, kamera na podrygujące gwiazdy, potem szerszy plan na drużyny. Zza transparentu "Noc wyborcza platformy" lecą do góry balony, z góry spada konfetti. Nikt nie pyta o porażkę ani o to, co z niej wynika, bo zbliżenie jest już na mównicę. "To ten, co najwięcej znajomych wciągnął na platformę" - miga napis na tablicy elektronicznej. "To tylko wybory - mówi przegrany zwycięzca - show trwa i jeszcze o nas usłyszycie w następnym sezonie."
W nastepnym sezonie zmieni się też obsada "Gry o radę nadzorczą". Początkowo nikt nie dawał autorom większych szans. Nikt nie sądził, że wprowadzenie do akcji mało efektownego milczka Chronowskiego może z lichego scenariusza wzorowanego na teleturnieju "Idź na całość" zrobić wspaniały spektakl telewizyjny (vide: "Wyspa skarbów"). Tydzień po tygodniu mamy zwycięzców - PZU, Orlen, KGHM, Polkomtel. Na naszych oczach wyrasta nawet osobna klasa menedżerów aktorów. Przypadkowo wykreowanych gwiazd, którym powierzono państwowe spółki i ogromne pieniądze. Nie znają się na tym, co robią, ale wspaniale odgrywają swoje role. W przydużych mercedesach, z rolexami, na szampańskich bankietach rozdają stanowiska, udziały, kontrakty. Przechwytują spółkę za spółką i dostarczają zysków politykom. Niektórzy tak zapamiętali się w grze, że próbują nawet zarządzać prawdziwymi prywatnymi firmami, ale tu oczywiście długo miejsca nie zagrzeją (vide: "Wyścig osobowości"). Większość wie, że istnieją tylko dzięki fikcyjnemu rynkowi państwowych spółek - dopóty, dopóki ich nieudolność finansuje skarb państwa. Dlatego gdzie mogą, wstrzymują prywatyzację i tak formułują prawa, żeby poszerzać pole działania dla coraz większych kadr menedżerów artystów. Zostawiają luki prawne w systemie ubezpieczeń, żeby lewe recepty mogły finansować nieudolnych lekarzy (vide: "Viagra dla inwalidy"). Utrzymują mętne zasady rozliczeń funduszy z Unii Europejskiej, żeby utrzymywać dziesiątki zaprzyjaźnionych firm, w normalnych warunkach nie mogących sprostać zachodnim standardom (vide: "Szeryf z Brukseli"). W tym numerze znajdziecie państwo okładkowy materiał o setkach milionów złotych, które państwo straciło przez skorumpowanych celników. Winni trafili albo niedługo trafią do więzienia, ale to znowu tylko ci, którzy stali przy szlabanie i w odpowiednim momencie odwracali wzrok - nie ci, którzy decydowali o utrzymaniu anachronicznego systemu i opóźnianiu komputeryzacji, nie ci, którzy zgotowali nam takie państwo fikcji. Chicagowski prawnik Marvin Rosenblum, właściciel praw autorskich do powieści Orwella "Rok 1984" i nakręconego na jej podstawie filmu, oskarżył niedawno producentów programu "Big Brother" o kradzież praw intelektualnych. Telewizja Fox natychmiast wykupiła prawa do transmisji rozprawy. Czy ktoś ma prawa do PZU, Orlenu albo skarbu państwa? Czy ktoś mógłby zaskarżyć twórców tych wszystkich teleturniejów i gier pod nazwami prawdziwych instytucji? To byłoby reality show.
Więcej możesz przeczytać w 3/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0