Twardy realizm

Twardy realizm

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z profesorem BRONISŁAWEM GEREMKIEM, przewodniczącym Unii Wolności
 

Rozmowa z profesorem BRONISŁAWEM GEREMKIEM, przewodniczącym Unii Wolności

Płacimy cenę za półwiecze istnienia pustyni politycznej. Nie nastąpiło zakorzenienie się partii w tradycji, zachowaniu ludzi

"Wprost": - "Co cię nie zabije, to cię wzmocni" - mówi chińskie przysłowie. Kogo zamęt w centrum sceny politycznej zabije, a kogo wzmocni?
Bronisław Geremek: - Nowa inicjatywa, czyli utworzenie Platformy Obywatelskiej, nie zabiła Unii Wolności, a zatem ją wzmocni. Traktujemy powstanie platformy jako wyzwanie. A komu ów zamęt pomaga? Nie sądzę, by odpowiedź na to pytanie wiązała się z wydarzeniami z ostatnich tygodni. Obserwowaliśmy od dłuższego czasu spadek wiarygodności AWS, jednak nastąpiła próba porozumienia się tworzących ją ugrupowań, co dobrze rokowało na przyszłość. Od wielu miesięcy spadało w sondażach poparcie dla Unii Wolności, lecz kongres partii zajął się programem, co dawało szansę dynamizacji politycznego centrum. Na razie pozytywne procesy odzyskiwania inicjatywy przez centrum i prawicę zostały osłabione. To oznacza, że SLD, nawet nie robiąc niczego, może uzyskiwać wszystko.
- Na Zachodzie partie odnawiają się, oferując nowe idee - trzecią drogę Blai-ra i Schrödera, nowy konserwatyzm Aznara. U nas zaś centrum i prawica próbują zyskiwać popularność przez kolejne podziały.
- Płacimy cenę za półwiecze istnienia pustyni politycznej. Nie nastąpiło zakorzenienie się partii w tradycji, zachowaniu ludzi. Następstwem naturalnego procesu pojawienia się rynku politycznego jest partyjne rozdrobnienie i poczucie, że wystarczy "produkt" wylansować, by uzyskać dla niego poparcie. Należę do tych polityków, którzy uważają, że nie opakowanie jest najważniejsze, ale jego zawartość.
- Przedstawione przez UW propozycje stworzenia fundacji edukacyjnej i zawarcia paktu o zatrudnieniu to jednak za mało, by przyciągnąć nowych wyborców. Unia potrzebuje kilku prostych, chwytliwych pomysłów. Słuchamy.
- Proste, chwytliwe pomysły to właśnie nasze inicjatywy, nasz program. Jeżeli nie potrafimy odpowiedzieć na wzrost bezrobocia, to znaczy, że jesteśmy zbędni w polityce. I na wzrost bezrobocia odpowiadamy - trzeba uelastycznić kodeks pracy, zmniejszyć podatki, stworzyć bodźce do tworzenia nowych miejsc pracy. Po drugie - wejście Polski do Unii Europejskiej i do NATO oznacza znakomite zakorzenienie procesów przemian. Po trzecie - gdy mówimy o edukacji i nauce, to wydaje się, że wracamy do klasycznej debaty o budżetówce konsumującej produkt narodowy. W rzeczywistości kwestia edukacji i nauki to rozwiązanie problemu polskiej wsi i małych miast, a także wykorzystanie premii spóźnionego rozwoju. Powinniśmy umieć wejść w proces tworzenia cywilizacji informatycznej, jak to uczyniła Finlandia ze swoją sztandarową firmą Nokia.
- Stwierdził pan niedawno, że program Platformy Obywatelskiej jest zbieżny z programem Unii Wolności. Dlaczego więc na razie platforma ma większe poparcie od unii?
- Fakt, że program platformy jest prawie w całości programem, który swego czasu podpisaliśmy z Andrzejem Olechowskim, to dobry znak. Tworzy się pewien układ porozumienia między centrum a prawicą. Unia Wolności chce, by formacja prawicowa była mocna. I gdy minęły już pierwsze mgły spowijające nowe ugrupowanie, gdy zniknęły pierwsze irytacje związane z jego powstaniem, trzeba patrzeć racjonalnie. Przyszłość pokaże, czy temu ugrupowaniu wyborcy zaufają. Jeżeli zaufają, będzie to partner, z którym w kwestiach programowych możemy się porozumieć. Natomiast pytanie panów dotyczy również techniki zdobywania popularności poprzez prezentację nowego ugrupowania. W krótkim czasie - skoro rynek wkroczył do polityki - także reklama staje się dźwignią sukcesu politycznego. Nowe ugrupowanie zaprezentowało się opinii publicznej w sposób profesjonalny w czasie, gdy opinia ta, zwłaszcza wyborcy ciążący ku centrum i prawicy, jest zmęczona sporami.
- Tadeusz Mazowiecki powiedział kiedyś, że sytuacja zmierza do tego, iż po jednej stronie będzie lewica, a po drugiej mgławica. Czy jesteśmy skazani na rządy SLD?
- Mam nadzieję, że prawica wyjdzie z etapu mgławicowego istnienia jeszcze przed wyborami. Jeżeli nie, to rzeczywiście rządy SLD mieszczą się w logice wydarzeń politycznych. Uważam jednak, że zarówno centrum, jak i prawica zdołają się zreorganizować. Unia Wolności zwróciła się do rządu i do AWS z propozycją wspólnego przedstawienia pakietu działań zmierzających do zwalczenia bezrobocia. Już po kilku dniach okazało się, że porozumienie centrum i prawicy wokół racjonalnego programu jest możliwe. Jeśli dalej pójdziemy tą drogą, wyjdziemy z mgławicy.
- Czy nie sprzyjałoby temu również zawarcie porozumienia z Platformą Obywatelską?
- Odpowiadam jednoznacznie: widzę możliwość zawierania wszelkich porozumień, które umożliwiłyby przeciwstawienie się marszowi SLD ku zwycięstwu i których podstawą byłby jasno sformułowany kontrakt polityczny. Podkreślam to dlatego, że Unia Wolności była w bardzo trudnej koalicji z AWS i z tej koalicji wyszła, gdy nastąpiło programowe rozejście się. Teraz trzeba by się porozumieć co najmniej tak zdecydowanie jak poprzednim razem, ale mądrzej, na podstawie jasnego kontraktu. I jeżeli Platforma Obywatelska stanie się trwałym zjawiskiem na scenie politycznej, to jest ona jednym z partnerów do zawarcia takiego porozumienia. Proszę jednak nie oczekiwać, że unia będzie ustępować wobec swojego konkurenta czy rywala. Naszych wyborców przekonywaliśmy zawsze prawdą i faktami.
- Unia będzie więc wymagać porozumienia respektującego twardy realizm. "Polityka to sztuka iluzji" - mawiał tymczasem Winston Churchill. Czy można być skutecznym w polityce, nie mamiąc wyborców?
- Pytanie dotyka bolesnego miejsca Unii Wolności, która jest partią twardego realizmu i głosi potrzebę akceptacji często bolesnych dla obywateli przemian. I po dziesięciu latach Polska jest krajem przodującym w transformacji. Obecnie musimy jednak znaleźć sposób na połączenie twardego realizmu z ociepleniem wizerunku partii. Dlatego w naszym programie - oprócz przedstawienia jasnej wizji racjonalnej gospodarki - chcemy powiedzieć, co trzeba zrobić dla społeczności małych miast i wsi. Jesteśmy postrzegani jako partia wielkomiejska, jednak wiemy, że warunkiem powodzenia programu unowocześnienia Polski nie może być dzielenie kraju na Polskę A i B. Bez zachowania solidarności społecznej nie mamy szans na dokończenie transformacji ustrojowej. A nie zachowamy solidarności, jeśli nie będziemy się komunikować z wyborcami nowym językiem.
- Tymczasem popularność Lecha Kaczyńskiego, ministra sprawiedliwości, wskazuje, że wyborcy wolą polityków szeryfów. Czy partia inteligencka, za jaką uchodzi unia, ma przyszłość?
- Gdyby unia była tylko partią inteligencką, to byłaby klubem dyskusyjnym. A unia jest partią w pełnym tego słowa znaczeniu. Nasz elektorat stanowią też przedsiębiorcy i młodzież. Pozostaje przy tym paradoksem, że unia w istocie zapomniała trochę o środowiskach inteligencji. I bardzo chcemy odzyskać ich zaufanie, bo jeżeli nie będziemy potrafili mądrze zainwestować w edukację, naukę i kulturę, nie zdołamy się stać partnerem dla innych krajów. Zarazem uważam, że wbrew pewnym pozorom wyborcy potrzebują nie tyle szeryfów, ile zdecydowanych, a równocześnie odpowiedzialnych przywódców, którzy umieją się porozumieć ze społeczeństwem, nie mamiąc go złudzeniami.
- Margaret Thatcher powiedziała, że polityka to nie wybieg dla modelek...
- Tak właśnie uważam, zwłaszcza że w polityce modelki są najczęściej płci męskiej.

Więcej możesz przeczytać w 5/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0