Milionerzy on line

Milionerzy on line

W wirtualnych "Milionerach" nie można wygrać miliona dolarów, marek ani złotych. Nie oznacza to jednak, że emocje są mniejsze. Coraz większa popularność stron internetowych teleturnieju wiąże się z przemijaniem mody na jego telewizyjną wersję. W Stanach Zjednoczonych, Niemczech i Wielkiej Brytanii witryny programu ogląda kilka milionów internautów dziennie. Także w Polsce na jego strony wchodzi coraz więcej osób. Internetowa wersja konkursu miała być początkowo tylko reklamą, a stała się konkurencją.
Moda na wirtualne serwisy "Milionerów" zaczęła się od interaktywnych kursów przygotowujących do udziału w wyścigu po wygraną. W krajach, w których nadawany jest teleturniej, coraz więcej ludzi korzysta z tzw. cybertreningów. Odpowiada się tu na pytania z wyemitowanych programów, można przejrzeć archiwa, a nawet zasięgnąć porady u psychologa, jak się zachowywać podczas występu na żywo. Na amerykańskich stronach opisano też najciekawsze przygody uczestników "Milionerów". Podczas jednej z emisji programu przy pytaniu za milion dolarów kandydat poprosił o koło ratunkowe (telefon do przyjaciela) i zadzwonił do ojca. Po połączeniu powiedział: "Tato, nie dzwonię do ciebie z prośbą o pomoc. Jestem przy ostatnim pytaniu i znam na nie odpowiedź. Chciałem po prostu, abyś się pierwszy dowiedział, że wygrałem milion".
W sieci można zdobyć pieniądze - w witrynach niemieckiej i amerykańskiej wersji teleturnieju każdy, kto poprawnie odpowie na piętnaście pytań, bierze udział w losowaniu nagród. W Niemczech internauta może uczestniczyć w kwizie równolegle z osobą w studiu: odpowiedzi cyberkandydata wyświetlane są niedługo po odpowiedzi w telewizji. - Teraz pracujemy nad tym, by gracze sieciowi mogli występować przeciwko sobie. Kiedy znajdziemy sponsorów, w Internecie rozpoczną się wreszcie gry o milion - przekonuje Patrick Zeilhofer, dyrektor programowy RTL New Media.
Fascynacja wirtualnymi "Milionerami" dotarła do Polski. "Kiedy oglądamy program, widzimy tylko zawodnika, pytania, studio. Niektórzy chcieliby się jednak dowiedzieć, co przeżywa gracz, kiedy siedzi na magicznym fotelu vis-ť-vis Huberta" - piszą autorzy polskich stron poświęconych teleturniejowi. Aby zaspokoić ciekawość internautów, prezentuje się relacje zawodników, którzy już wzięli udział w zabawie. "Dzwoniłam tam dwanaście razy. Spytano mnie, czy ktoś z bliskiej rodziny pracuje w firmach związanych z teleturniejem, czy nie jestem skazana wyrokiem sądowym, czy nie odbywam kary więzienia i czy będę potrzebowała pomocy lekarskiej. Potem dowiedziałam się, że muszę wziąć jedno ubranie na zmianę - nie w kolorach czerwonym i białym i nie w duże wzory" - napisała pani Bożena. W sieci można też poznać życiorys Huberta Urbańskiego, dowiedzieć się, że ma sukę Toffi i mysz Trocinę, że jego życiowe credo brzmi: "Creda są dla głupków", a polityka wywołuje u niego mdłości. Wirtualni doradcy sugerują, jak i kiedy korzystać z kół ratunkowych, przekonują, by teleturniej traktować jak zabawę i nie dzielić skóry na niedźwiedziu, czyli nie rozmyślać, na co wyda się ewentualną wygraną. Radzą też poćwiczyć w domu wciskanie klawiszy na maszynie do pisania lub kalkulatorze, co przyda się w konkurencji "Kto pierwszy, ten lepszy". Chętni mogą też ściągnąć nagrania najlepszych fragmentów programu. Nie można tylko wygrać prawdziwej gotówki.

Okładka tygodnika WPROST: 6/2001
Więcej możesz przeczytać w 6/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0