Wielkie przemeblowanie

Wielkie przemeblowanie

Epoka Billa Clintona w Białym Domu skończyła się tak, jak się zaczęła - w atmosferze skandalu. Tuż przed zaprzysiężeniem George’a Busha ustępujący prezydent (miast przyjmować zasłużone gratulacje) w zamian za rezygnację z postawienia w stan oskarżenia po raz pierwszy wyznał publicznie, że "świadomie pod przysięgą złożył wprowadzające w błąd zeznania". Chodziło o proces o molestowanie seksualne wytoczony mu przez Paulę Jones. W ostatnich godzinach sprawowania władzy Clinton zgodził się też na zawieszenie go w prawach do wykonywania zawodu adwokata przez następne pięć lat i zapłacenie 25 tys. USD kary.
Dopiero po kilku dniach okazało się, że Clinton w ostatnich chwilach prezydentury był zajęty nie tylko zapewnieniem sobie spokoju na przyszłość. Spłacał też polityczne długi swoje i żony, wydając ułaskawienia. Przynajmniej dwadzieścia decyzji zostało podjętych z pominięciem rutynowej procedury ministerstwa sprawiedliwości i to dosłownie na kilka godzin przed zaprzysiężeniem George’a W. Busha. Wśród ułaskawionych znalazł się przyrodni brat prezydenta Roger Clinton, skazany w latach 80. za posiadanie narkotyków, oraz "ukrywający się" w Szwajcarii finansista Marc Rich, jeden z najbogatszych ludzi świata, którego w roku 1983 oskarżono o wyłudzenia, złamanie embarga na handel z Iranem i przestępstwa podatkowe na 48 mln USD. Powód ułaskawienia jest jasny: jego była żona, piosenkarka Denise Rich, od 1993 r. przekazała na fundusz wyborczy Partii Demokratycznej, obrony prawnej prezydenta oraz kampanię wyborczą Hillary Clinton w sumie ponad 1,6 mln USD. Clinton w ostatniej chwili złagodził wyroki czterem chasydom z New Square w stanie Nowy Jork, którzy skazani zostali za wyłudzenie 40 mln USD z kasy federalnej na fikcyjną szkołę. Pomogła interwencja ojców miasteczka, którzy w obecności pani senator spotkali się z prezydentem w Białym Domu. Dziwnym zbiegiem okoliczności Hillary otrzymała w New Square 99 proc. głosów oddanych w listopadowych wyborach do Senatu, choć zaprzecza, że miała wpływ na decyzje męża.
Wyprowadzając się z Białego Domu, pierwsza para zabrała z siedziby prezydentów podarki o wartości 200 tys. USD, w tym meble, zastawę stołową i dywany potrzebne do urządzenia dwóch nowych domów: w Chappaqua w Nowym Jorku i w ekskluzywnej dzielnicy Waszyngtonu - Georgetown. Wszystko zgodnie z prawem i konstytucją, ale pozostał niesmak, sprawiający, że Hillary Clinton ukrywa się przed reporterami w krużgankach Kapitolu, a "zwykły obywatel" Bill nie wychyla nosa z nowego domu.
Niezbyt eleganckie pożegnanie Clintona z urzędem tłumaczy, dlaczego wielu Amerykanów z nadzieją powitało zapowiedź nowego prezydenta przywrócenia w Białym Domu atmosfery "przyzwoitości i godności". Najpierw jednak George W. Bush musiał zaprowadzić w porządek w swojej nowej siedzibie. Wyprowadzający się stamtąd demokraci spłatali nowym lokatorom posesji przy 1600 Pennsylvania Avenue wiele niekoniecznie zabawnych figli. Pierwszego dnia urzędnicy odkryli, że w większości klawiatur komputerowych wymontowano, wymazano bądź unieruchomiono klawisz z literą W (po angielsku "dablju"). To inicjał drugiego imienia obecnego prezydenta George’a Walkera Busha, nazywanego po prostu Dablju.
W biurach rozsypano też śmieci, na ścianach pomieszczeń i w toaletach pozostawiono wulgarne napisy, niektóre linie telefoniczne zostały odcięte bądź zamienione, a drukarki laserowe po włączeniu zaczęły drukować materiały pornograficzne. Zamki w szafach zalano klejem, na wielu drzwiach pojawiły się tabliczki wyszydzające pomyłki językowe nowego prezydenta. Z pokładu rządowego samolotu zniknęła zastawa i koce, a nawet karton pasty do zębów.
"Prezydent rozumie, że czasami przekazywanie władzy może być trudne i wzbudza silne emocje. Dlatego zamierza traktować to ze zrozumieniem" - zbagatelizował wybryki demokratów nowy rzecznik Białego Domu Ari Fleischer.
Nowi lokatorzy zabrali się do urządzania Białego Domu po swojemu. Gabinet Owalny, w którym zapadają najważniejsze dla losów państwa i świata decyzje, w ciągu kilkunastu godzin od zaprzysiężenia został odmalowany. Zniknęły ulubione kolory Clintona - niebieski i czerwony. Błękitny dywan z pieczęcią prezydenta zastąpiono dywanem w kolorze kremowym. Zniknęły czerwone sofy koło kominka - pojawiły się beżowe. Na biurku stanęła fotografia George’a W. Busha składającego na stopniach Kapitolu przysięgę wierności konstytucji. Z półek obok historycznego biurka usunięto popiersia Roosevelta i Johna Kennedy’ego. Zastąpili ich Fanklin, Lincoln i Eisenhower.
Bush, aby udowodnić, że mimo niepewnego zwycięstwa w listopadowych wyborach czuje się dobrze w Białym Domu, z marszu zabrał się do rządzenia. Nawet demokraci byli zaskoczeni tempem, w jakim rozpoczął realizację obietnic wyborczych: reformę systemu edukacji, zmniejszenie opodatkowania wszystkich grup majątkowych w sumie o 1,6 bln USD w ciągu dziesięciu lat, ulgi dla rencistów na zakup leków, zwiększenie roli organizacji pozarządowych (w tym religijnych) w realizacji federalnych programów socjalnych. Najpierw zakazał agencjom rządowym finansowania międzynarodowych organizacji planowania rodziny, jeśli "propagują bądź nakłaniają do zabiegów przerywania ciąży". Bush (co szczególnie zirytowało feministki i lewicę) podjął tę pierwszą ważną decyzję dokładnie w 28. rocznicę historycznego werdyktu Sądu Najwyższego, który uznał aborcję w USA za legalną.
Nie tylko styl rządzenia George’a W. Busha - pierwszego prezydenta z dyplomem zarządzania i administracji MBA - różni go od poprzednika. Zmieniło się też jego otoczenie. Młodych, zdolnych i chorobliwie ambitnych pracoholików z dyplomami najlepszych uczelni wschodniego wybrzeża zastąpili doskonale obznajomieni z regułami rządzącymi Waszyngtonem starsi doradcy znani z administracji Reagana i ojca obecnego prezydenta. Skończą się słynne całonocne nasiadówki sztabów kryzysowych wśród puszek coli i kartonów pizzy na wynos. Sekretarz stanu Colin Powell podczas pierwszego spotkania z personelem MSZ zapowiedział, że w weekendy nie zamierza się pojawiać w swoim gabinecie.
Większość wyższych urzędników to osoby bardzo zamożne - wiceprezydent Richard Cheney (minister obrony w administracji Busha seniora) od czasu odejścia z rządu zarobił jako szef dużej firmy petrochemicznej 40 mln USD; Colin Powell po tym, gdy siedem lat temu odszedł do cywila, zgromadził ponad 27 mln USD. Milionerami są minister handlu Donald Evans, minister skarbu Paul O’Neill oraz minister obrony Donald Rumsfeld. George Bush, który dorobił się milionów na drużynie baseballowej Rangers, jest pierwszym prezydentem od czasów Richarda Nixona mającym otrzymać podwyżkę. Nie licząc szczodrego pakietu "świadczeń socjalnych", będzie zarabiał rocznie 400 tys. USD, a więc dwa razy więcej niż Clinton.
Zmiana administracji zawsze odmienia Waszyngton i jego okolice. Na bankietach w Białym Domu będzie teraz mniej zafascynowanych Clintonem gwiazd z Hollywood, a więcej artystów z kręgu country and western i szefów dużych korporacji. Do łask powrócą steki w takich znanych lokalach, jak The Palm, Prime Rib czy Caucus Room. Dla przeciętnego waszyngtończyka oznacza to więcej wołowiny i restauracji oferujących kuchnię teksańsko-meksykańską, mniej wieprzowiny, drobiu, korków oraz... ulic wyłączonych z ruchu podczas przejazdów sław i dygnitarzy.

Okładka tygodnika WPROST: 6/2001
Więcej możesz przeczytać w 6/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0