Sto godzin nadziei

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jak długo trzeba szukać ludzi uwięzionych pod gruzami? Po sześciu dniach od chwili, gdy potężne trzęsienie ziemi zrujnowało zachodni stan Indii, Gudżarat, spod zawalonego bloku mieszkalnego w mieście Ahmadabad wydobyto 55-letnią kobietę. Jyotsnabhen Gandhi pozostawała pod gruzami przez 118 godzin, tuż obok rozkładającego się ciała syna. Wiedziała prawie na pewno, że jej mąż też zginął w zniszczonym budynku.
Do szpitala trafiła w stanie krytycznym po amputowaniu obu nóg i ręki. Następnego dnia rano tureccy ratownicy odkopali w mieście Bhudż 13-letnią Priyankę Thakar, a kilka godzin później w miejscowości Bachao - 102-letnią Vedzi Bhen. Za cud można uznać wydobycie z zawalonego domu żywego jedenastomiesięcznego dziecka po tygodniu od tragedii.
Ocalenie nastąpiło w chwili, gdy ratownicy z całego świata tracili już nadzieję na odszukanie kogokolwiek żywego. Tysiącom zrozpaczonych ludzi przywróciło to cień wiary w uratowanie nie odnalezionych do tej pory bliskich. Zdaniem ratowników, sto godzin to granica. Przeżycie pod gruzami dłużej - bez wody - jest prawie niemożliwe.
Tak wielka katastrofa przytłoczyłaby nawet najbardziej rozwinięte kraje, nic więc dziwnego, że Indie nie radzą sobie z usuwaniem jej skutków. Budynki rozsypywały się, bo nagminnie lekceważono standardy budowlane dla stref sejsmicznych. Po ustaniu wstrząsów chaos organizacyjny był tak duży, że miejscowe władze nie były w stanie skutecznie wykorzystać pomocy ekip ratowniczych z zagranicy. Przez wiele godzin czekały one bezradnie na lotnisku, gdyż nie potrafiono im przydzielić konkretnych zadań i nie było środków transportu. Indie zresztą po raz pierwszy przyjęły pomocną dłoń z zagranicy. Dotychczas (na przykład po przejściu w zeszłym roku cyklonu Orissa) akceptowały tylko pomoc materialną. Zabrakło więc doświadczenia we współpracy i koordynowaniu akcji.
Miejscowi ratownicy nie mieli dość specjalistycznego sprzętu i psów do poszukiwania zasypanych, a często brakowało im umiejętności, jakie zdobywają ekipy ratownicze w misjach na całym świecie (wysłana do Indii polska grupa strażaków ratowników zdobywała doświadczenie, choćby niosąc pomoc po dwóch ostatnich trzęsieniach ziemi w Turcji). Później psy nie na wiele się już zdały, zdezorientowane wonią rozkładających się zwłok. Nasza ekipa, choć wyleciała do Indii kilka dni po tragedii, czekała na lotnisku w Ahmadabadzie prawie dziesięć godzin, zanim mogła wyruszyć do miejsca przeznaczenia. Kapitan Bogdan Gumulak, dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 z Nowego Sącza, której strażacy pojechali do Indii, przestrzega przed zbyt ostrymi ocenami. - Przy tak dużych katastrofach bałagan jest nieunikniony, a samo dotarcie na miejsce akcji jest wielkim problemem z uwagi na uszkodzone drogi i wiadukty - mówi.
Indyjska prasa nie pozostawiła jednak suchej nitki na rządzie centralnym i władzach stanowych, obarczając je winą za nieudolność akcji ratunkowej. Krytyki oszczędzono tylko armii. Jej pojawienie się na miejscu tragedii stworzyło w końcu wrażenie, że pomoc ma charakter zorganizowany i ktoś czuwa nad zapewnieniem spokoju i porządku.
Przedstawiciele rządu przyznają, że nie udało się stworzyć sprawnego systemu udzielania pomocy - większość środków skierowano do miasta Bhudż, gdyż władze nie były w stanie ocenić potrzeb w odciętych przez tragedię wsiach. Na ulicach zrujnowanych miast płoną ogniska, a ludzie są załamani perspektywą spędzenia w tych warunkach wielu tygodni, jeśli nie miesięcy. Z powodu zanieczyszczenia wody Czerwony Krzyż przestrzega przed epidemią.
Odbudowanie podstaw egzystencji będzie gigantycznym zadaniem. Z nim też Indie same nie dadzą sobie rady. Według gazety "The Times of India", urzędnicy miotali się bezradnie, przyznając, że nie wiedzą, co mają zrobić w obliczu tak gwałtownego wyzwania. Na razie powstają miasteczka namiotowe. Dla tych, którzy przeżyli, tracąc wszystko, mogą one na długo pozostać jedynym schronieniem. Tymczasem sejsmologowie ostrzegają: w północnych Indiach trzęsienie ziemi może się wkrótce powtórzyć.

Więcej możesz przeczytać w 6/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.