Owce i barany

Owce i barany

Z Ojcem Świętym, który jest przeciwny karze śmierci, nie zgadza się minister K. i większość naszego ludu bożego. Dostało mi się trochę za zaczepianie ulubionego ministra ludu pracującego miast i wsi, profesora prawa pracy i prokuratora generalnego Lecha K. "Nasz Dziennik" (27-28.01) opublikował zjadliwy tekścik "Falandyzacje logiki", a Romuald Królik z Mrągowa skierował do mnie długi list, pełen trafnych obserwacji i zmuszający do refleksji. Nie lubię się wdawać w publiczne polemiki, a więc tylko kilka słów w obronie własnej.
"Nasz Dziennik" to fajne pisemko, ale jak na organ katolicki trochę za dużo w nim jadu. Nie chodzi o kawałek poświęcony mojej skromnej osobie, ale o całość. Wygląda na to, że w "Naszym Dzienniku" pisuje sporo ludzi mocno sfrustrowanych, którzy uwielbiają mieć za złe. Nie lubię jadowitych gazetek, bo nie chcę być truty. Jan Kowalski może sobie oczywiście pisać, co mu się podoba, bo żyje w wolnym kraju. Nie warto się jednak zbytnio zapamiętywać w głoszeniu własnych poglądów: "Nic tak dobrze nie gwarantuje braku recydywy, jak w porę zastosowana kara śmierci, aplikowana skrajnym zwyrodnialcom". Chciałbym przypomnieć pismu katolickiemu, że całkiem niedawno karze śmierci przeciwstawił się Jan Paweł II, ustalając ostatecznie stanowisko Kościoła, które w tej kwestii przez stulecia nie było jasne. Rzeczony minister K. w wieczornej rozmowie telewizyjnej odważnie i publicznie nie zgodził się z poglądem Ojca Świętego, uznając, że nie dotyka on prawd wiary, a więc nie musi obowiązywać wszystkich wiernych. Wygląda jednak na to, że z Ojcem Świętym nie zgadza się również większość naszego ludu bożego, broniona przez Jana Kowalskiego na łamach katolickiego pisma. Może warto się nad tym zastanowić i podjąć jakąś akcję, mającą na celu wyprowadzenie Jana Pawła II z błędu.
Zostawmy to jednak do przemyślenia "Naszemu Dziennikowi" i przejdźmy do listu. Na wstępie chciałbym po raz kolejny przeprosić, że z reguły nie odpowiadam na listy, bo najzwyczajniej w świecie nie mam na to czasu.
Bywają jednak sytuacje wyjątkowe, gdy na przykład nagle okazuje się, że mój mały synek dopuścił się plagiatu i ojciec musi się gęsto tłumaczyć. Albo gdy komuś chce się napisać aż osiem zeszytowych kartek mądrego i dość dramatycznego tekstu. W ogólnie słusznym i mądrym liście pana Królika z Mrągowa są jednak drobiazgi, które warto sprostować. Zawiera je następujący fragment: "Ubolewa pan, [czyli ja - L.F.], że zmarnował życie, ucząc się głupot, a ja myślę, że stracił pan ostrość widzenia. Ma pan fantastyczne warunki: wykształcenie i nazwisko, a babrze się publicystyką, do tego mało precyzyjnie. Osiągnąć taki tytuł naukowy, to jak otrzymać szlachectwo, którego nie powinno się dziedziczyć ani nim kupczyć, ale również trwonić. Niech pan zejdzie na dół, pojeździ nocnym tramwajem. Jeśli pan zarobi guza, to spali pan tytuły i posypie głowę popiołem, a następnie odwoła, że minister sprawiedliwości majstruje przy prawie i wkrótce się po nim posprząta. Utytułowani humaniści czerpią swój pęd do liberalizmu z braku osobistych doświadczeń krzywdy i bezprawia".
Szanowny panie Królik! Po pierwsze - nie mam tytułu naukowego profesora belwederskiego i jestem, jak minister K., tylko skromnym doktorem habilitowanym, a więc z tym szlachectwem to gruba przesada. Po drugie - jako chłopak z warszawskiej Ochoty i facet noszący w tyłku osiem esperali coś tam o życiu wiem. Bogu dziękuję, że miałem trochę fartu, bo równie dobrze mógłbym już nie żyć albo siedzieć w kiciu. Trochę mnie pan wyidealizował. Ot, i wszystko!
Coś się chyba zaczyna dziać, bo oprócz listów mądrych przychodzą także dziwne. Jeden rodak każe mi pisać w "Tel Awiw Kurier", a drugi przysyła taki wierszyk: "Znaleźli w ciemnym lesie/Wilcy - owcę głupią/Milczkiem bez chwili zwłoki/Wnet z niej skórę łupią/Ostatkiem sił jęknęło/Jagnię 'Jakim prawem'/Samoś w lesie słabe/Zjedli go niebawem/Nie pytaj 'Jakim prawem'/Jeśliś owcą głupią/Bo ci wilcy Komuchy/Milczkiem skórę złupią". (Tu podpis poety + niewyraźne "przesł. pośmiertne grzesz.") Bóg zapłać, panowie, za dobre słowo. Po polsku i po katolicku.
Okładka tygodnika WPROST: 6/2001
Więcej możesz przeczytać w 6/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
 0