Wprost od czytelników

Wprost od czytelników

Rafał Ziemkiewicz proponuje ograniczyć powszechne prawo głosu, stanowiące jedną z podstawowych zasad ustrojowych demokracji ("Ratujmy demokrację!", nr 5). Zmiana ta byłaby może mniej niemoralna niż odebranie prawa głosu kobietom czy mniejszościom narodowym, jednak w poważny sposób ograniczałaby zdolność decydowania o sprawach państwa przez osoby je zamieszkujące.
Ratujmy demokrację!
Rafał Ziemkiewicz proponuje ograniczyć powszechne prawo głosu, stanowiące jedną z podstawowych zasad ustrojowych demokracji ("Ratujmy demokrację!", nr 5). Zmiana ta byłaby może mniej niemoralna niż odebranie prawa głosu kobietom czy mniejszościom narodowym, jednak w poważny sposób ograniczałaby zdolność decydowania o sprawach państwa przez osoby je zamieszkujące. Obywatele niechętnie zrzekną się wolności w imię mętnych zapewnień, że uratuje to demokrację od upadku. Troska o dobre funkcjonowanie państwa leży w interesie obywateli; podobnie utrzymanie demokracji. Ci, którzy ową troskę wyrazić chcą aktywnie, idą do urn wyborczych. To jest prawdziwy test prawa do głosowania - bo jego istotą jest to, że można z niego skorzystać lub nie. Ograniczenie prawa głosu to koncepcja nietrafiona - nie uchroni nas ani od polityków nie zważających na interes państwa, ani od manipulowania wyborcami. Lepszym już lekarstwem jest otwartość informacyjna pozwalająca na edukację polityczną obywateli. Demokracji nie trzeba ratować, ale warto ją udoskonalać; zamiast się cofać o krok, lepiej planować dwa następne.
JAROSŁAW ZIELIŃSKI
Warszawa

Fura, komóra, skóra i jaskinia
Na razie nie mam jeszcze takich zmartwień jak autor felietonu "Fura, komóra, skóra i jaskinia" (nr 1), nie ulegam "złudzeniu bycia w innym świecie", a i do komputerowo-internetowej młodzieży oczekującej następnej imprezy też się zaliczyć nie mogę. Choć nie jestem ani ojcem, ani tym bardziej dziadkiem, lecz 25-letnim człowiekiem wstępującym w tym roku na ślubny kobierzec, to również w moim życiu zdarzają się niekiedy dni, kiedy za oknem szaro, mgliście i bez słońca, a do głowy przychodzą niezbyt różowe myśli. W takim stanie ducha przeczytałem tekst Lecha Falandysza i uśmiechnąłem się do świata całym sobą. Chciałem gorąco za ten felieton podziękować, bo choć pisany był dla wszystkich, odebrałem go bardzo osobiście.
Wojtek z Wrocławia

Brakujące ogniwo
Nie rozumiem, czemu mam się czuć winny za zbrodnię w Jedwabnem ("Brakujące ogniwo", nr 4). Czy tylko dlatego, że jestem Polakiem? Moja rodzina mieszkała w małym mieście na wschodnim pograniczu Wileńszczyzny. Po wkroczeniu bolszewików sporo młodzieży żydowskiej czynnie uczestniczyło w wydawaniu Polaków NKWD. Nikt jednak nie miał o to pretensji do Żydów jako takich, tylko do konkretnych kolaborujących osób. Postępowaniem niektórych Żydów byli oburzeni również ich ziomkowie, często płacąc za tę krytykę wysyłką na Sybir. Nie oceniano postępowania według przynależności narodowej, bo kolaboranci byli też wśród Polaków, Litwinów i innych grup narodowych. Nikt w mojej rodzinie nie wydał Żyda ani nie brał udziału w pogromie. Dlatego sumienie mam czyste. Nie czuję odpowiedzialności za czyny innych ludzi, chociaż są Polakami. Rozumiem, że poczucie winy mogą mieć ludzie, w których rodzinach byli szmalcownicy lub uczestnicy pogromów. Tylko dlaczego za czyny swoich bliskich chcą się bić w nie swoje piersi? Dlaczego antysemityzm niektórych Polaków ma być zaraz "polskim antysemityzmem"? Czemu wmawia mi się poczucie winy za cudze grzechy?
PRZEMYSŁAW BIELEWICZ
Stargard Szczeciński
Okładka tygodnika WPROST: 6/2001
Więcej możesz przeczytać w 6/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
 0