Sezon na Iwaszkiewicza

Sezon na Iwaszkiewicza

Dodano:   /  Zmieniono: 
Polscy filmowcy nie potrafią wyjść z zapaści scenariuszowej. Kiepskie scenariusze to zmora naszego kina. Polskiemu scenopisarstwu brakuje postaci z krwi i kości, które noszą w sobie ziarno przyszłego konfliktu, zarys intrygującej fabuły. Coraz częściej adaptacje literatury bywają ratunkiem dla filmowców. Po Sienkiewiczu do łask wraca Iwaszkiewicz.
Dwadzieścia lat po "Pannach z Wilka" Andrzej Wajda znowu sięga po prozę Jarosława Iwaszkiewicza
 
Tym razem jest to "Noc czerwcowa". Cezary Harasimowicz pisze scenariusz do "Kochanków z Marony". Wcześniej Kazimierz Kutz zrobił dla telewizji serial według "Sławy i chwały". Narracyjny talent Iwaszkiewicza na tle współczesnej scenariuszowej sieczki okazuje się smakowitym kąskiem.
Zdjęcia do "Nocy czerwcowej", jednego z ostatnich opowiadań Iwaszkiewicza, Wajda zaplanował na lato. Scenariusz pisze Zbigniew Kamiński, który sprawdził się przy okazji "Panien z Wilka". W głównych rolach wystąpią Grażyna Szapołowska i Aleksander Domogarow. Akcja "Nocy..." rozgrywa się w roku 1828. Polska hrabina szykuje się do wyprawy na Sybir, gdzie przebywa jej mąż, zesłany za udział w buncie dekabrystów. Nie kieruje nią szalona miłość, lecz poczucie obowiązku. Rodzina chce ją odwieść od tego zamiaru w obawie o los rodowego majątku. Kobietę może zatrzymać tylko rosyjski porucznik gwardyjskiego pułku, nie kryjący swych gorących uczuć.
- Kino karmi się namiętnościami. Miłość i śmierć, wokół których obraca się proza Iwaszkiewicza, wyzwalają emocje - mówi scenarzysta Cezary Harasimowicz, pracujący nad adaptacją "Kochanków z Marony". Przed laty opowieść tę zekranizował Jerzy Zarzycki, jednak - zdaniem Harasimowicza - nie wyzyskał on w pełni walorów tekstu. - Jedność czasu, miejsca i akcji sprawia, że historia miłosnego trójkąta upodabnia się do greckiej tragedii. Spotykamy dwóch mężczyzn - jeden jest zwyczajnie zły, drugi nieuleczalnie chory. Pojawia się kobieta, wybiera jednego, ale nad miłością ciąży fatum.
Twórczość Iwaszkiewicza krąży wokół przeznaczenia. I opiera się na grze skrajności. Kazimierz Kutz odkrywa jej uniwersalność. - To prawdziwa literatura, co oznacza harmonię formy i treści, a także prawdy i piękna - mówi. A jednak zrealizowany przez Kutza serial "Sława i chwała" nie był udany. Umiejętności twórcy "Perły w koronie" nie ukryły scenariuszowych potknięć Krzysztofa T. Toeplitza. Mnogość wątków powieści nie przełożyła się na fabularną atrakcyjność.
Proza Iwaszkiewicza była wielokrotnie ekranizowana (Jerzy Zarzycki, Jan Rybkowski, Jerzy Domaradzki, Andrzej Domalik), ale miano wybitnych zyskały jedynie adaptacje Andrzeja Wajdy i Jerzego Kawalerowicza. Obaj postawili na wspomnianą grę skrajności. Rzadko się zdarza, by adaptacje dorównywały pierwowzorom literackim. W wypadku "Panien z Wilka" (nominacja do Oscara), "Brzeziny", "Matki Joanny od Aniołów" (Srebrna Palma w Cannes) mamy do czynienia z takimi wyjątkami. "Panny z Wilka" to najpiękniejszy polski film o przemijaniu. Opowiedziana szeptem historia rzadko korzysta z mocniejszych środków wyrazu. Kręcąc "Brzezinę", Wajda odkrył prawidłowość: postaci Iwaszkiewicza utkane są z doznań zmysłowych - psychologiczne niuanse istnieją na drugim planie. Poszedł tym tropem. Bolesław w "Brzezinie", śmiertelnie chory, nie przestaje kochać i pragnąć. Bohater "Panien..." pamięta intensywność doznań z przeszłości.
W "Matce Joannie od Aniołów" Kawalerowicza bohaterów wbrew nim samym dopada biologia. Dramat księdza egzorcysty popełniającego zbrodnię z miłości do matki zakonnej to najbardziej zmysłowy polski film, choć bez scen erotycznych.
- Wróżę Iwaszkiewiczowi żywot wieczny - mówi Kazimierz Kutz. - Obawiam się jedynie, by jego publiczny wizerunek nie przesłonił wymowy jego dzieł. Sądząc po czekających nas ekranizacjach, możemy być spokojni. Gorzej z oryginalnymi scenariuszami. Hołubiony Wereśniak napisał i nakręcił arcyknot - "Zakochanych". Pasikowski w "Reichu" nieświadomie bawi do łez "mocnym kinem". Królują tu dialogi rodem z kiczowatych romansów. W tej sytuacji pozostaje wyłącznie literacka klasyka. Tyle że jej zasoby kiedyś się skończą. Zważywszy na zapał, z jakim nasi filmowcy dokonują adaptacji, nie jest to przyszłość odległa.
Więcej możesz przeczytać w 7/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0