Wirtualne państwa

Wirtualne państwa

W Internecie istnieją setki królestw, księstw i republik. Nazwy takich państw, jak Alfistia, Alterra czy Wspólnota Anaceronu, nie pojawiają się w doniesieniach prasowych, a telewizja nie pokazuje zdjęć z Isonomii czy Demokratycznej Republiki Liverpoolu. Nie znaczy to jednak, że te państwa nie istnieją. Istnieją, tyle że ich status polityczny został określony w ramach równoległej wirtualnej rzeczywistości.
Nova Roma to ambitny projekt internetowy, którego autorzy zaproponowali, aby wskrzesić... Imperium Romanum. "Istniejemy na razie tylko w cyberprzestrzeni, ale nie oznacza to, że na tym poprzestaniemy. Naszym celem jest upowszechnianie religii starożytnego Rzymu oraz cnót jego obywateli" - deklarują założyciele witryny. Może nie uda im się zrealizować wspaniałego celu, lecz i tak dzięki projektowi Nova Roma prowadzą - jak sami mówią - "życie ciekawsze, niż chce się prowadzić innym ludziom".

Ziemia cyberpaństw
Niektóre wirtualne państwa, mimo że są fikcyjne, posiadają kawałek ziemi albo chociaż morza. Podstawą istnienia Sea-landii jest stara platforma morska, powstała u wybrzeży Wielkiej Brytanii w czasach II wojny światowej. Na fali kontestacji lat 60. osiedlił się na niej Roy Bates, ogłaszając ją niepodległym księstwem. Trwałaby pewnie w zapomnieniu, ignorowana przez realne potęgi polityczne, gdyby nie Internet. W 2000 r. powstał projekt stworzenia na Sealandii największego i najbezpieczniejszego skarbca danych komputerowych. W tym celu założono firmę informatyczną HavenCo. Kierujący nią młodzi przedsiębiorcy gwarantują, że na otoczonych wodą serwerach, w samym sercu anarchicznego, niezależnego państewka, dane będą bezpieczne i nie będą cenzurowane. Nie muszą dodawać, że ich przechowywanie stanie się dla księcia Sealandii źródłem niezłych dochodów.
Wchodząc na stronę www.molossia.org, widzimy herb i flagę oraz znajdujemy bazę danych dotyczących kultury, turystyki, spraw wewnętrznych i zagranicznych Republiki Molossii. Witryna została opracowana nie tylko po angielsku, ale także w esperanto. Poza tym strona nie różni się od witryn wielu jak najbardziej realnych krajów. Zresztą Molossia też nie jest tak do końca wirtualna - w końcu w skład jej terytorium wchodzi spore gospodarstwo rolne w amerykańskiej Nevadzie. Obywatele państwa Molossia uznali, że życie w przestrzeni wirtualnej jest równie ważne, a chwilami prawdopodobnie ważniejsze niż życie na pustyni. W ten sposób ojciec narodu może w niekonwencjonalny sposób nauczyć dzieci tego, czym jest konstytucja oraz jak funkcjonuje demokratyczne państwo, w którym obywatele mają nie tylko prawa, ale także obowiązki.

Królestwa, księstwa, republiki
Księstwo Hutt River Province powstało w 1970 r. w zachodniej Australii. Bezpośrednią przyczyną secesji było nałożenie przez rząd australijski zbyt dużego kontyngentu na dostawy zboża. Leonard George Casley wraz z rodziną założyli na obszarze zbliżonym wielkością do Hongkongu, a wielokrotnie przewyższającym powierzchnię Monako niezależne księstwo. Dzięki Internetowi ich państewko zyskało światowy rozgłos. Założyli sieć ambasad i konsulatów w wielu krajach świata. Przez Internet można też zdobyć obywatelstwo tego egzotycznego księstewka oraz zamówić drukowane w Hutt River znaczki pocztowe i złote monety bite z okazji trzydziestej rocznicy utworzenia państwa.
Historia Królestwa Talossy doskonale ilustruje proces powstawania mikronarodów i ich internetowego rozwoju. Talossa powstała 26 grudnia 1979 r., kiedy trzynastoletni Robert Ben Madison, prawdopodobnie po kłótni z rodzicami, ogłosił swoją sypialnię na piętrze niezależnym państwem, do którego dostęp mieli tylko nieliczni ludzie (z pewnością żadne z rodziców). Młody Madison obwołał się królem Robertem I, a po demokratycznych wyborach jego wirtualne państwo stało się monarchią konstytucyjną. Na początku monarsze udało się zgromadzić zaledwie kilku poddanych. - Od kiedy Talossa pojawiła się w 1995 r. w Internecie, populacja mojego kraju wielokrotnie się powiększyła. Dziś większość Talossańczyków to "cybercits" - cyberobywatele. Na razie przebywają w swoich tymczasowych miejscach zamieszkania w Anglii, Brazylii i we Włoszech, ale to się zmieni, gdy otrzymamy prawa własności pewnego niezwykle interesującego skrawka Antarktydy - deklaruje 36-letni dzisiaj Robert Ben Madison.

e-ONZ
Mikroskopijne narody i państwa, choć rozproszone po wielu kontynentach, często znajdujące się w miejscach odległych od cywilizacji, próbują przez Internet łączyć siły. W sieci działa kilka serwisów, które wzorem Yahoo! gromadzą odnośniki do stron dedykowanych mikropaństwom. Istnieje niezależna agencja informująca na bieżąco o wszelkich zmianach w układzie sił pomiędzy wirtualnymi królestwami i republikami. Przykładów wzajemnych oddziaływań jest mnóstwo: z państw już istniejących na niepodległość wybijają się nowe, inne jednoczą się w federacje, zawierają sojusze, jeszcze inne tworzą niezwykle rozbudowane systemy prawne, wirtualne urzędy i ministerstwa. Królestwa zamieniają się w komunistyczne dyktatury, autorytarne reżimy przeistaczają się w doskonale funkcjonujące demokracje. - Utopijne ruchy polityczne i państwowe zawsze szukały miejsca na realizację swoich zamierzeń. Znamy wiele przykładów tworzenia w XVIII i XIX wieku na terenach obecnych Stanów Zjednoczonych mikropaństw. Dziś, kiedy północnoamerykańska ziemia została definitywnie podzielona, rolę Dzikiego Zachodu odgrywa Internet. Tu mogą powstawać projekty wolnościowych, demokratycznych mikrospołeczności w ramach cybernetycznych państw. Już Toffler napisał, że nie trzeba posiadać ziemi, żeby coś zdziałać w dzisiejszym świecie - zauważa prof. Wiktor Osiatyński, politolog.

Okładka tygodnika WPROST: 8/2001
Więcej możesz przeczytać w 8/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 3
  • Tomasz Soboń IP
    Nie wiecie moze jak zdobyć obywatelstwo Hutt River ??
    • adasla@interia.pl IP
      Autor kompletnie pomylił mikronacje i micronations i wymieszał osobne byty społeczne.
      • cineksadki@o2.pl IP
        Ciekawsze są polskie mikronacje!