Cyberwizja

Cyberwizja

Dodano: 
Nie trzeba się spieszyć do domu na wieczorne wiadomości. Ich internetową wersję obejrzeć można o dowolnej porze. Nie trzeba nagrywać na wideo skoków Adama Małysza. W wirtualnym archiwum Telewizji Polskiej znajdziemy zapis wszystkich ważniejszych występów naszego zawodnika. Nie mamy czasu pójść do kina. Jest duża szansa, że w sieci natrafimy na poszukiwany film. - Przekaz cyfrowego obrazu był jedyną logiczną formą rozwoju Internetu - przekonują analitycy globalnej sieci. Po oszałamiających sukcesach dźwiękowego formatu MP3 nadeszła kolej na zapisywanie i przesyłanie obrazu filmowego najwyższej jakości.
 

Pierwsze próby przekazywania obrazu wideo za pośrednictwem Internetu przeprowadziły amerykańskie stacje telewizyjne. Dzisiaj w sieci możemy odbierać bezpośredni przekaz z takich kanałów, jak CNN, Disney, BBC World, ABC News, Bloomberg, Fox Sports, MTV, The Weather Channel oraz wielu innych. Także w Polsce najważniejsi nadawcy telewizyjni coraz częściej korzystają z sieci. - Transmitowanie w Internecie naszych głównych programów informacyjnych, takich jak "Wiadomości" czy "Teleexpress", to już codzienność. Osoby odwiedzające witrynę WWW mogą liczyć na znacznie więcej - mówi Zygmunt Kościelski, kierownik Prasowej Agencji Telewizyjnej i redaktor naczelny internetowego serwisu Telewizji Polskiej. - Znajdą na przykład fragmenty programów, które będą u nas emitowane w najbliższym tygodniu, albo wybór kilkudziesięciu piosenek z opolskiego festiwalu. TVP ma też za sobą pierwsze próby bezpośredniego przekazu dłuższych bloków programowych, choćby studia wyborczego czy orkiestry Owsiaka. Zresztą w wypadku tej ostatniej transmisja w sieci była pełniejsza niż telewizyjna, gdyż dodatkowe kamery komputerowe pokazywały obraz z miejsc, do których nie dotarła telewizja.
Technologia zapisu i przekazu plików wideo on line daje ogromne możliwości promocyjne również wytwórniom filmowym. Kiedy na ekrany kin wchodzi nowa superprodukcja, nieodłącznym elementem promocji jest umieszczenie w sieci zwiastuna. - Nasze strony muszą być urozmaicane plikami wideo. Dziś są to reklamówki filmów; w przyszłości, kiedy poprawi się infrastruktura polskiego Internetu, pojawią się dodatkowe materiały, takie jak teledyski towarzyszące filmom czy wywiady z aktorami - twierdzi Agnieszka Mordalska-Mielech z Warner Bros. Polska. Niektórzy zachodni producenci idą dalej. Niedawno dowiedzieliśmy się, że słynny Miramax rozpoczął pilotażowy program udostępniania on line cyfrowych wersji niektórych swoich produkcji. Na razie są to filmy starsze, na których producenci już zdążyli zarobić. Należy jednak brać pod uwagę fakt, że w przyszłości oprócz internetowej wersji najświeższych dokonań wytwórni pojawią się także specjalne projekty tworzone na potrzeby sieci.
Duże wytwórnie filmowe mają dostatecznie dużo pieniędzy, by informować o swoich nowych dziełach na wiele różnych sposobów. Dla całej rzeszy twórców niezależnych pozostaje on w zasadzie jedynym forum dającym możliwość prezentacji swoich dokonań. - Sukces obrazu "Blair Witch Project" dowiódł, że globalna sieć nieodwracalnie zmieniła tradycyjne sposoby rozpowszechniania filmów - mówi Rafał Buks, student łódzkiej szkoły filmowej, a jednocześnie autor witryny www.filmforum.pl. - Nadszedł moment, kiedy każdy może opublikować swoje dzieło i od razu poddać je weryfikacji publiczności. Dzięki Internetowi nieliczne dotychczas grono autorów niezależnych w naszym kraju powiększa się z dnia na dzień. Stymuluje ich możliwość prezentacji swoich dokonań nie tylko szerokiemu gronu internautów, ale również fachowcom z branży.
Rafał Buks nie jest w swoich opiniach odosobniony. - Internet to rzeczywiście ogromna szansa dla amatorów i niezależnych twórców filmowych. Szczególnie ludzie z mniejszych i średnich miast, którym do tej pory było ciężko przebić się w mediach, mają okazję zaistnienia w całym kraju - przyznaje Adam Warzyszyński, twórca serwisu Szorty.pl i prezes zarządu Fundacji Rozwoju Sztuki Filmowej. Wkrótce mogą się spełnić życzenia twórców filmów amatorskich i niezależnych oraz osób zarządzających serwisami internetowymi, które takie produkcje promują. Coraz częściej bowiem rolę przekazu wideo poprzez sieć doceniają zawodowi producenci. - Internet to rewolucja w dziedzinie audiowizualnej, w konsekwencji dużo ważniejsza niż rewolucja francuska i bolszewicka razem wzięte. Niedługo każdy będzie mógł samodzielnie stworzyć i rozpowszechniać filmy bardzo wysokiej jakości - mówi Dariusz Jabłoński, który sam był reżyserem amatorem, a dziś jest producentem ("Przedwiośnie") oraz prezesem Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych. Niebawem Internet stanie się równie ważnym forum niezależnej produkcji jak dziś przeglądy i festiwale filmowe. Tyle że informacja będzie przepływać znacznie szybciej i bezpośrednio do zainteresowanych osób.
Internet pobudza kreatywność, ale także wzmaga apetyt na komercyjne dzieła. W wyniku rozwoju nowych technologii możliwe stało się coś, co jeszcze pięć lat temu było nie do pomyślenia: przesyłanie za pomocą sieci pełnych wersji filmów fabularnych. Wymyślona w tym celu technologia MPG 4 pozwalała wyłącznie odtwarzać skompresowany obraz wysokiej jakości. Po złamaniu kodu stworzono format DivX, który stał się prawdziwą zmorą producentów i źródłem nieustannej rozkoszy dla zwykłych internautów. - Błogosławię twórców formatu DivX, bo dzięki tej pirackiej technologii sam mogę nagrywać w cyfrowej jakości filmy z telewizji satelitarnych czy płyt DVD. Z kolei dzięki sieci mogę się wymieniać z innymi maniakami kina - deklaruje DivXomaniak, prowadzący witrynę poświęconą filmom dostępnym w tym formacie. - Ściąganie przebojów filmowych z Internetu traktuję jako kolekcjonerstwo, alternatywny sposób dotarcia do interesujących mnie obrazów. Długo polowałem na "The Wall". Niestety, ani telewizja, ani kasety wideo nie zapewnią mi tak wysokiej jakości obrazu i dźwięku. Dziś dzięki sieci mogę się rozkoszować kultowym filmem z muzyką Pink Floyd, odtwarzanym z twardego dysku komputera - mówi Angust, webmaster jednego z serwisów oferujących wymianę komercyjnych produkcji przez Internet.
Tacy internauci, jak Angust czy DivXomaniak, traktujący swoją działalność hobbystycznie, stanowią mniejszość. Większość używających technologii DivX próbuje uczynić z nowego sposobu kopiowania i przekazywania filmów źródło utrzymania. Za 20 zł oferują nagrane na płycie CD filmy, które na DVD kosztują nawet pięć razy więcej. W dodatku osoby zainteresowane kupowaniem pirackich wersji nie muszą posiadać odtwarzacza DVD - wystarczy zwykły czytnik CD zamontowany w szybkim komputerze. I już można oglądać filmy, których często nie znajdziemy jeszcze w legalnym obrocie. - U mnie można dostać produkcje mające dopiero wejść na ekrany - chwali się webmaster jednego z polskich serwisów z warezem, czyli nielegalnym oprogramowaniem, grami, plikami muzycznymi, a teraz także z filmami. - Zainteresowanie i zarobek zapewniają wyłącznie supernowości dostępne za niewielkie pieniądze.
Prawnicy utrzymują wprawdzie, że nowa technologia zapisu wideo służy przede wszystkim przestępcom (vide: "Podwójna kradzież"), jednak przebieg sporów o rozpowszechnianie muzyki w sieci pozwala postawić inną tezę. Nie da się zahamować rozwoju Internetu, a wielkie koncerny medialne czym prędzej powinny się nauczyć wykorzystywać technikę, zamiast ją zwalczać. Nawet jeśli miałoby to oznaczać nowe zdefiniowanie takich pojęć, jak prawo autorskie, rozpowszechnianie i prywatny użytek.
Okładka tygodnika WPROST: 9/2001
Więcej możesz przeczytać w 9/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0